czwartek, 1 października 2020

Rozdział 3


Szłam wzdłuż równo rozstawionych po dwóch stronach korytarza sal, kiedy nagle zadzwonił dzwonek na lekcję. Przerażona rozejrzałam się dookoła szukając odpowiedniej klasy. Nagle koło mnie przebiegł wysoki brunet, potrącając mnie łokciem tak, że prawie upadłam. Na szczęście zorientował się co zrobił i złapał mnie w ostatniej chwili.

- Hej, jestem Kamil - uśmiechnął się przyjaźnie. - Chyba się nie znamy - dodał, po czym spojrzał mi przez ramię, zerkając na mój na plan lekcji, który trzymałam w ręce. Wydawał się miły, ale i również niezwykle wścibski. Spojrzałam na niego niepewnie, był dość wysoki, ale niższy od mojego brata, nie wyglądał na jakiegoś sportowca, miał jakieś mięśnie, ale nie zbyt imponujące. Jednak twarz miał dość przystojną, uwydatnione kości policzkowe dodawały mu uroku, a rozczochrana blond czupryna ukazywała jego roztrzepanie. - Jesteś nowa? - nachylił się, aby zobaczyć, w której klasie jestem. - No to będziemy razem w klasie przez ten ostatni miesiąc - uśmiechnął się pokazując białe zęby. - A teraz chodź bo i tak jesteśmy już spóźnieni - złapał mnie za rękę i pociągnął wzdłuż korytarza, w nieznanym dla mnie kierunku.

Kiedy przekroczyliśmy próg sali geograficznej, nauczycielka spojrzała na nas z lekkim zdziwieniem, jednak po chwili jakby ją olśniło i uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie. Kamil szybko usiadł na swoim miejscu, a ja tak stałam, nie wiedząc co mam ze sobą zrobić.

- Zapraszam, podejdź do mnie - powiedziała łagodnie starsza pani, uśmiechając się promiennie. Była to nie wysoka kobieta, przy kości. Włosy miała upięte w koka, a brązowe oczy patrzyły na mnie z zaciekawieniem.

Zrobiłam o co poprosiła i stanęłam przodem do klasy.

- To jest wasza nowa koleżanka, teraz wam się krótko przedstawi, a kto będzie chciał to po lekcji niech zgłosi się, aby pomóc jej w poznaniu szkoły - powiedziała wychowawczyni.

- No więc nazywam się Amelia i przeprowadziłam się z Warszawy. Mieszkam kawałek za Wrocławiem... Hmmm lubię modę oraz muzykę. Cenię sobie przyjaźń - spojrzałam niepewnie na nauczycielkę.

- Dobrze usiądź obok Julki, tutaj w pierwszej ławce - pokazała mi palcem wolne miejsce, na którym usiadłam.

- Hej, jestem Julka - uśmiechnęła się do mnie niebieskooka blondynka. - Jutro organizuje dziewiętnaste urodziny wpadniesz? - zapytała znienacka, z taką pewnością, jakbyśmy przyjaźniły się od lat.

- Postaram się być - uśmiechnęłam się niepewnie.

- Byłoby super, będzie cała szkoła, a Ty kiedy masz urodziny - zapytała pół szeptem po chwili, a ja od razu zorientowałam się, że mam do czynienia z gadułą. Jednak nie przeszkadzało mi to, wydawała się być sympatyczna. Należała do tych chudych dziewczyn co mogą chodzić z odkrytym brzuchem i chwalić się jak bardzo jest płaski. Miała też lekko przyciemnioną karnację, która dodawała jej uroku.

- Za tydzień - odpowiedziałam.

- Ooo to już nie długo - uśmiechnęła się, jakby naprawdę się cieszyła.

Pod koniec lekcji klasa pisała kartkówkę, której ja na szczęście nie musiałam jeszcze pisać, z wiadomych powodów. Siedziałam i z nudów nagrałam coś po zeszycie, kiedy, nagle usłyszałam czyjś głos, trochę tak jakby rozbrzmiewał w mojej głowie. Rozejrzałam się niepewnie, ale ludzie zachowywali się tak, jakby nic nie słyszeli. Po chwili ponownie usłyszałam ów głos.

- Ooo słyszysz mnie? Od początku wydałaś mi się dziwna... Bo kto normalny zmienia szkołę miesiąc przed jej skończeniem i na dodatek zamieszkuje w Sirkel. Normalni ludzie nie wiedzą o istnieniu tej wioski.

PAMIĘTAJ KRĄG WIDZI...

Przestraszyłam się nie na żarty, w końcu co to był za głos. Zerwałam się z miejsca, a widząc pytającą minę nauczycielki jedynie przeprosiłam i ponownie usiadłam na miejsce i zaczęłam gorączkowo rozmyślać kim była osobą, która do mnie mówił? Oraz, czy to wszystko w ogóle miało miejsce, a może po prostu zwariowałam?

Na szczęście zadzwonił dzwonek i nie było mi dane dalej się nad tym zastanawiać.

***

Po lekcjach wyszłam ze szkoły i rozejrzałam się po parkingu, widząc obiekt poszukiwań, podbiegłam do czarnego Audi. Stal on zaparkowany niedaleko wyjścia, więc po kilku większych krokach znalazłam się tuż obok, następnie pospiesznie wsiadłam i spojrzałam na brata. Wyglądał na przejętego.

- Coś się stało? - zapytałam z ciekawością, wymieszaną z obawą.

- Porwali rodziców... - odparł już z kamienną miną. - A my chyba musimy porozmawiać, nadszedł czas, abyś choć trochę poznała naszą historię - mówił dalej. - Musisz poznać prawdę, bo nie będziesz mogła się bronić... zwłaszcza, że ja jestem następny na liście - dodał. Resztę drogi jechaliśmy w milczeniu.

Jednak w mojej głowie panował chaos i natłok myśli. Jakie tajemnice? Jak to porwali rodziców i czemu on ma być następny? O co w tym wszystkim chodzi? Najpierw słyszę w szkole głosy w głowie, a teraz takie coś. Mam wrażenie, że moje życie zmienia bieg o jakieś sto osiemdziesiąt stopni. Wzięłam głęboki wdech i starałam się uspokoić. Zebrać myśli i jakoś to wszystko ogarnąć.

Rozdział 2


Po dziesięciu minutach bezczynnego leżenia wstałam i uznałam, że czas przynieść bagaże, kiedy w końcu po około dwóch godzinach skończyłam, położyłam się na łóżku, aby odpocząć. Zaczęłam rozmyślać nad ubraniami jakie sobie zakupie, aby zapełnić garderobę i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

Do moich uszu dobiegł nieznany dźwięk, jakiegoś dzwonka. Zerwałam się na równe nogi i zaczęłam rozglądać dookoła zdezorientowana. Po dłuższej chwili usłyszałam głos mamy, jakby z jakiegoś głośnika w ścianie.

- Zapraszam na obiad.

Przetarłam zaspane oczy i wyszłam na korytarz, wpadając wprost na umięśniony brzuch mojego brata. Widocznie on też musiał zasnąć bo wyglądał jakby go kopnął prąd, tym samym elektryzując włosy. Na szczęście nic nie powiedział tylko w milczeniu ruszyliśmy po schodach do kuchni, gdzie zasiedliśmy wygodnie do stołu.

Spojrzałam na zegar wiszący nad kuchenką i o mało nie spadłam z krzesła.

- Już osiemnasta?! - krzyknęłam. - To chyba już bardziej kolacja - dodałam, a wszyscy się zaśmiali z mojej reakcji, w końcu, każdy musiał odespać podróż i całe to rozpakowywanie.

Kiedy już wszyscy zjedliśmy posiłek tato przypomniał nam, że jutro musimy iść do szkoły. Mimo że nadal nie widziałam sensu, bo przecież za miesiąc wakacje, no ale cóż.

- Dobra nadszedł moment, aby was o czymś poinformować... - powiedział w końcu ojciec.

- Tato chciał powiedzieć, że mamy dwie wiadomości dla was - poprawiła go mama. - Mianowicie, wiecie już, że wasza babcia Anna nie żyje, ale jakoś miesiąc temu dowiedzieliśmy się o testamencie. Okazało się, że miała ona duży majątek. Tuż przed śmiercią zakupiła ten dom i zapisała go na naszą rodzinę - gdy skończyła mówić spojrzała na nas w oczekiwania na jakąkolwiek reakcje.

- To miło z jej strony - powiedziałam w końcu. - A druga wiadomość? - zapytałam z ciekawością.

- No więc ta informacja może być dla was szokująca, więc się nie denerwujcie - powiedział tato, co wzbudziło we mnie jeszcze większą ciekawość.

- No, to tak... Ja... To znaczy my, my z tatą... Chcemy wam powiedzieć, że... - tutaj mama się zacięła i nastała głucha cisza.

- Mama chciała powiedzieć, że nasza rodzina się powiększy i będziecie mieć młodsze rodzeństwo - przerwał ciszę tato wystawiając karty na stół.

- Jak to?! - Antek był w szoku. Ja w sumie też w końcu różnica wieku między nami będzie ogromna, no ale cóż, tak wyszło i trudno.

- Normalnie, za sześć miesięcy nasza rodzina powiększy się o małą dziewczynkę - mama uśmiechnęła się.

- Tak długo to przed nami ukrywaliście - powiedziałam i wstałam od stołu. - Idę się przygotować do szkoły - dodałam i ruszyłam w stronę schodów. Za sobą usłyszałam, że mój brat, również wstał od stołu i zmierzał na górę.

- Nie jesteś na nich zła?! - powiedział nagle ze zdziwieniem.

- Nie, czemu? - spojrzałam na niego. - Dzieci są fajne, będziesz mógł zostać ochroniarzem dla kolejnej siostry - zaśmiałam się i pobiegłam do pokoju.

***

- Ami, pobudka - krzyknął Antek wchodząc do mojego pokoju jak do siebie.

- Już wstaje - wymamrotałam i wstałam z łóżka, na oślep pchając mojego braciszka w stronę wyjścia. - Ale Panu dziękujemy - dodałam i zamknęłam mu drzwi przed nosem. Następnie udałam się do garderoby, było w niej dużo moich starych ubrań, ale pojawiło się też trochę nowych. Zgadywałam, że mama wieczorem przyszła i mi coś przyniosła.

Ubrana wyszłam na korytarz i skierowałam się do jednej z dwóch łazienek na piętrze, do tej która znajdowała się na przeciwko mojego pokoju. Na szczęście Antek wybrał pokój na końcu korytarza i nie musiałam się martwić o zajętą łazienkę z rana.

Ubrana w zwiewną kremową sukienkę, upięłam włosy w koka i z lekkim makijażem zeszłam do kuchni, aby zjeść śniadanie. Usiadłam przy stole, na którym stał już przygotowany talerz z tostami.

- To dla mnie?! - zapytałam zdziwiona, bo mój brat nigdy wcześniej nie zrobił mi śniadania.

- Tak, jedz, bo zaraz jedziemy - odparł pospiesznie i wyciągnął kluczyki z kieszeni, machając nimi z szerokim uśmiechem.

- Dostałeś samochód?! - powiedziałam naburmuszona. - To jest niesprawiedliwe - dodałam.

- No, ale Ty i tak nie masz prawka, jak zrobisz to też dostaniesz - powiedział i ruszył w stronę przedsionka, aby ubrać buty i odpalić auto.

Pospiesznie dokończyłam śniadanie i pobiegłam do drzwi, po drodze zgarniając torbę, oraz kasę przygotowaną przez mamę dzień wcześniej, żebyśmy zjedli coś poza domem. Zarzuciłam dżinsową kurtkę, ubrałam sandałki i wyszłam z domu, uprzednio zamykając go na klucz.

Okazało się, że mój braciszek dostał Audi A6 i to jeszcze czarny. Usiadłam z przodu, obok miejsca kierowcy i wręcz zżerała mnie zazdrość. Samochód pachniał nowością, jakby dopiero wyjechał z salonu. Nie było mi jednak dane dłużej nad tym myśleć, gdyż ruszyliśmy z pod domu z piskiem opon, a ja postanowiłam rozejrzeć się po okolicy. Ku mojemu zdziwieniu minęliśmy tabliczkę oznajmiającą, że wjechaliśmy do Wrocławia. Jak to jest możliwe, skoro podobno mieszkamy we Wrocławiu?

- Rodzice zrobili nas w konia! - oznajmiłam. - Nie mieszkamy we Wrocławiu tylko na jakimś zadupiu zabitym dechami - odparłam oburzona. - Nasza wiocha nawet nie ma nazwy - dodałam.

- Wiem, że nie mieszkamy we Wrocku, a nasza wiocha, jak ją nazwałaś, ma nazwę tylko nieoficjalną - odparł i skierował wzrok na drogę.

- Niby jaką? - zdziwiłam się, nie mogąc uwierzyć, że takie miejsce posiada jakąś nazwę.

- Dowiesz się w swoim czasie - odparł z szerokim uśmiechem. Resztę drogi przejechaliśmy w milczeniu. Dojazd na szczęście zajął nam jakieś 20 min, więc byliśmy w mojej szkole wcześniej niż planowaliśmy. Z racji, że był to pierwszy dzień Antek zaparkował samochód na wolnym miejscu i poszliśmy do sekretariatu, żeby dowiedzieć się co i jak. Kiedy wszystko było już jasne pożegnałam się z bratem, który jako student pojechał na swoją nową uczelnie. Na szczęście nie była ona zbyt daleko, bo znajdowała się zaledwie dwie ulice dalej, dlatego nie było problemu.

Dla mnie najgorsze okazało się to, że nikogo nie znałam, a został już tylko miesiąc szkoły, na dodatek dla mnie, to ogólnie ostatni, bo potem matura, że też rodzice wybrali akurat taki moment.

Wzięłam głęboki wdech i ruszyłam w głąb korytarza.