Milan zszedł z góry, na której obserwował swoimi szarymi oczami jak łapczywe płomienie pożerają doszczętnie całe miasto. Jego płaszcz oraz czarne, sięgające do ramion włosy unosiły się delikatnie na porywistym wietrze.
Wcześniej ucinał sobie popołudniową drzemkę w promieniach zenitującego Słońca kawałek od miasta. Nie przepadał za dużą ilością ludzi, więc to miejsce było dla niego wręcz idealne. Nikt nie zakłócał jego spokoju. Niestety gdy tylko się przebudził i miał zamiar wracać już do domu zobaczył ten okropny widok, który nawet w najgorszych koszmarach nigdy mu się nie objawiał...
Pobiegł do miasta mając nadzieję, że coś uda mu się zrobić, kogokolwiek uratować. Jednak bezlitosne płomienie pochłonęły już praktycznie wszystko. Czuł bijący od nich żar, kilka razy zdarzyło mu się, że poczuł je tak blisko swej delikatnej, jasnej skóry przez co całego jego ciało zrosiło się potem.
Gdy w końcu na własne oczy przekonał się, że już nic nie może zrobić wtedy dopiero postanowił opuścić to miejsce. Czuł w sobie tak potężną pustkę po stracie rodziny, przyjaciół i domu, w którym mieszkał od urodzenia, że miał ochotę umrzeć. Poczekać jeszcze tylko chwilkę aż płomienie również i jego pochłoną.
Jednak zanim śmierć ulży jego cierpieniom i dołączy w końcu do swoich bliskich przysiągł sobie, że musi się zemści za tych, którzy nie byli w stanie przeżyć. Tą obietnicą będzie żył, aż do końca swoich dni.
***
Szedł drogą, którą nieraz przechadzał się z ojcem gdy udawali się do lasu. Opowiadał mu wtedy, że na końcu tej drogi, jak minie las, stoi gospoda z najlepszym piwem jakie kiedykolwiek w życiu wypił.
Postanowił, że tym razem spędzi noc pod gwiazdami, a dopiero jutro będzie szukał jakichkolwiek informacji właśnie w owej karczmie. Aktualnie nie chciał widzieć żadnego człowieka, nie był w stanie słyszeć ani widzieć w oczach innych współczucia. Pragnął po prostu pobyć sam, przemyśleć wszystko albo może zasnąć i zapomnieć choć na krótki moment czego dzisiaj był zmuszony doświadczyć.
Jednak leśna droga była rzadko uczęszczana przez co porosła ją gęsta trawa. Milan po wielu próbach postanowił w końcu się poddać i spędzić noc tam gdzie stał. Podniósł oczy ku niebu i odetchnął z ulgą widząc, że na razie nie zapowiada się na jakikolwiek deszcz. Mimo tego, że zrobił sobie popołudniową drzemkę był wykończony psychicznie tym co go spotkało zaledwie przez te kilka ostatnich godzin.
Zdjął z siebie płaszcz, złożył go, a następnie kucnął i położył ubranie na miękkiej trawie. Ułożył się na ziemi kładąc głowę na prowizoryczną poduszkę zrobionej z płaszczu. Nawet nie zauważył kiedy jego oczy zamknęły się i myśli powędrowały do krainy snów, aby na chwilę zapomnieć o brutalnej rzeczywistości, z którą teraz musiał się zmierzyć.
***
Milana obudziły dziwne odgłosy szurania, nie otwierając oczu postanowił wsłuchać się w nie i spróbować za pomocą tego zmysłu domyśleć się z jakiego kierunku dochodzą. Jego ręka, która leżała wzdłuż tułowia przysunęła się delikatnie, aby mógł swobodnie wyjąć szablę przypasaną przy prawym boku. Uczył się szermierki od przeszło dziesięciu lat, więc mógł z całą skromnością przyznać, że jest świetny w walce i nikt nie ma z nim praktycznie szans. W mieście Karlis każdy mieszkaniec musiał umieć walczyć, więc w wieku dziesięciu lat rodzice dziecka wybierali za niego czym ma się uczyć władać. Zazwyczaj dla chłopców były to: miecze, topory lub łuki, a dla dziewczynek łuki z małym naciągiem, kusze lub sztylety. Rodzice Milana postanowili, że on będzie się uczył szermierki, jednak chłopiec nawet gdy dorósł był drobnej postury, więc jego miecz został wykuty z lekkiej stali przez kowala z pobliskiego miasta.
W mgnieniu oka podniósł się z ziemi i wyciągnął z pochwy miecz. Przyjął postawę, aby w każdej chwili móc sparować cios. Jego uważne spojrzenie skanowało każdy milimetr terenu. Jednak nikogo nie ujrzał.
- Wiem, że ktoś tu jest! Pokaż się, tchórzu! - krzyknął marszcząc brwi. Nienawidził jak ktoś specjalnie się ukrywał, wolał czystą i uczciwą walkę, a nie atak z zaskoczenia. Takie zachowanie było dla niego jedynie tchórzostwem.
- Pomocy - dobiegł do niego ledwo słyszalny szept przez co rozluźnił się. Jego wszystkie mięśnie były gotowe, aby odeprzeć atak wroga, ale najwidoczniej ten ktoś nie miał ani trochę złych zamiarów, ba nawet potrzebował jego pomocy. Jednak nie schował miecza, jego ojciec nieźle by go zbeształ za takie bezmyślne zachowanie gdyby to zrobił. Uczył go, że nie należy ufać jakiemukolwiek człowiekowi, przeciwnik może wykorzystać dobre serce drugiej osoby bez żadnych skrupułów.
Szedł powoli w stronę skąd pochodził głos. Gdy zobaczył chłopca w jego wieku leżącego na ziemi automatycznie się wzdrygnął. Owy człowiek miał blond włosy mniej więcej takiej samej długości jak jego. Oczy chłopca na jego widok delikatnie się uchyliły i błękitne soczewki wpatrywały się w niego z błaganiem, aby ten uśmierzył jego cierpienie. Twarz miał okropnie bladą i zapadniętą, a poszarpane, pełne dziur ubrania pokazywały, że ten wątłej budowy chłopiec w ciągu ostatniego dnia musiał naprawdę sporo przejść. Dodatkowo co było chyba najstraszniejsze patrząc na nieznajomego to to, że na jego skórze widniały liczne czerwone płaty pochodzące od poparzenia.
Milan patrzył z niedowierzaniem na widok malujący się przed nim, dopiero po chwili zbliżył się do chłopca i kucnął przy nim. W swoim krótkim życiu nigdy nie widział tak rozległych ran, według jego jakże niewielkiej wiedzy ten człowiek powinien już dawno nie żyć. Rozejrzał się jeszcze dookoła, a następnie schował miecz z powrotem do pochwy widząc, że nie grozi mu żadnego niebezpieczeństwo.
- Zabij... - wargi człowieka leżącego na ziemi ułożyły się w to słowo, jednak nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
- Zanim będziesz chciał opuścić ten świat musisz odpowiedzieć mi na kilka moich pytań - odparł chłodno Milan nie zważając na to w jakim stanie jest nieznajomy. Wiedział, że te rany człowiek mógł zdobyć jedynie w Karlis albo chłopak posiadał moc ognia. Nie kontrolując jej albo przez nieuwagę podpalił sam siebie. To znaczyło, że istniało prawdopodobieństwo, że ta prawie martwa osoba leżąca tuż przed nim jest odpowiedzialna za spalenie całego miasta.
Wyciągnął z kieszeni spodni buteleczkę z płynem usypiającym i uśmierzającym ból. Na razie musiał go zachować przy życiu, aby dowiedzieć się czegoś więcej.
- Otwórz usta - rzekł ostrym głosem nie znoszącym sprzeciwu jednak chłopiec nie zareagował. Z jego błękitnych, przypominające kolorem bezchmurne niebo, oczów zaczęły wydobywać się łzy. Wpatrywał się na Milana z istnym przerażeniem, tak jakby miał go najpierw pognębić, a dopiero potem pchnąć ku ukojeniu, czyli śmierci.
Czarnowłosy przewrócił swoimi szarymi oczami i próbował uśmiechnąć się, aby chłopiec mu chociaż w minimalnym stopniu zaufał.
- To uśmierzy ból i będziesz mógł zasnąć, a ja w tym czasie zajmę się twoimi ranami - pomachał chłopcu buteleczką pod nosem - Nie jest z tobą aż tak źle, żebyś już umierał - skłamał gładko, a chłopiec delikatnie otworzył swoje popękane wargi. Milan odkręcił płyn i przechylił, aby wlać do ust blondyna kilka kropel.
Po kilku sekundach chłopiec zasnął, a szarooki odetchnął z ulgą, że nie będzie musiał wciskać mu to na siłę. Próbował sobie przypomnieć czy kiedykolwiek widział tego chłopca w Karlis, ale po chwili się poddał. Dużo ludzi przychodziło i odchodziło, więc po prostu ten chłopiec mógł być nowy w mieście.
Spojrzał jeszcze raz na chłopca, aby upewnić się, że głęboko śpi, a następnie wstał i ruszył, aby znaleźć potrzebne rzeczy do rozpalenia ogniska. Przy okazji niedaleko z tego co Milan pamiętał powinna znajdować się rzeka, musiał przenieść tam później tego chłopca, aby mógł się wykąpać lub napić. Głupio byłoby z jego strony zostawić chłopca samego na dłuższy czas nie tylko dlatego, że ktoś mógłby mu coś zrobić, ale też również, że może odzyskać siły i spróbować uciec w co raczej wątpił biorąc pod uwagę jego rozległe rany. Wolał jednak wziąć pod uwagę wszystkie opcje niż potem żałować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz