Strony

środa, 12 sierpnia 2020

Najlepszy plan

Krople deszczu spadające na ziemię bardzo skutecznie umilały ciszę, która między nami zapadła po moich słowach.

– Brawo Sawin, nie spodziewałem się, że dzięki twojej głupocie znajdziesz kamień –  rzekł Sulim po chwili – Dlaczego w takim razie go nie przyniosłeś?

– No właśnie w tym jest problem – mruknąłem drapiąc się z zakłopotania po szyi – Malar jest krwiożerczą bestią, która zapragnęła mnie zjeść jak tylko zbliżałem się do kamienia.

– Niech zgadnę, twój mózg ostatnio za dużo się napracował przez co nie potrafisz niczego wymyśleć i twój ukochany brat musi to za ciebie zrobić – odparł z chytrym uśmieszkiem.

Zmierzyłem go wkurzonym wzrokiem i splotłem ręce na piersi, aby wyjść na bardziej pewnego siebie.

– Mylisz się, już coś wymyśliłem. Mi się bardzo podoba ten plan, ale nie wiem czy będziesz również nim zachwycony tak jak ja.

– Brawo – zaklaskał w dłonie – Jak to się stało, że wymyśliłeś cokolwiek? Czy w takim razie mógłbyś się podzielić z tym jakże genialnym planem?

– Mógłbyś przestać? – spytałem marszcząc brwi ze zdenerwowania – To już nie jest śmieszne. Wymyśliłem, że ty mógłbyś być przynętą, on w tym czasie by cię zaczął gonić, a ja zwinąłbym ten kamień – z każdym wypowiedzianym słowem uśmiechałem się coraz bardziej.

Sulim zagryzł wargę w zamyśleniu, a ja mimowolnie zacząłem się bardziej wpatrywać w jego usta. Zdając sobie sprawę z tego co robię szybko potrząsnąłem głową w oszołomieniu. Chyba już za dużo spędziłem czasu tylko z Sulimem, bo zaczynam wariować. Na szczęście mój braciszek nie zwrócił na to uwagi, bo rzekł:

– Ten plan wcale nie jest taki zły jak myślałem, że będzie. Zaprowadź mnie do tego malara i kamienia.

Zostawiliśmy konie kazać im poczekać, a sami ruszyliśmy w głąb jaskini.

Po chwili ukazał nam się malar, który karmił młode. Zauważyłem, że na twarzy Sulima maluje się szok.

– Nie sądziłem, że malary są aż tak duże – rzekł po chwili przez co samica spostrzegła, że nie jest już sama ze swoimi szczeniakami.

Gołym okiem możne było dostrzec, że w tym momencie chyba jest jeszcze mniej pozytywnie nastawiona do nieproszonych gości, bo zerwała się w mgnieniu oka i zaczęła iść w naszą stronę warcząc. Wystawiała swoje krwiożercze białe zęby wpatrując się w nas morderczym wzrokiem.

– Sulim, to wcielamy mój plan w życie, tak? – spytałem szturchając go w ramię, aby zwrócić jego uwagę.

Jednak zanim Sulim zdążył odpowiedzieć, malar rzucił się w moją stronę. W ostatniej chwili udało mi odskoczyć w tył, ale jednak jej zęby zahaczyły o skrawek mojego ubrania. Przez co poczułem jak dreszcz przerażenia przechodzi po całym moim ciele. W następnej chwili poczułem jak Sulim chwyta mnie za nadgarstek i biegnąc ciągnie w stronę wyjścia.

W biegu wsiedliśmy na konie i wyjechaliśmy z jaskini. Na szczęście malar znudził się nami i przestał nas w połowie drogi gonić. Deszcz również przestał padać, więc nie było aż tak dużo negatywnych stron tej nagłej ucieczki. Najgorsze było to, że dalej niestety nie mamy kamienia z symbolem ognia.

Jechaliśmy przez moment pogrążeni w ciszy. Zapewne Sulim analizował całą sytuację, a ja jedynie dziękowałem bogom, że jednak wyszedłem z tego w jednym kawałku. Mój rękaw koszuli był jedynie trochę poszarpany, ale za bardzo mnie to nie obchodziło. Wolałem stracić ubranie niż jakąś część ciała.

– Sulim to twoja wina, że mój plan nie został zrealizowany – prychnąłem przerywając w końcu ciszę.

– Specjalnie zaproponowałeś ten plan, abym został zjedzony przez tą krwiożerczą bestię! – odparował wkurzony – Sam powinieneś być wabikiem i zostać zjedzony.

Widząc, że Sulim na serio przeraził się malara automatycznie poprawił mi się humor.

– To przecież tylko mały piesek – odparłem z uśmieszkiem – Nie mów, że boisz się psów.

– To wracaj tam i zaopiekuj się nim. Może w podzięce najpierw cię zabije, a dopiero potem zje – prychnął i zaczął jechać drogą, która podążała do Silos

Zaśmiałem się jedynie i ruszyłem za Sulimem.

– Wracamy do domu? – spytałem zaskoczony tym, że Sulim tak szybko się poddał.

– Tak, wracamy – odparł jedynie i spiął łydkami boki Lazura.

– Dlaczego? – spytałem gdy go dogoniłem, ale Sulim milczał jak zaklęty.

Próbowałem jeszcze kilka razy wydobyć cokolwiek z niego, ale najwidoczniej mój kochany braciszek postanowił pograć mi na nerwach i już więcej w ogóle się nie odezwał.

Zatrzymaliśmy się przed naszym domem. Sulim od razu zszedł z Lazura i ruszył w stronę chaty.

– Ej, poczekaj! – krzyknąłem za nim, ale mnie zignorował.

Byłem trochę zdziwiony, że tak po prostu zostawił Lazura przed wejściem. Zazwyczaj zaprowadzał go do stajni i zajmował się nim. Westchnąłem i zsiadłem z Jaśminy. Zaprowadziłem obydwa konie do stajni, aby odpoczęły i coś zjadły.

– Twój pan to debil – mruknąłem do Lazura rozczesując jego sierść szczotką – Sam powinien się tobą zająć, a nie potrzebuje służących.

– Nie prosiłem cię, abyś się nim zajmował – usłyszałem za sobą głos Sulima przez co automatycznie się wzdrygnąłem.

– Przestań mnie straszyć, debilu! – krzyknąłem rzucając w niego szczotką.

– Nie moja wina, że wszystkiego się boisz – odparł i złapał szczotkę jedną ręką przez co automatycznie przewróciłem oczami na jego jakże zajebisty refleks.

Wpatrywałem się jak Sulim rozczesuje resztę sierści Lazura czekając aż w końcu powie dlaczego wróciliśmy do domu. Jednak Sulim najwidoczniej nie zauważył albo zignorował to i dalej zajmował się swoim koniem.

– Dlaczego wróciliśmy do Silos? – spytałem w końcu lekko poirytowany tym, że Sulim do tej pory nie mógł udzielić mi odpowiedzieć na to pytanie.

– Dlaczego jesteś taki ciekawy? – odpowiedział pytaniem na pytanie – Nie chce mi się mówić dwa razy tego samego. Dziadek pewnie przebywa teraz u wodza jak wróci to dowiesz się jaki jest mój plan, który tak w ogóle jest o wiele lepszy niż twój.

Zmarszczyłem brwi wkurzony jego słowami. To ja mam uratować Silos, a on sobie robi jakieś tajemnice i każe mi czekać. W dodatku jeszcze mówi, że mój plan był zły. Dlaczego on musi testować moją cierpliwość, skoro wie, że ja nienawidzę czekać?

– Skąd wiesz, że dziadek jest u wodza? Dlaczego on tak często tam teraz bywa? – spytałem zmieniając temat, przynajmniej podczas rozmowy czas szybciej mija, a nie ukrywając tego akurat też chciałbym się dowiedzieć.

– Nie wiem, może dalej czyta tam jakieś papierzyska czy coś w tym stylu. Pewnie chce pomóc swojemu głupiutkiemu wnukowi w uratowaniu Silos – zaśmiał się i wrzucił szczotkę do najbliższego wiadra. A następnie wyszedł ze stajni nie czekając na moją odpowiedź.

Westchnąłem jedynie przewracając oczami, nie było innego wyjścia jak tylko czekać. Podszedłem do Jaśminy i pogłaskałem ją po chrapach. Następnie wrzuciłem do siatki trochę owsa i również wyszedłem ze stajni.



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz