wtorek, 25 sierpnia 2020

Pełnia szczęścia

Będąc na granicy jawy i snu czułem jak ktoś przyciąga mnie swoimi ramionami, a następnie mocno przytula. Mruknąłem niewyraźnie i mimowolnie wtuliłem się w tego kogoś jeszcze bardziej, było mi zimno, a potrzebowałem teraz ciepła.

– Nie sądziłem, że z ciebie jest taka przylepa – prychnął Sulim na co od razu wybudziłem się i otworzyłem oczy.

Popatrzyłem na niego poirytowany i zgrabnie uwolniłem się z jego uścisku.

– Chyba zapomniałeś jaka kara spotkała cię jak ostatnim razem jak wpakowałeś się do mojego łóżka – mruknąłem mając na myśli jak to nadepnąłem na niego, a następnie wrzasnąłem mu do ucha.

– Chyba to ty zapomniałeś co się stało potem, chcesz może powtórkę z tego. Tylko tym razem zakończenie będzie inne – wstał z łóżka i zaczął się do mnie zbliżać próbując uwodzicielsko kręcić biodrami, ale coś mu nie wyszło, bo zacząłem się z tego śmiać – Poza tym teraz to jesteś moim chłopakiem i nie możesz tak brutalnie mnie traktować.

Mimowolnie rozejrzałem się po całym domku w poszukiwaniu dziadka, ale na szczęście go nie było. Było wcześniej, więc pewnie był jeszcze na polowaniu. Gdyby nie Sulim to pewnie bym nadal sobie smacznie spał, ale no niestety. Jakim cudem ja się zgodziłem, aby zostać jego chłopakiem? Teraz muszę znosić to, że pewnie ciągle będzie pakował mi się łóżka jak tylko znajdzie taką okazję. Z nas dwóch to on stał się większą przylepą po tym co się wydarzyło.

Opowiedzieliśmy w skrócie dziadkowi co się stało, oczywiście pominęliśmy ten fakt, że prawie zabiłem Sulima i aktualnie staliśmy się parą. Woleliśmy zaoszczędzić dziadkowi wrażeń na starość. Może za jakiś czas mu powiemy o tym drugim, ale na razie dobrze jest jak jest.

Sulim zaczął przygotowywać śniadanie z resztek tego co dziadek wczoraj upolował. Nie chciało nam się czekać, a poza tym byliśmy zbyt głodni.

Jedliśmy w ciszy gdy nagle Sulim postanowił przerwać ją:

– Sawin, mam dla ciebie niespodziankę, ale musisz mi zaufać – rzekł, a jego twarz była niezmącona jakąkolwiek emocją. Westchnąłem nie mogąc nic z niego wyczytać.

– Co to za niespodzianka? – spytałem próbując nie pokazać po sobie, że jestem ciekawy co to takiego.

Skończył jeść po czym cierpliwie czekał aż i ja skończę swój posiłek, dopiero wtedy ponownie się odezwał:

– Mogę zawiązać ci oczy kawałkiem materiału abyś nie podglądał?

– Kiedyś to bez pytania byś to zrobił – prychnąłem – Urocze jak się zmieniłeś w tak krótkim czasie.

– Awansowałeś, więc powinieneś się cieszyć, a nie komentować – mruknął i zaczął przemierzać dom w poszukiwaniu zapewne owej szmaty – Znalazłem! – krzyknął po chwili.

Przypomniało mi się jak to całkiem niedawno w dniu testu szukał szmatki. Gdy pomachał mi materiałem przed oczami od razu wiedziałem, że to ta sama.

– Serio, Sulim? Wyprałeś ją chociaż od ostatniego razu? Ja nie będę nosił jakieś starej szmaty, którą znalazłeś w łajnie! – krzyknąłem i zacząłem się wycofywać.

– Przez te kilka tygodni nic się nie zmieniło, gdy pierwszy raz miałem ci ją założyć to też tak marudziłeś – odparł z łagodnym uśmiechem i zaczął iść w moją stronę – Nie uciekniesz przede mną, skarbie – pogroził mi palcem coraz bardziej zmniejszając odległość między nami.

– Ty też się nic nie zmieniłeś – wytknąłem mu. Szedłem tyłem cofając się coraz bardziej aż napotkałem ścianę domu. Sulim w końcu znalazł się tuż przy mnie, a ja poczułem jak przez moje ciało przechodzi elektryzujący prąd. Lubiłem się z nim droczyć, a on żeby mi dopiec specjalnie robił wszystko, aby moje ciało reagowało na jego drobne poczynania.

– Nie masz gdzie uciec – rzekł tuż przy moim uchu, a potem w nie delikatnie chuchnął przez automatycznie poczułem gorąc na całym ciele. Mój oddech przyspieszył, a Sulim widząc to jedynie delikatnie się uśmiechnął – Chciałbyś, abym coś zrobił? – spytał niewinnie.

– Przestań się ze mną droczyć – mruknąłem odsuwając go od siebie – Miałeś mi coś pokazać.

Sulim zaśmiał się i cofnął się krok do tyłu, aby zostawić mi więcej przestrzeni.

– Już nie będę, no chyba, że będę musiał – puścił mi oczko – Dobra, odwróć się to zawiążę ci tą szmatę. Chcę cię zabrać w jedno miejsce.

Odwróciłem się tyłem do Sulima i mając jeszcze małe wątpliwości pozwoliłem sobie zawiązać materiał na oczy.

Sulim zaprowadził mnie do stajni, a potem na szybko oporządził któregoś z koni, prawdopodobnie Lazura. Wsiadł na ogiera, a następnie mi pomógł. Pouczył mnie jeszcze, abym mocno się go trzymał przez co mimowolnie się delikatnie uśmiechnąłem.

– Sulim, daleko jeszcze? – spytałem nie cierpliwiąc się coraz bardziej. Jechaliśmy już przez dłuższy, a ja już miałem dość, chciałem zobaczyć gdzie Sulim nas wywiózł.

– Jeszcze kawałek. Zaraz będziemy na miejscu – powtórzył swoje słowa, które w czasie jazdy usłyszałem już chyba z pięć razy.

Zmarszczyłem jedynie brwi i postanowiłem, że już więcej o nic nie będę pytał skoro nie ma zamiaru udzielić mi innej odpowiedzi.

Zatrzymaliśmy się w końcu, Sulim zsiadł z konia, a potem pomógł mi.

– Mogę już zdjąć tę szmatę? – spytałem poirytowany.

– Jeszcze nie – odparł i chwycił mnie za nadgarstek. Zaczął mnie ciągnąć w tylko jemu znaną stronę. Po dłuższej chwili zatrzymał się i ściągnął mi opaskę. Moim oczom ukazały różne kolorowe drzewa, które zamiast liści miały słodycze. Zszokowany wpatrywałem się w nie jak urzeczony.

W końcu uśmiechnąłem się szeroko i podszedłem do pierwszego drzewa gdzie rosły liścianki.

– Wiedziałem, że ci się tutaj spodoba – rzekł za moimi plecami Sulim.

– Nie podoba mi się tutaj – prychnąłem w odpowiedzi i sięgnąłem po kilka słodyczy, aby wpakować je sobie do ust.

– Wiesz, że teraz gdy zajadasz się słodyczami to twoje kłamstwo jest jeszcze bardziej widoczne? – spytał Sulim spokojnym głosem, ale pewnie miał ochotę się ze mnie roześmiać – Nie musisz tak się spieszyć z jedzeniem nich. Zostaniemy tutaj do nocy, zwiedzimy okolicę i chciałbym ci coś jeszcze pokazać.

Mruknąłem tylko na potwierdzenie dalej zajadając się słodyczami, to nie moja wina, że tak je uwielbiam. Sądziłem, że takie miejsca mogą jedynie istnieć w marzeniach, najwidoczniej się myliłem i to bardzo.

***

Słońce coraz bardziej chyliło się ku zachodowi, a gdy w końcu nastała ciemność niebo zostało rozświetlone przez tysiące gwiazd. Położyłem się na trawie, aby móc lepiej podziwiać ten widok. Sulim obok uczynił to samo. Zawsze wierzyłem, że gwiazdy są naszymi łącznikami z tymi co już umarli.

– Oprócz tych drzew pełnych słodyczy chciałem ci jeszcze pokazać ten widok – rzekł spokojnie Sulim.

Sięgnąłem do kieszeni i wyciągnąłem naszyjnik z grawerem koniczyny.

– To chyba należy do ciebie, zapomniałem wcześniej ci to oddać – rzekłem i wyciągnąłem dłoń, aby mu to oddać.

– Zatrzymaj to – odparł – Moja mama mi to kiedyś dała. Powiedziała wtedy, żebym oddał to osobie, która będzie dla mnie najważniejsza.

– Dziękuję, nigdy tego nie zgubię, przysięgam – spojrzałem na niego z zacięciem w oczach – Zapniesz mi go?

Sulim kiwnął głową po czym podniósł się do siadu. Zrobiłem to samo i odwróciłem się plecami do niego, aby łatwiej było mu zapiąć. Zaraz po tym ponownie się położyliśmy się na trawie, aby wpatrywać się w rozgwiażdżone niebo.

– Jak myślisz moi i twoi rodzice jeszcze żyją? – spytałem i mimowolnie posmutniałem.

– Na niektóre pytania raczej nigdy nie uzyskamy odpowiedzi – odparł Sulim z powagą w głosie przez co wiedziałem, że temat, który  poruszyłem traktuje bardzo poważnie – Trzeba wierzyć w to, że są gdzieś razem szczęśliwi.

– Może jednak kiedyś ich spotkamy – rzekłem z nadzieją.

– Nigdy nie wiadomo co przyniesie nam jutro – odparł kończąc tym dyskusję.

Leżeliśmy chwilę w ciszy pogrążeni we własnych myślach aż do głowy przyszło mi pytanie, które męczyło mnie od dłuższego czasu, ale wiedziałem, że prawdopodobnie nigdy nie uzyskam na nie odpowiedzi.

– Nad czym tak rozmyślasz? – spytał Sulim, jego twarz była odwrócona w moją stronę i wpatrywał się we mnie.

– Myślę nad tym jak to się stało, że dziadek znalazł mnie w lesie.

– Nie powinieneś zbyt dużo o tym rozmyślać. Prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiemy, powinniśmy żyć dalej i nie przejmować się przeszłością.

– Myślisz, że rodzice mnie nie kochali? – spytałem ignorując jego słowa chociaż wiedziałem, że ma rację, ale to pytanie tak nagle pojawiło się w mojej głowie, że musiałem się z Sulimem nim podzielić.

Sulim westchnął, ale wyciągnął rękę i pogłaskał mnie po moich czarnych włosach.

– Myślę, że cię kochali, a nawet jeśli nie to dziadek i ja ciebie kochamy i to się nigdy nie zmieni – rzekł wpatrując się w moje niebieskie oczy.

– Też cię kocham, Sulim – odparłem z delikatnym uśmiechem. Podsunąłem się bliżej niego, aby się do niego przytulić.

– Zbyt romantycznie się tutaj zrobiło – prychnął Sulim, ale rękę zarzucił na moje plecy i mocno odwzajemnił uścisk.

– Też tak myślę – zaśmiałem się.

– Mogę? – spytał nagle Sulim, a jedynie kiwnąłem głową na potwierdzenie. Zaraz po tym nasze wargi zetknęły się ze sobą. Otworzyłem delikatnie usta, a Sulim od razu to wykorzystał wsuwając swój język do środka. Zaczepił delikatnie mój odpowiednik zachęcając do wspólnej zabawy. Gdy zaczęło brakować nam oddechu odsunęliśmy się kawałek od siebie.

Spojrzałem w jego szare oczy w których widać było wszystko. Przede wszystkim miłość i oddanie, a Sulim pewnie mógł to samo dojrzeć w tych należących do mnie. Tyle razem przeszliśmy i mimo tego, że Silos mogło zostać zniszczone cieszę się, że to wszystko się wydarzyło, bo w ten sposób w końcu ja i Sulim zrozumieliśmy, że to co między nami jest o wiele większe i trwalsze niż tylko miłością braterską. W końcu wszystkie karty zostały odkryte i nie musimy ukrywać tego co do siebie czujemy. To chyba nazywa się pełnia szczęścia, które możemy uzyskać jedynie przy osobie, która nas kocha i w pełni akceptuje.

KONIEC



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz