Dźwięk budzika wyrwał mnie ze snu. Szybko wstałam z łóżka i ruszyłam w stronę łazienki.
Dzisiaj to ja będę pierwsza... W końcu pokażę Mu, że nie zawsze będzie miał wszystko pierwszy ~ pomyślałam.
Jednak ku mojemu zaskoczeniu jak zwykle On już tam był. Moja nienawiść do brata z każdym dniem i każdym porankiem wzrastała coraz bardziej. Nie miałam jednak już czasu, aby się nad tym zastanawiać bo mama zawołała wszystkich na śniadanie. Zarzuciłam na siebie mój fioletowy szlafrok, a tuż przed wyjściem zerknęłam jeszcze w lustro wiszące na ścianie, tuż obok drzwi. Ujrzałam rozczochrane brązowe loki, które teraz przypominały istny armagedon, normalnie sięgały mi za łopatki, ale teraz takie napuszone ledwo dotykały moich ramion. Przyjrzałam się mojej twarzy i o mało nie dostałam zawału, blada cera, lekko opuchnięte i zaczerwienione, zwykle zielone oczy, jakaś masakra. Ludzie z reguły mówią mi, że jestem chuda, ja co prawda mam na ten temat inne zdanie, nie uważam, że jestem gruba, jednak w drugą stronę też nie bardzo. Szybko wyszłam z pokoju, udając się w stronę kuchni, najwyżej będę straszyć, ale to wszystko z winy Antka.
Gdy wszyscy siedzieliśmy przy stole mama spojrzała porozumiewawczo na tatę, który tylko pokiwał głową od niechcenia. Następnie wstał i spojrzał na nas smutno. Zdziwiona jeszcze raz spojrzałam na mamę, która siedziała ze spuszczoną głową. Krótkie blond włosy opadały jej na pucołowatą twarz, błękitne oczy pociemniały ze zmęczenia co dodawało jej lat. Mając trzydzieści dziewięć lat zaczynała powoli zachowywać się jak babcia. Miała dość pulchną budowę ciała, a niewielki wzrost pogłębiał to wrażenie. Ja jednak zawsze uważałam ją za piękną i kochaną. Porównywałam się do niej, pomimo, że nie mogłam w sobie dostrzec nic do niej podobnego
- Mamy dla was wiadomość, która może nie być dla was zbyt przyjemna - powiedział i zrobił krótką pauzę. - Mama dostała propozycję pracy, której, niestety jak się okazało siedziba znajduje się we Wrocławiu - dokończył swoją wypowiedź jednym tchem po czym usiadł.
- Ale to chyba jest dobra wiadomość - zdziwił się mój, jakże inteligentny brat. Siedział on teraz naprzeciwko mnie przy prostokątnym, drewnianym stole. Miał mokre od wody czarne, roztrzepane włosy. Był on wysoki, jego wzrost osiągał piękną liczbę 180cm, przystojny i umięśniony. Należał do tej elity facetów, gdzie kobiety dałyby się zabić, za zobaczenie choćby jednego jego uśmiechu. Robił to zwykle zalotnie, z tym swoim połyskiem czekoladowych oczu. Nigdy mu tego nie powiedziałam, ale zazdrościłam mu wyglądu.
- Jasne, że nie, bo przecież mieszkamy w Warszawie, głupku - wymamrotałam tylko i wróciłam do przeżuwania płatków.
- Ej! Spokój! - krzyknęła mama. - Wiem, że sytuacja wygląda nie najlepiej, ale jakoś damy radę. We Wrocławiu też są szkoły, przyzwyczaicie się do nowego otoczenia - dodała i wyszła z kuchni.
- Coooo?! - razem z Antkiem krzyknęliśmy niezadowoleni.
- Dlaczego my też mamy wyjeżdżać? Przecież mama sama mogłaby pojechać? - odezwał się mój brat z wyraźną złością i chyba nie miał zamiaru zaakceptować tej decyzję, a to on podobno jest starszy. Zachowuje się jakby miał jakieś 5 lat, a nie 20, pomyślałam, ale uznałam, że nie podzielę się tym przemyśleniem z resztą domowników.
- Ponieważ to spowodowałoby rozpad naszej rodziny, dlatego zdecydowaliśmy tak, a nie inaczej i od tej decyzji nie ma już odwrotu - powiedział tato. - Już nawet kupiliśmy nowy dom na obrzeżach Wrocławia - dodał.
- A kiedy wyjeżdżamy? - zapytałam.
- Za dwa tygodnie - odpowiedział z nutą goryczy. Był mężczyzną dobijającym do czterdziestki. Na jago włosach już pojawiała się siwizna i nie należał raczej do przystojnych, dlatego zastanawiałam się po kim Antek ma ten wygląd. Miał cały czas ponurą minę i nie był zbyt rozmowny, raczej niskiego wzrostu i o raczej kobiecej budowie ciała. Nie był zbyt wysoki, może 170cm wzrostu. Jakby się temu przyjrzeć to mój brat był jego totalnym przeciwieństwem.
- Ale to przecież będzie miesiąc przed końcem roku! Dlaczego nie możemy wyjechać jak już skończymy zajęcia w szkole? - byłam załamana.
- Takie niestety były terminy, nic nie możemy zrobić - powiedział.
- Wrócimy tu kiedyś? - zapytał Antek z błyskiem w oku, którego nie byłam w stanie zrozumieć.
- Raczej nie, mama wystawiła dom na sprzedaż i już zgłosili się chętni do zakupu - mówił tato starając się zachować spokój. Gdy to usłyszałam pobiegłam do swojego pokoju. Nie mogłam pogodzić się z tą myślą, nadal do mnie nie docierało, że to koniec mojego życia w Warszawie.
Leżąc na łóżku, starałam się wyłączyć myślenie. Niestety bombardowały mnie wspomnienia z dzieciństwa i różnych innych, czasami dziwnych sytuacji. Wiedziałam, że niekiedy działy się tutaj niewyjaśnione rzeczy, ale wypierałam je z podświadomości. Nie chciałam wyjść na wariatkę, zwłaszcza, że były to tylko jakieś lewitujące przedmioty. Pewnie te wszystkie sytuację nawet się nie wydarzyły, tylko były moim snem, ale mimo wszystko kochałam to miejsce, dom i szkołę. To może dziwne, bo każdy normalny człowiek unika szkoły jak ognia, jednak ja miałam tam przyjaciół i w zasadzie całe życie. Przemyślenia zaczęły mnie przytłaczać, dlatego zamknęłam oczy i dałam się porwać w objęcia Morfeusza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz