Strony

piątek, 25 września 2020

Nienawiść w sercu

 

Nad głowami dwójki chłopców przeleciały dwa kolorowe kolibry, które przerwały ciszę radosnym świergotem. Jednak oni nie zwrócili na to uwagi mierząc się nawzajem uważnym spojrzeniem. Jeden wzrok był pełen nienawiści zaraz po usłyszeniu owych słów, które pochodziły z ust blondyna. Drugi za to wypełniony był bezgranicznym smutkiem oraz cierpieniem.

– Mogę dostać coś do picia, na przykład wodę? – spytał nagle blondyn, a w jego głosie nie było słychać tego co zdawały się mówić należącej do owej osoby oczy. Ton błękitnookiego był spokojny i można było usłyszeć w nim nutkę zaciekawienia jak na to z pozoru proste pytanie zareaguje jego rozmówca – Wtedy ci o wszystkim opowiem, pewnie chciałbyś to usłyszeć zanim mnie zabijesz.

– A co ja jestem?! Studnia życzeń czy co, cholerny morderco?! – krzyknął Milan i zacisnął swoją dłoń na rękojeści miecza. Musiał włożyć wiele wysiłku w to, aby poskromić swoją ochotę wyjęcia miecza i skrócenia blondyna o głowę – Jeśli nie chcesz opowiadać to już teraz cię zabiję! Przynajmniej nie zmarnuje się cennej wody!

Blondyn wpatrywał się w Milana błagającym spojrzeniem. Szarooki jedynie prychnął. Przestał zaciskać dłoń na rękojeści miecza i podszedł do niego. Ściągnął z niego błyskawicznym ruchem swój płaszcz i przywdział go.

– Ruszaj się! – warknął jedynie i nie odwracając się, aby sprawdzić czy błękitnooki podąża za nim, ruszył przed siebie.

Nie obchodziło go czy blondyn jest w stanie w ogóle podnieść się z ziemi. Był tego świadomy, że przez rany, które dalej widnieją na jego skórze każdy krok może być dla niego istną katorgą. Jednak serce czarnowłosego było zaślepione nienawiścią przez co pragnął, aby cierpiał jeszcze bardziej niż on sam. Nie miał pojęcia dlaczego w ogóle chce słuchać jego bezsensownych tłumaczeń, powinien zaraz po usłyszeniu słów, że to zrobił od razu go zabić, bez żadnego wahania. Dlaczego zatem jednak postanowił zabrać go do rzeki płynącej nieopodal, aby zaspokoił swoje pragnienie? Czy uległ błękitnemu spojrzeniu, przez które nie był w stanie mu odmówić tej z pozoru drobnej rzeczy? Może w jego sercu jednak jest jeszcze minimalna słabość zwana przez ludzi również litością...

Milan ponownie zacisnął dłoń na rękojeści. Tym razem jednak wyjął miecz i w przypływie gniewu zamachnął się. Przeciął gałąź, która znajdowała się na tyle nisko, że zdołał jej dosięgnąć, aby na niej wyładować swoje emocje, które jak dotąd nie znalazły ujścia.

Blondyn, który podniósł się z trudem z ziemi podążał za szarookim w ciszy. Czuł każdy nawet najdrobniejszy ból gdy tylko próbował zmusić swoje wyniszczone ciało do współpracy. Widząc, że chłopak w końcu przestał się kontrolować i emocje wzięły nad nim górą, zaczął wyżywać się na gałęzi, a następnie powziął sobie za cel nikomu niewinne drzewo, musiał w końcu zareagować.

– Dlaczego niszczysz drzewo, które nie wyrządziło ci żadnej krzywdy? – wyszeptał z trudem, lecz łagodnie, jedynie w jego oczach można było ujrzeć błysk pogardy, który jasno oznaczał, że nie podoba mu się to jak czarnowłosy nisko upadł, aby wyżywać się na naturze.

– Zamknij się! Zamiast na drzewie mogę na tobie sprawdzić czy mój miecz na pewno jest wystarczająco ostry! – wysyczał delikatnie dysząc ze zmęczenia. Schował jednak szablę przewracając mimowolnie oczami, że jakiś morderca ludzi ma czelność mówić mu, żeby nie wyżywał się na drzewach. Przynajmniej on nie miał na sumieniu tysięcy istnieć w przeciwieństwie do błękitnookiego.

Milan czekał na odpowiedź blondyna, ale najwidoczniej ten nie zamierzał mu więcej odpowiadać. Prychnął jedynie i kontynuował swój marsz w stronę rzeki. Za sobą pozostawił nieznajomego, który jedynie smutno wpatrywał się w zniszczone od miecza drzewo.

Chłopiec przejechał spojrzeniem od górnej części kory aż do ziemi, wtedy też zauważył, że w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą stał czarnowłosy zostało porośnięte przez gęsto usiane tulipany w kolorze żółtym. Schylił się i delikatnie zerwał jeden, podsunął go sobie pod nos wdychając nad wyraz słodki zapach kwiatka.

– Masz taką piękną moc, a tyle jest w tobie nienawiści – wyszeptał i schował tulipana do kieszeni – Ale niestety to chyba jest jedynie moja wina.

Posmutniał jeszcze bardziej i podążył wolnym krokiem za Milanem, rany mimo tego, że nie były w tak tragicznym stanie jak jeszcze dnia poprzedniego, piekły niemiłosiernie przez co z jego spierzchniętych warg coraz wydobywały się jęki bólu. W dodatku musiał jeszcze dogonić szarookiego zanim całkowicie straci go z oczów.

***

Drzewa nie porastały ziemi już tak gęsto. Co oznaczało, że z każdym krokiem dwójka chłopców zbliżała się do wyjścia z lasu. Ich oczom ukazała się długa, gęsta trawa, której od dawna nikt nie raczył przycinać. Zaraz za nią znajdowała się mała rzeka, gdzie przy każdym brzegu leżała odrobina piachu.

Milan podszedł bliżej rzeczki, aby przyklęknąć na piasku, następnie pochylił się ku niej, aby nabrać trochę chłodnej wody w dłonie. Do tej pory nie sądził, że był aż tak spragniony. Mimo tego, że wcześniej już znalazł to miejsce i wtedy ukoił największe pragnienie to jednak zmęczył się tą "walką" z drzewem. Był zły na siebie, że musiał wyładować akurat wtedy swoje emocje i to przy swoim wrogu.

Blondyn powolnym krokiem podszedł do rzeczki i kucnął tuż obok Milana. Nawet na niego nie spojrzał tylko nabrał w dłonie wody tak samo jak czarnowłosy, aby ukoić swoje pragnienie. Czuł jak chłodna woda przepływa przez jego wysuszone gardło i przełyk, dając poczucie ulgi.

– Dziękuję – rzekł odwracając głowę w stronę Milana, który jedynie prychnął na te słowa.

Czarnowłosy podniósł się i odszedł, aby położyć się na soczysto zielonej trawie, która była jeszcze wilgotna od rosy. Nie miał zamiaru spać, swoimi szarymi soczewkami dokładnie przypatrywał się każdemu najmniejszemu ruchowi blondyna. Swojemu wrogowi się nie ufa, a on nie jest już dzieckiem.

– Jak masz na imię i jaką masz moc? – spytał się błękitnooki odwracając głowę w stronę Milana wpatrując się w niego zaciekawiony.

– Po co ci te informacje? – wysyczał marszcząc brwi, miał ochotę chwilę poleżeć uspokoić się do końca, a nie odpowiadać na głupie i bezsensowne pytania.

– Mam na imię Leder, moją mocą jest ogień – odparł nie przejmując się ostrymi słowami czarnowłosego i delikatnie uniósł kąciki swoich ust ku górze.

– Nie obchodzi mnie to. Daj mi odpocząć – mruknął i wziął głęboki oddech próbując uspokoić się. Musiał oczyścić umysł, nie myśleć o niczym. Napawać się jedynie delikatnym wiaterkiem, który pieścił jego skórę na twarzy.

Blondyn westchnął jedynie i położył się tuż obok szarookiego nic już nie mówiąc. Przymknął oczy mając nadzieję, że zaczerpnie trochę cennego i kojącego snu.

– Mam na imię Milan, nie musisz nic o mnie wiedzieć skoro i tak to tylko kwestia czasu kiedy umrzesz – rzekł po chwili czarnowłosy spokojnym głosem. W końcu uspokoił zszargane nerwy i mógł normalnie rozmawiać, a nie pod wpływem kotłujących się emocji.

– Masz moc kwiatów. Myślę, że jest to bardzo piękna moc, tyle dobra możesz za pomocą niej zdziałać – odparł błękitnooki z ledwo słyszalną nutką zazdrości.

Na te słowa cały spokój Milana automatycznie wyparował. Zacisnął swoje dłonie w pięści aż czuł jak paznokcie wbijają mu się mocno w delikatną skórę. Jednak jego twarz dalej była spokojna i udawał, że słowa Ledera w ogóle go nie obeszły.

Może tak naprawdę błękitnooki chce tą niewinną rozmową pokazać czarnowłosemu, że nie jest przeżarty złem do szpiku kości za jakiego ma go Milan, aby uśpić jego czujność i zaatakować w najmniej oczekiwanym momencie. Poza tym wróg Milana poznał największą słabość swojego przeciwnika zatem on musi zniszczyć jego zanim blondyn zdoła wykonać swój ruch.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz