Po dziesięciu minutach bezczynnego leżenia wstałam i uznałam, że czas przynieść bagaże, kiedy w końcu po około dwóch godzinach skończyłam, położyłam się na łóżku, aby odpocząć. Zaczęłam rozmyślać nad ubraniami jakie sobie zakupie, aby zapełnić garderobę i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Do moich uszu dobiegł nieznany dźwięk, jakiegoś dzwonka. Zerwałam się na równe nogi i zaczęłam rozglądać dookoła zdezorientowana. Po dłuższej chwili usłyszałam głos mamy, jakby z jakiegoś głośnika w ścianie.
- Zapraszam na obiad.
Przetarłam zaspane oczy i wyszłam na korytarz, wpadając wprost na umięśniony brzuch mojego brata. Widocznie on też musiał zasnąć bo wyglądał jakby go kopnął prąd, tym samym elektryzując włosy. Na szczęście nic nie powiedział tylko w milczeniu ruszyliśmy po schodach do kuchni, gdzie zasiedliśmy wygodnie do stołu.
Spojrzałam na zegar wiszący nad kuchenką i o mało nie spadłam z krzesła.
- Już osiemnasta?! - krzyknęłam. - To chyba już bardziej kolacja - dodałam, a wszyscy się zaśmiali z mojej reakcji, w końcu, każdy musiał odespać podróż i całe to rozpakowywanie.
Kiedy już wszyscy zjedliśmy posiłek tato przypomniał nam, że jutro musimy iść do szkoły. Mimo że nadal nie widziałam sensu, bo przecież za miesiąc wakacje, no ale cóż.
- Dobra nadszedł moment, aby was o czymś poinformować... - powiedział w końcu ojciec.
- Tato chciał powiedzieć, że mamy dwie wiadomości dla was - poprawiła go mama. - Mianowicie, wiecie już, że wasza babcia Anna nie żyje, ale jakoś miesiąc temu dowiedzieliśmy się o testamencie. Okazało się, że miała ona duży majątek. Tuż przed śmiercią zakupiła ten dom i zapisała go na naszą rodzinę - gdy skończyła mówić spojrzała na nas w oczekiwania na jakąkolwiek reakcje.
- To miło z jej strony - powiedziałam w końcu. - A druga wiadomość? - zapytałam z ciekawością.
- No więc ta informacja może być dla was szokująca, więc się nie denerwujcie - powiedział tato, co wzbudziło we mnie jeszcze większą ciekawość.
- No, to tak... Ja... To znaczy my, my z tatą... Chcemy wam powiedzieć, że... - tutaj mama się zacięła i nastała głucha cisza.
- Mama chciała powiedzieć, że nasza rodzina się powiększy i będziecie mieć młodsze rodzeństwo - przerwał ciszę tato wystawiając karty na stół.
- Jak to?! - Antek był w szoku. Ja w sumie też w końcu różnica wieku między nami będzie ogromna, no ale cóż, tak wyszło i trudno.
- Normalnie, za sześć miesięcy nasza rodzina powiększy się o małą dziewczynkę - mama uśmiechnęła się.
- Tak długo to przed nami ukrywaliście - powiedziałam i wstałam od stołu. - Idę się przygotować do szkoły - dodałam i ruszyłam w stronę schodów. Za sobą usłyszałam, że mój brat, również wstał od stołu i zmierzał na górę.
- Nie jesteś na nich zła?! - powiedział nagle ze zdziwieniem.
- Nie, czemu? - spojrzałam na niego. - Dzieci są fajne, będziesz mógł zostać ochroniarzem dla kolejnej siostry - zaśmiałam się i pobiegłam do pokoju.
***
- Już wstaje - wymamrotałam i wstałam z łóżka, na oślep pchając mojego braciszka w stronę wyjścia. - Ale Panu dziękujemy - dodałam i zamknęłam mu drzwi przed nosem. Następnie udałam się do garderoby, było w niej dużo moich starych ubrań, ale pojawiło się też trochę nowych. Zgadywałam, że mama wieczorem przyszła i mi coś przyniosła.
Ubrana wyszłam na korytarz i skierowałam się do jednej z dwóch łazienek na piętrze, do tej która znajdowała się na przeciwko mojego pokoju. Na szczęście Antek wybrał pokój na końcu korytarza i nie musiałam się martwić o zajętą łazienkę z rana.
Ubrana w zwiewną kremową sukienkę, upięłam włosy w koka i z lekkim makijażem zeszłam do kuchni, aby zjeść śniadanie. Usiadłam przy stole, na którym stał już przygotowany talerz z tostami.
- To dla mnie?! - zapytałam zdziwiona, bo mój brat nigdy wcześniej nie zrobił mi śniadania.
- Tak, jedz, bo zaraz jedziemy - odparł pospiesznie i wyciągnął kluczyki z kieszeni, machając nimi z szerokim uśmiechem.
- Dostałeś samochód?! - powiedziałam naburmuszona. - To jest niesprawiedliwe - dodałam.
- No, ale Ty i tak nie masz prawka, jak zrobisz to też dostaniesz - powiedział i ruszył w stronę przedsionka, aby ubrać buty i odpalić auto.
Pospiesznie dokończyłam śniadanie i pobiegłam do drzwi, po drodze zgarniając torbę, oraz kasę przygotowaną przez mamę dzień wcześniej, żebyśmy zjedli coś poza domem. Zarzuciłam dżinsową kurtkę, ubrałam sandałki i wyszłam z domu, uprzednio zamykając go na klucz.
Okazało się, że mój braciszek dostał Audi A6 i to jeszcze czarny. Usiadłam z przodu, obok miejsca kierowcy i wręcz zżerała mnie zazdrość. Samochód pachniał nowością, jakby dopiero wyjechał z salonu. Nie było mi jednak dane dłużej nad tym myśleć, gdyż ruszyliśmy z pod domu z piskiem opon, a ja postanowiłam rozejrzeć się po okolicy. Ku mojemu zdziwieniu minęliśmy tabliczkę oznajmiającą, że wjechaliśmy do Wrocławia. Jak to jest możliwe, skoro podobno mieszkamy we Wrocławiu?
- Rodzice zrobili nas w konia! - oznajmiłam. - Nie mieszkamy we Wrocławiu tylko na jakimś zadupiu zabitym dechami - odparłam oburzona. - Nasza wiocha nawet nie ma nazwy - dodałam.
- Wiem, że nie mieszkamy we Wrocku, a nasza wiocha, jak ją nazwałaś, ma nazwę tylko nieoficjalną - odparł i skierował wzrok na drogę.
- Niby jaką? - zdziwiłam się, nie mogąc uwierzyć, że takie miejsce posiada jakąś nazwę.
- Dowiesz się w swoim czasie - odparł z szerokim uśmiechem. Resztę drogi przejechaliśmy w milczeniu. Dojazd na szczęście zajął nam jakieś 20 min, więc byliśmy w mojej szkole wcześniej niż planowaliśmy. Z racji, że był to pierwszy dzień Antek zaparkował samochód na wolnym miejscu i poszliśmy do sekretariatu, żeby dowiedzieć się co i jak. Kiedy wszystko było już jasne pożegnałam się z bratem, który jako student pojechał na swoją nową uczelnie. Na szczęście nie była ona zbyt daleko, bo znajdowała się zaledwie dwie ulice dalej, dlatego nie było problemu.
Dla mnie najgorsze okazało się to, że nikogo nie znałam, a został już tylko miesiąc szkoły, na dodatek dla mnie, to ogólnie ostatni, bo potem matura, że też rodzice wybrali akurat taki moment.
Wzięłam głęboki wdech i ruszyłam w głąb korytarza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz