wtorek, 25 sierpnia 2020

Włócznia szczerości

Wpatrywałem się w jego wyciągniętą dłoń na której leżał kij z grotem. W oczach zaczęły pojawiać mi się łzy bezradności, które po pewnym czasie zaczęły spływać mi po policzkach.

- Dlaczego? - spytałem bezradnie spoglądając na zimne oblicze tego stwora. Jego twarz wygląda jak ta należąca do Sulima, ale widziałem, że nie ma w niej ani trochę człowieczeństwa.

- Bo tak, masz przecież wybór czy nie cieszysz się z tego? - spytał łagodniejszym głosem uśmiechając się. Widać było, że cała ta sytuacja sprawia mu wielką przyjemność.

- Niezależnie co wybiorę i tak go nie odzyskam! - wybuchnąłem, a moje oczy coraz bardziej zaczęły ronić słone łzy.

- Więc co to za różnica? Jeśli nie chcesz go zabić to właśnie w tym momencie się pożegnamy. Żegnaj głupiutki dzieciaku - schował wyciągniętą dłoń z kijem, a następnie podleciał do mnie i poklepał mnie po głowie.

Zaraz po tym zaczął zanikać. Wytarłem łzy rękawem i wiedziąc, że to jest moja jedyna opcja krzyknąłem:

- Poczekaj! Zabiję go!

Postać Sulima znowu pojawiła się przede mną doskonale widoczna. Uśmiechał się złowrogo w moją stronę.

- Miło, że podjąłeś decyzję - rzekł i wyciągnął w moją stronę dłoń, w której ponownie pojawił się kij z grotem - To jest włócznia, przebij nią serce swojego kochanego braciszka.

Wyciągnąłem drżącą dłoń w stronę włóczni i chwyciłem za nią.

- Mogę się z nim pożegnać? - spytałem i popatrzyłem na niego z desperacją w oczach, które dalej były pełne łez mimo tego, że za wszelką cenę starałem się nie płakać.

– Pożegnania są takie żenujące – mruknął zimno – Rób co masz robić albo stąd idę. Nudzę się, a chciałem się zabawić, wszystko zepsułeś! – krzyknął wkurzony przez co mimowolnie się wzdrygnąłem.

Złapałem pewniej włócznię w dłoń i myśląc, że właśnie zabijam jakiegoś stwora, a nie własnego brata ruszyłem w jego stronę. Grot kija przebił cienkie ubrania Sulima, a następnie skórę na jego klatce piersiowej.

– Wbij głębiej – wysyczał stwór tuż przy moim uchu przez co popatrzyłem na niego z żądzą zemsty. Miałem nadzieję, że oprócz Sulima jego też to zabije.

Przycisnąłem mocniej włócznię, aby grot wbił się głębiej. Widziałem jak z ciała Sulima uchodzi życie, jak jego oczy zamykają się po raz ostatni. Już nigdy więcej nie spojrzy na mnie swoimi szarymi oczami i nie powie jak to miał w zwyczaju, że jestem małym bezmyślnym gówniarzem i gdyby nie on to zginąłbym już wiele razy. Teraz to on umiera, a ja nie jestem w stanie go uratować.

Wypuściłem włócznię z rąk i nachyliłem się, aby przytulić ciało brata, a moje słone łzy zaczęły spadać na blade policzki Sulima, które od razu starłem.

– Żegnaj, Sulim – szepnąłem po czym złapałem włócznię i wyciągnąłem z jego ciała. Odrobina krwi wypłynęła z jego rany, na co odwróciłem wzrok nie będąc już w stanie na to patrzeć. Z drżącej dłoni wypadł mi kij z grotem, który z spadł na ziemię, a ja nie miałem zamiaru nigdy więcej go dotykać.

Wstałem i zacząłem się oddalać.  W mojej głowie krążyła jedynie myśl, że muszę wrócić do dziadka, on coś na pewno wymyśli i Sulim wróci do nas. To nie może tak się skończyć!

– Nie sądziłem, że zabijesz go – tuż przede mną pojawił się biały stwór, który był o wiele większy niż te, które do tej pory widziałem – Przez tyle tysięcy lat tak bardzo się tutaj wynudziłem, że to miła odmiana w końcu się zabawić. Miło się oglądało jak wbijasz włócznię w jego serce – zaśmiał się zimno.

Rzuciłem się w jego stronę mając ochotę się zemścić na nim. Już się go nie bałem, chciałam po prostu, aby umarł i cierpiał tysiąc razy bardziej niż ja i Sulim.

– Sawin – dobiegł mnie cichy głos Sulima.

Automatycznie obejrzałem się w stronę gdzie powinno leżeć jego ciało. Sulim siedział na trawie, a na jego ciele nie było widać żadnych oznak, że kiedykolwiek został dźgnięty włócznią przeze mnie.

Odwróciłem się w jego stronę i zacząłem wpatrywać się w niego oszołomiony po czym nie będąc w stanie się utrzymać na drżących nogach upadłem kolanami na ziemię.

– Sawin, co ci jest? – spytał Sulim i podbiegł do mnie, aby mi pomóc – Nie wygłupiaj się.

Chwyciłem się rękoma jego szyi i mocno go przytuliłem. Sulim oszołomiony tym dopiero po chwili otrząsnął się z szoku i odwzajemnił mój uścisk.

– Zabawne, nie? – rzekł stwór za mną zanosząc się śmiechem – Najwidoczniej odwzajemniasz jego uczucia inaczej włócznia zostałaby w jego ciele na zawsze skazując go na bardzo długą męczarnię. Może po kilku latach naprawdę by umarł, któż to wie?

Zauważyłem, że Sulim przeskakuje zdziwionym spojrzeniem na mnie to na tego stwora.

– Mógłby ktoś mi wytłumaczyć o co tutaj chodzi? Że jakie uczucia? – spytał wreszcie najwidoczniej nie będąc sam w stanie domyśleć się odpowiedzi – Ostatnie co pamiętam to, że potknąłem się o coś, a potem nagle budzę się tutaj. Mój brat rozmawia z jakimś dziwnym stworem. Kiedy ja zdążyłem oszaleć?

– Potem ci to wytłumaczę – odparłem i złapałem jego nadgarstek, aby się stąd wynieść jak najszybciej.

– Poczekajcie jeszcze! Mam coś dla was – rzekł stwór, a w jego dłoni pojawił się kamień z symbolem powietrza – Dostaniecie go pod warunkiem... Sami musicie się domyślić jakim. Nie będę wam wszystkiego na tacy podawał – prychnął i uśmiechnął się, ale tym razem nie było w nim nic takiego złowrogiego. Można byłoby nawet rzec, że ten stwór stał się nagle jakiś taki bardziej przyjazny.

– Ty biały pieprzony potworze, oddaj nam ten kamień! – krzyknąłem poirytowany i spróbowałem wyrwać mu kamień, ale jak było do przewidzenia w porę się odsunął – Czego jeszcze chcesz?!

– Nudzę się od tysięcy lat, nikt nigdy tutaj nie zagląda. Za bardzo się każdy boi, chociaż przeważnie nie pokazujemy się śmiertelnikom. Moi poddani jedynie wydają różne odgłosy. Ten głaz z napisem co widzieliście to jakaś totalna kpina, my wcale nie jesteśmy groźni i nikogo nie krzywdzimy – powiedział i zawył przez co musiałem przyznać, że to naprawdę było dosyć przerażające. Nie dziwię się, że każdego odstraszają – Chcę mieć jakąś rozrywkę, więc może nie wiem pocałujcie się albo coś w tym stylu.

– Co? – spytałem i zszokowany popatrzyłem na niego.

– Przecież i tak to samo czujecie, a chyba śmiertelnicy tak sobie właśnie okazują uczucia, więc możecie chyba to zrobić, nie?

– Ja nadal tutaj jestem i mimo tego, że kilku rzeczy dalej nie ogarniam to jednak mam na tyle sprawnie działający mózg, że zrozumiałem wasza ostatnie słowa – rzekł Sulim spokojnym głosem, pod którym próbował ukryć, że serio wszystko rozumie – Nie sądziłem, że kiedykolwiek będę w takiej sytuacji, że jakiś dziwny, biały stwór powie mi, że kochamy się inaczej niż bracia, a przynajmniej tak to zrozumiałem – popatrzył się na mnie swoimi szarymi oczami, a ja mimowolnie odwróciłem wzrok nie będąc w stanie ani przez chwilę znieść jego spojrzenia.

Sulim podszedł do mnie i chwycił mnie za podbródek, aby unieść go do góry. Nasze spojrzenia ponownie się spotkały, a ja delikatnie się uśmiechnąłem ciesząc się, że jego oczy nie są już takie puste i zimne jak całkiem niedawno.

– Mogę? – spytał z widocznym zawahaniem.

Przytaknąłem, a on prawie natychmiast połączył nasze usta. Nigdy w życiu się nie całowałem, więc nie miałem pojęcia co robić przez co miałem ochotę spanikować i się odsunąć od niego jak najdalej. Sulim jednak uniósł drugą dłoń i pogłaskał mnie delikatnie po włosach, najwidoczniej wyczuwając jaki jestem spięty. Nasz pierwszy pocałunek było jedynie dotknięciem się naszych warg, ale chyba obaj byliśmy tym wystarczająco usatysfakcjonowani. Gdy w końcu odsunąłem się od niego z piekącymi policzkami z zawstydzenia, zauważyłem na jego twarzy ogromny uśmiech, którego nigdy w życiu jeszcze nie widziałem.

– To było najlepsze widowisko od tysięcy lat jakie mogłem zobaczyć. Lubię szczęśliwe zakończenia – rzekł biały stwór, a następnie zniknął zostawiając po sobie jedynie kamień.

Podszedłem po kamień i podniosłem go z ziemi. Chyba najwyższa pora w końcu zakończyć przygodę z kamieniami z symbolami żywiołów.

Spojrzałem na Sulima, a on jedynie kiwnął głową i podszedł do mnie, aby razem ze mną zakończyć tą historię. Za kilka lat to wszystko stanie się tylko wspomnieniami, pełne łez smutku i szczęścia. Ale nigdy w życiu nie chciałbym przeżywać tego jeszcze raz, nie zniósłbym tego.

Po policzkach znowu zaczęły spływać mi łzy, która teraz były symbolem szczęścia, że nie wracam sam do Silos.

– Ale z ciebie beksa – mruknął Sulim i przytrzymał mnie za nadgarstek, abym się zatrzymał. Starł mi kciukiem łzy z policzka – Przecież żyję, więc dlaczego płaczesz?

– To są łzy szczęścia, Sulim – odparłem uśmiechając się szeroko w jego stronę.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz