wtorek, 25 sierpnia 2020

Pełnia szczęścia

Będąc na granicy jawy i snu czułem jak ktoś przyciąga mnie swoimi ramionami, a następnie mocno przytula. Mruknąłem niewyraźnie i mimowolnie wtuliłem się w tego kogoś jeszcze bardziej, było mi zimno, a potrzebowałem teraz ciepła.

– Nie sądziłem, że z ciebie jest taka przylepa – prychnął Sulim na co od razu wybudziłem się i otworzyłem oczy.

Popatrzyłem na niego poirytowany i zgrabnie uwolniłem się z jego uścisku.

– Chyba zapomniałeś jaka kara spotkała cię jak ostatnim razem jak wpakowałeś się do mojego łóżka – mruknąłem mając na myśli jak to nadepnąłem na niego, a następnie wrzasnąłem mu do ucha.

– Chyba to ty zapomniałeś co się stało potem, chcesz może powtórkę z tego. Tylko tym razem zakończenie będzie inne – wstał z łóżka i zaczął się do mnie zbliżać próbując uwodzicielsko kręcić biodrami, ale coś mu nie wyszło, bo zacząłem się z tego śmiać – Poza tym teraz to jesteś moim chłopakiem i nie możesz tak brutalnie mnie traktować.

Mimowolnie rozejrzałem się po całym domku w poszukiwaniu dziadka, ale na szczęście go nie było. Było wcześniej, więc pewnie był jeszcze na polowaniu. Gdyby nie Sulim to pewnie bym nadal sobie smacznie spał, ale no niestety. Jakim cudem ja się zgodziłem, aby zostać jego chłopakiem? Teraz muszę znosić to, że pewnie ciągle będzie pakował mi się łóżka jak tylko znajdzie taką okazję. Z nas dwóch to on stał się większą przylepą po tym co się wydarzyło.

Opowiedzieliśmy w skrócie dziadkowi co się stało, oczywiście pominęliśmy ten fakt, że prawie zabiłem Sulima i aktualnie staliśmy się parą. Woleliśmy zaoszczędzić dziadkowi wrażeń na starość. Może za jakiś czas mu powiemy o tym drugim, ale na razie dobrze jest jak jest.

Sulim zaczął przygotowywać śniadanie z resztek tego co dziadek wczoraj upolował. Nie chciało nam się czekać, a poza tym byliśmy zbyt głodni.

Jedliśmy w ciszy gdy nagle Sulim postanowił przerwać ją:

– Sawin, mam dla ciebie niespodziankę, ale musisz mi zaufać – rzekł, a jego twarz była niezmącona jakąkolwiek emocją. Westchnąłem nie mogąc nic z niego wyczytać.

– Co to za niespodzianka? – spytałem próbując nie pokazać po sobie, że jestem ciekawy co to takiego.

Skończył jeść po czym cierpliwie czekał aż i ja skończę swój posiłek, dopiero wtedy ponownie się odezwał:

– Mogę zawiązać ci oczy kawałkiem materiału abyś nie podglądał?

– Kiedyś to bez pytania byś to zrobił – prychnąłem – Urocze jak się zmieniłeś w tak krótkim czasie.

– Awansowałeś, więc powinieneś się cieszyć, a nie komentować – mruknął i zaczął przemierzać dom w poszukiwaniu zapewne owej szmaty – Znalazłem! – krzyknął po chwili.

Przypomniało mi się jak to całkiem niedawno w dniu testu szukał szmatki. Gdy pomachał mi materiałem przed oczami od razu wiedziałem, że to ta sama.

– Serio, Sulim? Wyprałeś ją chociaż od ostatniego razu? Ja nie będę nosił jakieś starej szmaty, którą znalazłeś w łajnie! – krzyknąłem i zacząłem się wycofywać.

– Przez te kilka tygodni nic się nie zmieniło, gdy pierwszy raz miałem ci ją założyć to też tak marudziłeś – odparł z łagodnym uśmiechem i zaczął iść w moją stronę – Nie uciekniesz przede mną, skarbie – pogroził mi palcem coraz bardziej zmniejszając odległość między nami.

– Ty też się nic nie zmieniłeś – wytknąłem mu. Szedłem tyłem cofając się coraz bardziej aż napotkałem ścianę domu. Sulim w końcu znalazł się tuż przy mnie, a ja poczułem jak przez moje ciało przechodzi elektryzujący prąd. Lubiłem się z nim droczyć, a on żeby mi dopiec specjalnie robił wszystko, aby moje ciało reagowało na jego drobne poczynania.

– Nie masz gdzie uciec – rzekł tuż przy moim uchu, a potem w nie delikatnie chuchnął przez automatycznie poczułem gorąc na całym ciele. Mój oddech przyspieszył, a Sulim widząc to jedynie delikatnie się uśmiechnął – Chciałbyś, abym coś zrobił? – spytał niewinnie.

– Przestań się ze mną droczyć – mruknąłem odsuwając go od siebie – Miałeś mi coś pokazać.

Sulim zaśmiał się i cofnął się krok do tyłu, aby zostawić mi więcej przestrzeni.

– Już nie będę, no chyba, że będę musiał – puścił mi oczko – Dobra, odwróć się to zawiążę ci tą szmatę. Chcę cię zabrać w jedno miejsce.

Odwróciłem się tyłem do Sulima i mając jeszcze małe wątpliwości pozwoliłem sobie zawiązać materiał na oczy.

Sulim zaprowadził mnie do stajni, a potem na szybko oporządził któregoś z koni, prawdopodobnie Lazura. Wsiadł na ogiera, a następnie mi pomógł. Pouczył mnie jeszcze, abym mocno się go trzymał przez co mimowolnie się delikatnie uśmiechnąłem.

– Sulim, daleko jeszcze? – spytałem nie cierpliwiąc się coraz bardziej. Jechaliśmy już przez dłuższy, a ja już miałem dość, chciałem zobaczyć gdzie Sulim nas wywiózł.

– Jeszcze kawałek. Zaraz będziemy na miejscu – powtórzył swoje słowa, które w czasie jazdy usłyszałem już chyba z pięć razy.

Zmarszczyłem jedynie brwi i postanowiłem, że już więcej o nic nie będę pytał skoro nie ma zamiaru udzielić mi innej odpowiedzi.

Zatrzymaliśmy się w końcu, Sulim zsiadł z konia, a potem pomógł mi.

– Mogę już zdjąć tę szmatę? – spytałem poirytowany.

– Jeszcze nie – odparł i chwycił mnie za nadgarstek. Zaczął mnie ciągnąć w tylko jemu znaną stronę. Po dłuższej chwili zatrzymał się i ściągnął mi opaskę. Moim oczom ukazały różne kolorowe drzewa, które zamiast liści miały słodycze. Zszokowany wpatrywałem się w nie jak urzeczony.

W końcu uśmiechnąłem się szeroko i podszedłem do pierwszego drzewa gdzie rosły liścianki.

– Wiedziałem, że ci się tutaj spodoba – rzekł za moimi plecami Sulim.

– Nie podoba mi się tutaj – prychnąłem w odpowiedzi i sięgnąłem po kilka słodyczy, aby wpakować je sobie do ust.

– Wiesz, że teraz gdy zajadasz się słodyczami to twoje kłamstwo jest jeszcze bardziej widoczne? – spytał Sulim spokojnym głosem, ale pewnie miał ochotę się ze mnie roześmiać – Nie musisz tak się spieszyć z jedzeniem nich. Zostaniemy tutaj do nocy, zwiedzimy okolicę i chciałbym ci coś jeszcze pokazać.

Mruknąłem tylko na potwierdzenie dalej zajadając się słodyczami, to nie moja wina, że tak je uwielbiam. Sądziłem, że takie miejsca mogą jedynie istnieć w marzeniach, najwidoczniej się myliłem i to bardzo.

***

Słońce coraz bardziej chyliło się ku zachodowi, a gdy w końcu nastała ciemność niebo zostało rozświetlone przez tysiące gwiazd. Położyłem się na trawie, aby móc lepiej podziwiać ten widok. Sulim obok uczynił to samo. Zawsze wierzyłem, że gwiazdy są naszymi łącznikami z tymi co już umarli.

– Oprócz tych drzew pełnych słodyczy chciałem ci jeszcze pokazać ten widok – rzekł spokojnie Sulim.

Sięgnąłem do kieszeni i wyciągnąłem naszyjnik z grawerem koniczyny.

– To chyba należy do ciebie, zapomniałem wcześniej ci to oddać – rzekłem i wyciągnąłem dłoń, aby mu to oddać.

– Zatrzymaj to – odparł – Moja mama mi to kiedyś dała. Powiedziała wtedy, żebym oddał to osobie, która będzie dla mnie najważniejsza.

– Dziękuję, nigdy tego nie zgubię, przysięgam – spojrzałem na niego z zacięciem w oczach – Zapniesz mi go?

Sulim kiwnął głową po czym podniósł się do siadu. Zrobiłem to samo i odwróciłem się plecami do niego, aby łatwiej było mu zapiąć. Zaraz po tym ponownie się położyliśmy się na trawie, aby wpatrywać się w rozgwiażdżone niebo.

– Jak myślisz moi i twoi rodzice jeszcze żyją? – spytałem i mimowolnie posmutniałem.

– Na niektóre pytania raczej nigdy nie uzyskamy odpowiedzi – odparł Sulim z powagą w głosie przez co wiedziałem, że temat, który  poruszyłem traktuje bardzo poważnie – Trzeba wierzyć w to, że są gdzieś razem szczęśliwi.

– Może jednak kiedyś ich spotkamy – rzekłem z nadzieją.

– Nigdy nie wiadomo co przyniesie nam jutro – odparł kończąc tym dyskusję.

Leżeliśmy chwilę w ciszy pogrążeni we własnych myślach aż do głowy przyszło mi pytanie, które męczyło mnie od dłuższego czasu, ale wiedziałem, że prawdopodobnie nigdy nie uzyskam na nie odpowiedzi.

– Nad czym tak rozmyślasz? – spytał Sulim, jego twarz była odwrócona w moją stronę i wpatrywał się we mnie.

– Myślę nad tym jak to się stało, że dziadek znalazł mnie w lesie.

– Nie powinieneś zbyt dużo o tym rozmyślać. Prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiemy, powinniśmy żyć dalej i nie przejmować się przeszłością.

– Myślisz, że rodzice mnie nie kochali? – spytałem ignorując jego słowa chociaż wiedziałem, że ma rację, ale to pytanie tak nagle pojawiło się w mojej głowie, że musiałem się z Sulimem nim podzielić.

Sulim westchnął, ale wyciągnął rękę i pogłaskał mnie po moich czarnych włosach.

– Myślę, że cię kochali, a nawet jeśli nie to dziadek i ja ciebie kochamy i to się nigdy nie zmieni – rzekł wpatrując się w moje niebieskie oczy.

– Też cię kocham, Sulim – odparłem z delikatnym uśmiechem. Podsunąłem się bliżej niego, aby się do niego przytulić.

– Zbyt romantycznie się tutaj zrobiło – prychnął Sulim, ale rękę zarzucił na moje plecy i mocno odwzajemnił uścisk.

– Też tak myślę – zaśmiałem się.

– Mogę? – spytał nagle Sulim, a jedynie kiwnąłem głową na potwierdzenie. Zaraz po tym nasze wargi zetknęły się ze sobą. Otworzyłem delikatnie usta, a Sulim od razu to wykorzystał wsuwając swój język do środka. Zaczepił delikatnie mój odpowiednik zachęcając do wspólnej zabawy. Gdy zaczęło brakować nam oddechu odsunęliśmy się kawałek od siebie.

Spojrzałem w jego szare oczy w których widać było wszystko. Przede wszystkim miłość i oddanie, a Sulim pewnie mógł to samo dojrzeć w tych należących do mnie. Tyle razem przeszliśmy i mimo tego, że Silos mogło zostać zniszczone cieszę się, że to wszystko się wydarzyło, bo w ten sposób w końcu ja i Sulim zrozumieliśmy, że to co między nami jest o wiele większe i trwalsze niż tylko miłością braterską. W końcu wszystkie karty zostały odkryte i nie musimy ukrywać tego co do siebie czujemy. To chyba nazywa się pełnia szczęścia, które możemy uzyskać jedynie przy osobie, która nas kocha i w pełni akceptuje.

KONIEC



 

Włócznia szczerości

Wpatrywałem się w jego wyciągniętą dłoń na której leżał kij z grotem. W oczach zaczęły pojawiać mi się łzy bezradności, które po pewnym czasie zaczęły spływać mi po policzkach.

- Dlaczego? - spytałem bezradnie spoglądając na zimne oblicze tego stwora. Jego twarz wygląda jak ta należąca do Sulima, ale widziałem, że nie ma w niej ani trochę człowieczeństwa.

- Bo tak, masz przecież wybór czy nie cieszysz się z tego? - spytał łagodniejszym głosem uśmiechając się. Widać było, że cała ta sytuacja sprawia mu wielką przyjemność.

- Niezależnie co wybiorę i tak go nie odzyskam! - wybuchnąłem, a moje oczy coraz bardziej zaczęły ronić słone łzy.

- Więc co to za różnica? Jeśli nie chcesz go zabić to właśnie w tym momencie się pożegnamy. Żegnaj głupiutki dzieciaku - schował wyciągniętą dłoń z kijem, a następnie podleciał do mnie i poklepał mnie po głowie.

Zaraz po tym zaczął zanikać. Wytarłem łzy rękawem i wiedziąc, że to jest moja jedyna opcja krzyknąłem:

- Poczekaj! Zabiję go!

Postać Sulima znowu pojawiła się przede mną doskonale widoczna. Uśmiechał się złowrogo w moją stronę.

- Miło, że podjąłeś decyzję - rzekł i wyciągnął w moją stronę dłoń, w której ponownie pojawił się kij z grotem - To jest włócznia, przebij nią serce swojego kochanego braciszka.

Wyciągnąłem drżącą dłoń w stronę włóczni i chwyciłem za nią.

- Mogę się z nim pożegnać? - spytałem i popatrzyłem na niego z desperacją w oczach, które dalej były pełne łez mimo tego, że za wszelką cenę starałem się nie płakać.

– Pożegnania są takie żenujące – mruknął zimno – Rób co masz robić albo stąd idę. Nudzę się, a chciałem się zabawić, wszystko zepsułeś! – krzyknął wkurzony przez co mimowolnie się wzdrygnąłem.

Złapałem pewniej włócznię w dłoń i myśląc, że właśnie zabijam jakiegoś stwora, a nie własnego brata ruszyłem w jego stronę. Grot kija przebił cienkie ubrania Sulima, a następnie skórę na jego klatce piersiowej.

– Wbij głębiej – wysyczał stwór tuż przy moim uchu przez co popatrzyłem na niego z żądzą zemsty. Miałem nadzieję, że oprócz Sulima jego też to zabije.

Przycisnąłem mocniej włócznię, aby grot wbił się głębiej. Widziałem jak z ciała Sulima uchodzi życie, jak jego oczy zamykają się po raz ostatni. Już nigdy więcej nie spojrzy na mnie swoimi szarymi oczami i nie powie jak to miał w zwyczaju, że jestem małym bezmyślnym gówniarzem i gdyby nie on to zginąłbym już wiele razy. Teraz to on umiera, a ja nie jestem w stanie go uratować.

Wypuściłem włócznię z rąk i nachyliłem się, aby przytulić ciało brata, a moje słone łzy zaczęły spadać na blade policzki Sulima, które od razu starłem.

– Żegnaj, Sulim – szepnąłem po czym złapałem włócznię i wyciągnąłem z jego ciała. Odrobina krwi wypłynęła z jego rany, na co odwróciłem wzrok nie będąc już w stanie na to patrzeć. Z drżącej dłoni wypadł mi kij z grotem, który z spadł na ziemię, a ja nie miałem zamiaru nigdy więcej go dotykać.

Wstałem i zacząłem się oddalać.  W mojej głowie krążyła jedynie myśl, że muszę wrócić do dziadka, on coś na pewno wymyśli i Sulim wróci do nas. To nie może tak się skończyć!

– Nie sądziłem, że zabijesz go – tuż przede mną pojawił się biały stwór, który był o wiele większy niż te, które do tej pory widziałem – Przez tyle tysięcy lat tak bardzo się tutaj wynudziłem, że to miła odmiana w końcu się zabawić. Miło się oglądało jak wbijasz włócznię w jego serce – zaśmiał się zimno.

Rzuciłem się w jego stronę mając ochotę się zemścić na nim. Już się go nie bałem, chciałam po prostu, aby umarł i cierpiał tysiąc razy bardziej niż ja i Sulim.

– Sawin – dobiegł mnie cichy głos Sulima.

Automatycznie obejrzałem się w stronę gdzie powinno leżeć jego ciało. Sulim siedział na trawie, a na jego ciele nie było widać żadnych oznak, że kiedykolwiek został dźgnięty włócznią przeze mnie.

Odwróciłem się w jego stronę i zacząłem wpatrywać się w niego oszołomiony po czym nie będąc w stanie się utrzymać na drżących nogach upadłem kolanami na ziemię.

– Sawin, co ci jest? – spytał Sulim i podbiegł do mnie, aby mi pomóc – Nie wygłupiaj się.

Chwyciłem się rękoma jego szyi i mocno go przytuliłem. Sulim oszołomiony tym dopiero po chwili otrząsnął się z szoku i odwzajemnił mój uścisk.

– Zabawne, nie? – rzekł stwór za mną zanosząc się śmiechem – Najwidoczniej odwzajemniasz jego uczucia inaczej włócznia zostałaby w jego ciele na zawsze skazując go na bardzo długą męczarnię. Może po kilku latach naprawdę by umarł, któż to wie?

Zauważyłem, że Sulim przeskakuje zdziwionym spojrzeniem na mnie to na tego stwora.

– Mógłby ktoś mi wytłumaczyć o co tutaj chodzi? Że jakie uczucia? – spytał wreszcie najwidoczniej nie będąc sam w stanie domyśleć się odpowiedzi – Ostatnie co pamiętam to, że potknąłem się o coś, a potem nagle budzę się tutaj. Mój brat rozmawia z jakimś dziwnym stworem. Kiedy ja zdążyłem oszaleć?

– Potem ci to wytłumaczę – odparłem i złapałem jego nadgarstek, aby się stąd wynieść jak najszybciej.

– Poczekajcie jeszcze! Mam coś dla was – rzekł stwór, a w jego dłoni pojawił się kamień z symbolem powietrza – Dostaniecie go pod warunkiem... Sami musicie się domyślić jakim. Nie będę wam wszystkiego na tacy podawał – prychnął i uśmiechnął się, ale tym razem nie było w nim nic takiego złowrogiego. Można byłoby nawet rzec, że ten stwór stał się nagle jakiś taki bardziej przyjazny.

– Ty biały pieprzony potworze, oddaj nam ten kamień! – krzyknąłem poirytowany i spróbowałem wyrwać mu kamień, ale jak było do przewidzenia w porę się odsunął – Czego jeszcze chcesz?!

– Nudzę się od tysięcy lat, nikt nigdy tutaj nie zagląda. Za bardzo się każdy boi, chociaż przeważnie nie pokazujemy się śmiertelnikom. Moi poddani jedynie wydają różne odgłosy. Ten głaz z napisem co widzieliście to jakaś totalna kpina, my wcale nie jesteśmy groźni i nikogo nie krzywdzimy – powiedział i zawył przez co musiałem przyznać, że to naprawdę było dosyć przerażające. Nie dziwię się, że każdego odstraszają – Chcę mieć jakąś rozrywkę, więc może nie wiem pocałujcie się albo coś w tym stylu.

– Co? – spytałem i zszokowany popatrzyłem na niego.

– Przecież i tak to samo czujecie, a chyba śmiertelnicy tak sobie właśnie okazują uczucia, więc możecie chyba to zrobić, nie?

– Ja nadal tutaj jestem i mimo tego, że kilku rzeczy dalej nie ogarniam to jednak mam na tyle sprawnie działający mózg, że zrozumiałem wasza ostatnie słowa – rzekł Sulim spokojnym głosem, pod którym próbował ukryć, że serio wszystko rozumie – Nie sądziłem, że kiedykolwiek będę w takiej sytuacji, że jakiś dziwny, biały stwór powie mi, że kochamy się inaczej niż bracia, a przynajmniej tak to zrozumiałem – popatrzył się na mnie swoimi szarymi oczami, a ja mimowolnie odwróciłem wzrok nie będąc w stanie ani przez chwilę znieść jego spojrzenia.

Sulim podszedł do mnie i chwycił mnie za podbródek, aby unieść go do góry. Nasze spojrzenia ponownie się spotkały, a ja delikatnie się uśmiechnąłem ciesząc się, że jego oczy nie są już takie puste i zimne jak całkiem niedawno.

– Mogę? – spytał z widocznym zawahaniem.

Przytaknąłem, a on prawie natychmiast połączył nasze usta. Nigdy w życiu się nie całowałem, więc nie miałem pojęcia co robić przez co miałem ochotę spanikować i się odsunąć od niego jak najdalej. Sulim jednak uniósł drugą dłoń i pogłaskał mnie delikatnie po włosach, najwidoczniej wyczuwając jaki jestem spięty. Nasz pierwszy pocałunek było jedynie dotknięciem się naszych warg, ale chyba obaj byliśmy tym wystarczająco usatysfakcjonowani. Gdy w końcu odsunąłem się od niego z piekącymi policzkami z zawstydzenia, zauważyłem na jego twarzy ogromny uśmiech, którego nigdy w życiu jeszcze nie widziałem.

– To było najlepsze widowisko od tysięcy lat jakie mogłem zobaczyć. Lubię szczęśliwe zakończenia – rzekł biały stwór, a następnie zniknął zostawiając po sobie jedynie kamień.

Podszedłem po kamień i podniosłem go z ziemi. Chyba najwyższa pora w końcu zakończyć przygodę z kamieniami z symbolami żywiołów.

Spojrzałem na Sulima, a on jedynie kiwnął głową i podszedł do mnie, aby razem ze mną zakończyć tą historię. Za kilka lat to wszystko stanie się tylko wspomnieniami, pełne łez smutku i szczęścia. Ale nigdy w życiu nie chciałbym przeżywać tego jeszcze raz, nie zniósłbym tego.

Po policzkach znowu zaczęły spływać mi łzy, która teraz były symbolem szczęścia, że nie wracam sam do Silos.

– Ale z ciebie beksa – mruknął Sulim i przytrzymał mnie za nadgarstek, abym się zatrzymał. Starł mi kciukiem łzy z policzka – Przecież żyję, więc dlaczego płaczesz?

– To są łzy szczęścia, Sulim – odparłem uśmiechając się szeroko w jego stronę.



sobota, 22 sierpnia 2020

Białe stwory

Zacząłem obracać się dookoła, ale mgła coraz bardziej przysłaniała widoczność. Nie miałem pojęcia w którą stronę miałbym iść.

Próbowałem jeszcze kilka razy zawołać Sulima, ale za każdym razem odpowiadała mi jedynie głucha cisza.

Dopiero po chwili spostrzegłem, że między mgłą unosi się jakiś fioletowy dym. Mimowolnie wyciągnąłem dłoń, aby to uchwycić, ale jak można było się spodziewać nic nie złapałem. Im dłużej wdychałem ten dym zauważałem, że coraz bardziej kręci mi się w głowie. Jak najszybciej złapałem skrzydełka nosa palcami i je ścisnąłem, aby już więcej tego nie wciągać.

Niestety jednak to nic nie dało. Zaczęło mi się coraz słabiej i już po chwili upadłem z głuchym łoskotem na glebę. Jęknąłem z bólu gdy moje przedramię miało nieprzyjemne spotkanie z ziemią. Oczy zaczęły mi się przymykać, a ostanie co zdołałem ujrzeć to była jedynie otaczająca mnie mgła, która była gęsta niczym potrawka mojego dziadka.

***

Poczułem jak ktoś dmucha mi po twarzy przez co automatycznie otworzyłem oczy. Tuż przy mnie znajdował się koński łeb. Jaśmina dmuchała mi w twarz, abym się obudził.

- Już wystarczy, Jaśminka - powiedziałem ochrypniętym głosem i odsunąłem od siebie jej koński łepek. Następnie odchrząknąłem i podniosłem się, aby rozejrzeć się po okolicy - Czuję się jakbym wypił za dużo piwa, nie pamiętam praktycznie niczego - mruknąłem do konia, który zajął się aktualnie jedzeniem trawy.

Spostrzegłem, że Lazur pasie się niedaleko stąd, więc musiał być gdzieś tutaj też Sulim. Dopiero wtedy zacząłem stopniowo sobie przypominać, że ścigaliśmy się do tego głazu z dziwnym napisem. Następnie zaczęła pojawiać się mgła i wtedy też zniknął Sulim.

Muszę jak najszybciej go odnaleźć, ale nie mam pojęcia nawet jak zacząć go szukać. Może powinienem najpierw zająć się ostatnim kamieniem, bo coś mi podpowiada, że zniknięcie Sulima może być powiązane z tym.

Zacząłem rozglądać się po trawie, z czasem oddalając się coraz bardziej od pasących się koni. Nagle moim oczom ukazał się naszyjnik z grawerem koniczyny. Podniosłem go, aby lepiej się mu przyjrzeć. Pewnie należał do Sulima chociaż osobiście nigdy go nie widziałem, aby nosił coś takiego, ale pewnie skrywał go pod warstwą ubrań. Schowałem naszyjnik do kieszeni i znowu zacząłem iść przed siebie mając nadzieję, że może coś jeszcze leży w trawie i czeka aż to znajdę.

Przeszedłem jeszcze kilka kroków rozglądając się na wszystkie strony. W pewnej chwili tuż przede mną pojawił się ledwo widoczny, biały stwór. Wzdrygnąłem się przerażony i od razu cofnąłem się o krok, ale usłyszałem za sobą szelest. Automatycznie obejrzałem się do tyłu i tuż za mną również znajdował się identyczny biały potwór. Nie miałam pojęcia jak one tak nagle się pojawiły, przecież jeszcze kilka sekund temu ich tam nie było. Oczywiście jak to wiadomo z moim szczęściem, zauważyłem, że po mojej prawej i lewej stronie też się pojawiły białe stwory. Czy one serio sądziły, że dam radę sobie z jednym, dlatego musiało pojawić się ich aż cztery?

- Nasz pan, chce się z tobą zobaczyć - przemówił ten, który znajdował się na wprost mnie.

Nie mając innego wyboru przerażony kiwnąłem jedynie głową twierdząco.
Pierwszy stwór zaczął się przemieszczać unosząc się kawałeczek nad ziemią, a ja na rozdygotanych nogach podążyłem tuż za nim.

- Dokąd mnie prowadzicie? - spytałem gdy już zdążyłem przywyknąć do sytuacji w jakiej się znalazłem.

Jednak nikt mi nie odpowiedział na co przewróciłem oczami. No tak przecież powiedziały mi wcześniej, że prowadzą mnie do jakiegoś ich pana, więc po co ja w ogóle zadałem to pytanie? Powinienem najpierw pomyśleć, a potem pytać. Chciałbym wiedzieć jak daleko musimy tak iść i po co?

Miałem w końcu zamiar spytać: ,,Daleko jeszcze?", ale właśnie w tej chwili wszystkie cztery stwory zniknęły tak nagle jak się pojawiły. Zamiast tego kawałek przede mną unosił się Sulim. Odetchnąłem z ulgą i podbiegłem do niego, aby na niego nawrzeszczeć, żeby nigdy więcej tak nie znikał. Przystanąłem tuż przed nim marszcząc brwi, dlaczego on się unosi jak tamte białe stwory?

- Stęskniłeś się za mną? - dobiegł do mnie zimny i szyderczy głos Sulima. Po czym roześmiał się na cały głos, a ja mimowolnie się wzdrygnąłem. To nie mógł być Sulim, on nigdy się tak nie zachowywał.

Cofnąłem się kilka kroków do tyłu bojąc się tego kogoś kto unosił się przede mną w ciele mojego brata.

- K-kim jesteś? - spytałem próbując panować nad swoim głosem, ale byłem zbyt bardzo przerażony.

- Jestem tylko twoim bratem, nie pamiętasz? - spytał siląc się na łagodny ton głosu - No cóż, bardzo chciałbym być kimś więcej, więc może pozwolisz mi... - zaśmiał się złowrogo i sunąc kawałek nad ziemią podleciał do mnie. Chwycił w palce mój podbródek, a ja nie będąc w stanie nic zrobić wpatrywałem się tylko w szare oczy, które kiedyś należały do Sulima, ale teraz były takie zimne i obce - Nie chcesz?

- Co? - spytałem głupio oszołomiony całą tą sytuacją. Strąciłem jego dłoń i zacząłem cofać się do tyłu na bezpieczną odległość.

- Nie rozumiesz? Zawsze uważałem cię za głupiutkiego braciszka, ale to takie proste do zrozumienia - powiedział wpatrując się we mnie szyderczo - Pragnę każdej cząstki twojego ciała, teraz rozumiesz?

Pokręciłem przecząco głową i zacząłem się coraz bardziej wycofywać. Może jednak lepiej było skorzystać z pomocy Amaliji, Gnierata i Namira. A teraz sam muszę sobie radzić z tym czymś, to mnie przerastało.

- Czego nie rozumiesz?! - spytał już nie siląc się na łagodny ton. Był wkurzony przez co jego głos ponownie zaczął ociekać zimnem.

- Nie mów tak jakbyś był moim bratem! - krzyknąłem odzyskując na chwilę swoją odwagę. Cofnąłem się jeszcze kilka kroków, więc między mną, a tym stworem była już dość duża przestrzeń przez co przestałem być aż tak przerażony jego obecnością - Powiedz co chcesz i oddaj mi Sulima z powrotem.

- Głupiutkie z ciebie dziecko. Jestem świadomy każdej nawet niewielkiej myśli twojego kochanego braciszka - prychnął zanosząc się się śmiechem - Czego pragnę pytasz? Teraz to już niczego, mam wszystko to co chciałem. Daj mi moment, muszę pomyśleć co przyniesie mi najwięcej korzyści.

Wpatrywałem się w niego z niecierpliwością. Już nie byłem tak przestraszony, bo najwidoczniej nie chciał mi zrobić krzywdy, ponieważ nie zbliżył się do mnie nawet o jeden krok. Jedynie co mnie przerażało było to co powiedział, ale nie mogłem teraz dłużej o tym myśleć. Zajmę się tym jak już uwolnię Sulima od tego stwora, który go opętał.

- Dobra, już wiem. Chcę zobaczyć jak zabijasz swojego brata - rzekł, a jego usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu, który nie był ani trochę przyjazny - Wybieraj, od ciebie zależy co będzie dalej.

Wyciągnął dłoń w moją stronę, w której pojawił się kij ze srebrnym grotem.



 

środa, 19 sierpnia 2020

Niepokojące myśli

Kopiąc coraz podnosiłem wzrok z ziemi, aby spojrzeć w stronę, w którą odszedł mój brat. Naprawdę dziwnie się ostatnio zachowuje, mam nadzieję, że nic mu nie jest, bo to naprawdę jest niepokojące. Sądziłem, że jeszcze mnie okrzyczy, a on tak po prostu przeprosił. Może ktoś go podmienił? Albo jakiś zły duch go opętał przez co zachowuje się w nie Sulimowy sposób?

Przynajmniej rozmyślając o czymś innym czas szybciej mi mijał i nim się obejrzałem wykopałem kamień, na którym znajdował się mały kwiatek.

Obejrzałem się wokół, aby zobaczyć gdzie jest Sulim, aby go zawołać. Dopiero po chwili zauważyłem go oddalonego ode mnie o spory kawałek. Domyśliłem się, że raczej z tej odległości by nie usłyszał mojego wołania, więc podniosłem rękę do góry, w której nie trzymałam kamienia i nią pomachałem. Na szczęście Sulim zauważył mój znak i zaczął iść w moją stronę.

- Wykopałeś ten kamień? - spytał Sulim będąc już blisko mnie.

Pokiwałem głową i pokazałem mu moje znalezisko.

- No to się przemieniaj, abyśmy mieli już to z głowy - mruknął.

Popatrzyłem na niego wkurzonym wzrokiem, bo oczywiście poraz kolejny to ja musiałem się przemieniać, aby wyrwać mi pióro co jest bolesne. Nic jednak nie powiedziałem, odłożyłem tylko kamień na ziemię.

Pomyślałem o Sulimie i czekałem aż poczuję ból w klatce piersiowej, a potem jakbym był rozrywany na strzępy. Jednak odczułem tylko delikatne kłucie w torsie, a w następnej chwili już byłem przemieniony w sowę. Zdziwiłem się nieźle, że nie czułem tego jakbym był rozrywany na kawałki. Może im więcej razy się przemienia tym ból coraz bardziej ustępuje? Jeśli tak, to bardzo się cieszę. Każda przemiana będzie o wiele przyjemniejsza.

Mój braciszek wyrwał mi pióro, a ja zmieniłem się z powrotem w człowieka. Włożyłem kamień z symbolem ziemi z powrotem do dziury, którą wykopałem. Sulim podał mi pióro, a ja dałem go na wierzch po czym wszystko zakopałem.

Otrzepałem ręce z ziemi i uśmiechnąłem się w jego stronę.

- No więc został nam tylko ostatni kamień i wreszcie koniec - podsumowałem z ulgą, że w końcu za niedługo, a przynajmniej mam taką nadzieję, wszystko wróci do normy - Sulim, nie byłoby szybciej gdybyśmy już na początku przemienili się i w ten sposób podróżowali? Tak by nam to wszystko o wiele mniej czasu zajęło.

- Może i byłoby szybciej, ale po pierwsze ty sam zabrałeś Jaśminę, a po drugie w formie zwierząt musimy regularnie co jakąś godzinę lub dwie coś jeść, dlatego to może być dosyć kłopotliwe.

- Gdybym musiał znosić tylko twoje towarzystwo to bym oszalał i jakbyśmy wrócili do Silos to pewnie bym biegał po miasteczku z siekierą, dlatego dobrze, że zabrałem Jaśminę - zachichotałem.

- Bardzo śmieszne, Sawin - westchnął przewracając oczami - Ja nie wiem jak to się dzieje, że przez twoje żarty to jeszcze nie oszalałem. Najwidoczniej mój umysł wytworzył jakąś barierę, dzięki czemu nic mi nie jest.

- Ha, ha, ha. To było naprawdę bardzo śmieszne, Sulim - zaśmiałem się sucho i nie racząc go już jakimikolwiek spojrzeniem podszedłem do koni, które się pasły nieopodal.

Wsiadłem na grzbiet Jaśminy i czekałem aż ten idiota dołączy do mnie. Nie miałem pojęcia, dlaczego on nigdy nie może być dla mnie miły. Przynajmniej upewniłem się w ten sposób, że Sulim na pewno nie jest opętany ani nikt go nie podmienił. No cóż, w każdej sytuacji trzeba szukać jakichś plusów. Jeden problem z głowy, pocieszyłem się przez co mimowolnie uniosłem delikatnie kąciki warg ku górze.

Został nam ostatni kamień, który znajdował się w gdzieś na wschód od Silos. Dlatego w tamtą stronę skierowaliśmy nasze konie.

- A może byśmy się pościgali? - zaproponowałem wiedząc, że Sulim nigdy w życiu nie przepuści takiej okazji.

- Chcesz się ścigać? Na pewno dobrze się czujesz? - spytał zdziwiony i spojrzał na mnie jakbym pochodził co najmniej z innej planety.

- Im szybciej tam dotrzemy tym szybciej załatwimy tą sprawę z kamieniem i wrócimy w końcu do Silos - odparłem uśmiechając się w jego stronę wyzywająco.

- Dobra, jeśli tak bardzo chcesz się ścigać to chętnie przyjmuję wyzwanie.

Przychnąłem przewracając oczami, przecież doskonale było widać, że to on bardziej chętny jest na ten wyścig niż ja.

- Okej, więc od tego drzewa startujemy - wskazałem palcem na najbliżej oddaloną od nas roślinę - Tylko bez oszukiwania!

- Oczywiście, braciszku - uśmiechnął się do mnie niewinnie.

***

- Wygrałem! - krzyknąłem dojeżdżając do naszą przysłowiowej linii mety. W czasie trwającego wyścigu ustaliliśmy, że będziemy się ścigać do głazu, na którym znajdował się jakiś niewyraźny napis.

- Dałem ci wygrać - prychnął i zsiadł z Lazura, aby przyjrzeć się napisowi wyrytemu na głazie.

- Jasne - przewróciłem oczami i również zsiadłem z konia, aby przyjrzeć się z bliska co ciekawego ktoś tam napisał.

,,Strzeżcie się, albowiem to co z reguły jest niewidoczne zazwyczaj bywa najgroźniejsze"

Wpatrywałem się w napis i nie miałem pojęcia co o tym myśleć. Poczułem delikatny dreszczyk grozy, który przeszedł mi po plecach. Nie miałem pojęcia jak ktoś był w stanie zrobić napis na tym głazie i po co, aby kogoś ostrzec czy tylko po to, aby narobić komuś stracha?

- To raczej nie zrobił żaden człowiek - stwierdził Sulim tak jakby doskonale wiedział o czym właśnie myślałem. Następnie przejechał palcami po napisie sprawdzając strukturę każdej litery - To wygląda tak jakby ten głaz od zawsze miał taki napis.

Spojrzałem na niego zdziwiony i lekko przestraszony, czy to oznaczało, że ten głaz próbuje nas przed czymś przestrzec. Ale jak to możliwe? Przecież on nie żyje i nie jest w stanie tego zrobić.

- Widziałeś już kiedyś ten głaz? - spytałem mając nadzieję, że powie coś w stylu, że bywał tutaj nie raz i ktoś sobie stroi z nas żarty, bo nic takiego tutaj strasznego nie ma.

- Nigdy nie byłem, dziadek zawsze powtarzał, abyśmy trzymali się od tego miejsca z daleka.

Popatrzyłem na niego lekko zdziwiony. Praktycznie nigdy nie słuchałem co dziadek mówił, bo i tak prawie zawsze spędzałem wszystkie godziny w lesie. Pozwalał mi tam chodzić, więc reszta mnie już nie interesowała i automatycznie to ignorowałem.

Rozejrzałem się dookoła, ale niczego niepokojącego nie ujrzałem. Niewielkie białe chmurki, które sunęły po błękitnym niebie, nieliczne drzewa i soczyście zielona trawa. W skrócie nic niepokojącego nie ma w zasięgu wzroku.

- Powinniśmy zająć się poszukiwaniem ostatniego kamienia - zasugerowałem dalej będąc przestraszony. Chciałem się stąd wynieść jak najszybciej.

Z tego co wiem gdzieś tutaj musi znajdować się ten cholerny kamień z symbolem powietrza. Trzeba tylko go odnaleźć i sprawdzić czy aby na pewno jest na swoim miejscu.

- Masz rację - odparł i zaczął odgarniać nogą przydługą trawę.

Rozglądając się po trawie nagle uświadomiłem sobie, że wokół nas zaczyna powstawać mgła. Spojrzałem przerażony w kierunku gdzie powinien znajdować się mój braciszek, ale nie było go tam. W następnej chwili usłyszałem niedaleko przerażający wrzask kogoś. Od razu rozpoznałem, że to głos Sulima, ale jeszcze nigdy w życiu nie słyszałem, aby wydał z siebie taki dźwięk.

- Sulim! - wrzasnąłem najgłośniej jak tylko potrafiłem, ale odpowiedziała mi jedynie głucha cisza.



 

Ukryte pragnienia

Sulim

Stałem i wpatrywałem się w konie skubiące trawę. Czasami jedynie odwracałem wzrok od tego widoku i spoglądałem czy Sawin radzi sobie w zakopywaniu kamienia z symbolem ognia i swojego pióra, które położył na nim, aby nikt o złych zamiarach go nie odkopał.

– Co jeśli malary znowu je wykopią? – dotarł do mnie cichy głos Sawina.

– Raczej nie będą skłonne do tego. Gdy sobie słodko spałeś zdążyłem porozmawiać z dziadkiem i mówił, że malary nie przepadają w ogóle za ludzkim zapachem. Dotykałeś kamienia, więc raczej nie będą chętne  znowu go zabrać – poinformowałem spokojnym głosem – Jeśli już przestałeś bawić się w ziemi to możemy w końcu się stąd zbierać zanim słońce zajdzie?

– Coś ty taki niecierpliwy dzisiaj? Ciągle mnie tylko poganiasz – mruknął Sawin lekko poirytowany – Słońce niedawno co wstało, więc raczej tak szybko nie zejdzie.

W sumie sam do końca nie wiedziałem dlaczego tak się spieszę. Po prostu nie chciałem przebywać jedynie w towarzystwie Sawina. Te kilka ostatnich dni dało mi nieźle w kość. Miałem dość tego co czuję do niego. Jak przyłapuję się na tym, że patrzę na Sawina o wiele dłużej niż to byłoby konieczne. Jak muszę się w każdym moim ruchu pilnować, aby on nie dostrzegł niczego. Chociaż i tak wiem, że do najmądrzejszych należy to nawet on może zauważyć co do niego czuję. Podczas ostatniej nocy jak przyszpiliłem go do ściany miałem ochotę posmakować jego różanych ust dopiero po jego słowach zdołałem się otrząsnąć z tego amoku. Tym co powiedział dał mi do zrozumienia, że zauważył, że coś tutaj nie gra, a jak dalej będę na tyle nieostrożny może dowiedzieć się jeszcze więcej. Jak skończymy z tymi kamieniami muszę się od niego jak najszybciej odsunąć zanim nie uczynię coś czego będę żałować do końca życia.

– Nie mam już ochoty znosić twojego towarzystwa przez cały czas – mruknąłem marszcząc brwi – Skończyłeś?

– Myślisz, że ja mam ochotę znosić twoje? Nie, nie mam – prychnął i podniósł się z kucek – Skończyłem, możemy ruszać dalej.

Pokiwałem jedynie głową i podszedłem do Lazura. Tylko on jeden wie o mojej tajemnicy. Przecież nigdy nie powiem Gnieratowi, że podoba mi się własny brat, a w sumie to jedynie przyszywany. Ale i tak wychowaliśmy się razem, więc nie powinienem czuć do niego nic więcej niż miłości braterskiej czy czegoś w tym stylu.

Jechaliśmy na północny wschód gdzie miał znajdować się przedostatni kamień. Miałem nadzieję, że znajdował się on zakopany i nie będziemy musieli go dodatkowo jeszcze szukać.

Sawin dogonił mnie na Jaśminie i razem jechaliśmy do następnego celu naszej podróży. Słońce było już w zenicie, ale mimo tego nie było zbyt gorąco. Nielicznie drzewa, które znajdowały się tutaj, poprzez wiatr poruszały swoimi gałęziami na których znajdowało się coraz mniej liści.

– Dlaczego malar zjadł to mięso co mu dałem? – spytał nagle Sawin wyrywając mnie z zamyślenia.

– Co? – spytałem głupio nie wiedząc o co mu chodzi.

– No mówiłeś, że malary nie przepadają za ludzkim zapachem, więc dlaczego zjadł to mięso?

– Zastanowiłeś się w ogóle nad tym? Pomyśl i sam sobie odpowiedz na to pytanie – odparłem oschle mając dość musieć znosić jego głupotę.

– No, nie wiem. Powiedz mi – zaczął marudzić, a jedynie przewróciłem oczami – Sulim, no powiedz mi.

– Gdybyś był bardzo głodny i ktoś by ci dał jedzenie to widząc je co byś zrobił? – spytałem spoglądając na niego. Miałem nadzieję, że dzięki tej podpowiedzi już raczej sam dopowie sobie resztę.

– Więc to tak, rozumiem! – krzyknął uradowany Sawin – Oczywiście, że bym je zjadł.

– Brawo! – miałem ochotę zaklaskać w dłonie, ale wolałem trzymać się wodzy. Nie chcę zaliczyć kolejnego upadku jak kilka dni temu co Sawin musiał mnie zawozić z powrotem do Silos.

***

Dojazd na miejsce, w którym prawdopodobnie miał znajdować się kamień zajął nam dość szybko. Silos było małym miasteczkiem, więc jeżdżenie po jego granicy nie zajmowało aż tak dużo czasu. No chyba, że w międzyczasie napotyka się na jakąś ulewę i trzeba się schować w durnej jaskini.

– Jak myślisz w jaki sposób będzie oznaczone to miejsce? – spytał Sawin zsuwając się z konia na ziemię.

Pierwsze miejsce porastała niebieska trawa co miało oznaczać kamień z symbolem wody. Kolejne miejsce było rozkopane, ale i tak na ziemi były widoczne małe płomyki ognia, które było otoczone miejsce. Na szczęście nie robiły one nikomu krzywdy, więc Sawin bez problemu mógł go ponownie zakopać.

– W zależności od tego jaki kamień będzie zakopany, ale jeśli ziemi to pewnie jakieś kwiatki albo coś w tym stylu – odparłem zamyślony. Nie miałem pojęcia jak mogłoby wyglądać miejsce zakopania kamienia z symbolem powietrza. Nic sensownego nie przychodziło mi do głowy.

Wpatrywałem się w ziemię i szukałem. Ciągle przyłapywałem się na tym, że moje myśli wędrują gdzie indziej. Nie znosiłem nie znać odpowiedzi na jakiś temat, irytowało mnie to szczególnie.

– Tutaj rosną czerwone tulipany! – krzyknął Sawin zachwycony – Kiedyś słyszałem, że oznaczają miłość. Jak myślisz Sulim, prawda to?

Poczułem się zawstydzony jak jeszcze nigdy przez co automatycznie ukryłem twarz w dłoniach. Odetchnąłem głęboko i spojrzałem wkurzony na Sawina.

– Jasne, Sawin, teraz przejmuj się znaczeniem jakiś badyli! – krzyknąłem kręcąc głową z politowania – Że też Silos pozostaje w rękach takiego głupka.

– Przestań mnie tak nazywać! Zadałem ci tylko pytanie, a ty już od razu musisz wyzywać od głupków. Jakoś przez noc nie się nie stało, a przez jedno pytanie to może Silos przestanie istnieć – mruknął oburzony marszcząc brwi – Miałem na myśli, że tylko tutaj rosną tulipany i sądzę, że właśnie znalazłem to miejsce gdzie znajduje się kamień.

Poczułem się jeszcze bardziej zażenowany całą tą sytuacją przez to, że naskoczyłem na Sawina, a przecież nic takiego nie zrobił.

– Wybacz, nie powinienem na ciebie krzyczeć. Nie wyspałem się i sądziłem, że znowu jest tak jak z tą liścianką – rzekłem i podrapałem się z nerwów po karku – W takim razie kop, a ja przejdę się i pooddycham świeżym powietrzem.

– Nic się nie stało – odparł zdziwiony. Rzadko kiedy przepraszałem i przyznawałem się do błędu, więc nie dziwię się, że był tym nieźle zaskoczony – Rzeczywiście, pewnie mało spałeś. Jak wrócimy do domu powinieneś się zdrzemnąć.

Mruknąłem tylko na potwierdzenie i poszedłem się przejść zanim oszaleję. Nie powinienem tak reagować. Jeśli chciałem, aby Sawin nigdy się nie domyślił to chyba właśnie złą drogę wybrałem. Powinienem w końcu zacząć zachowywać się normalnie. Niestety łatwiej powiedzieć niż zrobić.



 

środa, 12 sierpnia 2020

Przyznanie racji

Poczułem jak ktoś potrząsa moją ręką, a następnie spokojnym głosem do mnie przemawia:

– Sawin, obudź się. Przygotowałem śniadanie i są tutaj pewne osoby, które chciałyby się z tobą zobaczyć.

Uchyliłem delikatnie oczy, które od razu napotkały pomarszczoną twarz dziadka. Uśmiechnąłem się do niego, a on od razu to odwzajemnił.

Podniosłem się z łóżka i ujrzałem, że na krzesłach przy stoliku siedzieli Sulim i Namir, a tuż obok nich stali Amalija oraz Gnierat. Wpatrywałem się w nich zdziwiony jeszcze nie kontaktując przez sny jakie dzisiejszej nocy mi się śniły.

– Co wy tutaj robicie? – spytałem zwracając się do trójki znajomych.

Nikt jednak za bardzo nie był chętny, aby mi odpowiedzieć, więc w końcu głos zabrał Namir:

– Rano zakradłem się do stajni. Zauważyłem, że Jaśmin i Lazur śpią tam sobie spokojnie, więc domyśliłem się, że wróciliście. Tamtej nocy gdy byliśmy w Gospodzie pod Ściętą Głową wybiegłeś tak nagle, a zaraz za tobą Sulim. Od tamtej pory martwiliśmy się czy, aby na pewno przeżyliście, ale rano gdy się do was wybraliśmy to już was nie było – przemawiał bez chwili wytchnienia patrząc na mnie – Twój dziadek poinformował nas, że wyjechaliście ratować Silos czy coś w tym stylu. Postanowiłem jednak dzisiaj rano zajrzeć czy przypadkiem nie wróciliście. Potem pobiegłem zawiadomić Amaliję i Gnierata. Tak o to się tutaj znaleźliśmy – przerwał, aby wziąć wdech, żeby kontynuować –  Z tego co się do tej pory dowiedziałem od Sulima to wy przeżyliście o wiele ciekawszą przygodę.

– Nooo, bardzo. Niebieska trawa pod którą był jakiś kamień i krwiożercze malary. Chyba jednak wolałbym przeżyć coś spokojniejszego – prychnąłem wstając z łóżka.

Usiadłem na wolnym krześle przy stole, a dziadek zaraz po tym przyniósł mi posiłek. Podziękowałem skinieniem głowy i zacząłem jeść.

– Chcemy wam pomóc w znalezieniu dwóch pozostałych kamieni i w odłożeniu tego co znaleźliście na miejsce – głos zabrała Amalija.

– Nie ma opcji – rzekł spokojnym głosem Sulim – Nasza dwójka w zupełności wystarczy i tak tylko Sawin podobno może dotykać kamienia.

– Sulim ma rację – poparłem brata przez co wszyscy popatrzyli na mnie zdziwieni. Rzadko kiedy zgadzaliśmy się ze sobą, a wtedy zazwyczaj wybuchała kłótnia, która mogła trwać wieki – I tak pewnie brakuje tylko tego jednego kamienia, więc co mielibyście tam robić? Patrzeć jak wykopuję pozostałe dwa?

Gnierat oraz Namir przyznali nam rację. Miło było mieć takich przyjaciół, którzy chcieli za nim podążyć, ale to nie miało sensu jechać tam całą piątką. Z tego mogłyby wyniknąć jedynie dodatkowe problemy gdyby ktoś omyłkowo dotknąłby kamienia.

– Może jednak tamtych dwóch kamieni też nie ma, zabrał je jakiś ogromy potwór i jak macie tylko we dwójkę sobie poradzić? – spytała Amalija nie dając za wygraną. Wszyscy spojrzeli na nią sceptycznie i w końcu ona też odpuściła – Dobra, dobra. Nie patrzcie już tak na mnie. Chciałam jedynie pomóc.

– Dziękujemy, że jesteście chętni nam pomóc, ale jak mówiłem nasza dwójka w zupełności wystarczy – odparł Sulim.

Gdy skończyłem jeść posiłek poszedłem z Sulimem do stajni przygotować konie. Wolałbym wrócić do domu i sobie przez jeszcze kilka godzin pospać, ale niestety Silos się samo nie uratuje. Dziadek dał nam duży kawałek surowego mięsa, które Sulim schował do torby.

Pożegnaliśmy się z przyjaciółmi i dziadkiem, a następnie wyruszyliśmy z powrotem w stronę jaskiń.

– Zastanawiam się nad tym co Amalija powiedziała – rzekłem, aby droga w czasie jazdy szybciej nam minęła – Myślisz, że brakuje tylko tego jednego kamienia, a pozostałe dwa spokojnie sobie leżą pod ziemią?

– Sawin skąd mam to niby wiedzieć? Jak będziemy na miejscu to się przekonamy, teraz musimy się tylko martwić o to, aby udało się zdobyć ten kamień – odparł Sulim z nutką irytacji.

Widząc, że mój braciszek nie jest skory do rozmów zamilkłem. Nie miałem ochoty go teraz wkurzać.

Gdy dotarliśmy do jaskini zostawiliśmy konie przy wejściu. Wszedłem do jaskini, a Sulim podążył za mną.

– Może powinieneś tutaj zostać z końmi? – zasugerowałem odwracając się do niego – Muszę tylko dać im mięso, a w tym samym czasie zabrać kamień. Obecność drugiej osoby może jedynie bardziej zdenerwować tego dorosłego malara.

– Może i masz trochę racji, ale jeśli ten malar się na ciebie rzuci? Nie będziesz miał żadnych szans na ucieczkę. Jeśli mój plan by jednak jakimś cudem nie zadziałał umrzesz – przemówił spokojnie Sulim, a na jego twarzy nie było widać żadnych emocji, jedynie jego oczy wyrażały coś w rodzaju troski, a może tak mi się to tylko zdawało – Dlatego idę z tobą, najwyżej poczekam kawałek dalej, ale będę uważnie przypatrywał się całej sytuacji.

Pokiwałem jedynie na potwierdzenie głową. Trochę mi ulżyło, że jednak Sulim nie chce, aby moje życie skończyło się w szczękach jakiegoś mięsożernego malara.

Ruszyliśmy w głąb jaskini aż nie dotarliśmy do nory gdzie przebywała samica z młodymi. Gdy byliśmy już blisko Sulim wyjął z torby kawałek mięsa i mi je oddał. Następnie schował się za skalą, aby stamtąd przypatrywać się malarom tak, aby one go nie zauważyły. Ja za to niestety musiałem iść dalej. Próbowałem odważnie stawiać krok za krokiem i mówić sobie w myślach, że to nic takiego, ale jednak byłem bardzo przerażony kolejną wizytą tutaj. Chyba moja psychika podczas ostatniego spotkania jednak za bardzo ucierpiała. A kto by tego nie przeżywał po zaistniałych okolicznościach? Te białe, ostre kły znajdowały się tuż przy mnie, dosłownie kilka milimetrów od mojej skóry. Ciekawe czy gdyby wtedy te zęby by mnie dosięgły dalej bym żył?

Klepnąłem się mocno w policzek, aby otrząsnąć się z tych myśli. One ani trochę nie pomagały. Przez nie jedynie jeszcze bardziej stawałem się chodzącą galaretą.

Największy malar zauważył moje wtargnięcie i wystawił w moją stronę zęby przez co stanąłem w miejscu. Z przerażenia przełknąłem ślinę i powoli zacząłem się do nich zbliżać krok po kroku.

Wyciągnąłem dłoń, w której trzymałem mięso, w ich stronę próbując przemówić ze spokojem co raczej za bardzo mi nie wyszło:

– Z-zobaczcie co m-mam. M-mięsko dla was.

Samica podeszła do mnie, a ja wypuściłem z dłoni mięso bojąc się, żeby przypadkiem biorąc je i mnie nie dziabnęła.

Malar zajął się pożeraniem jedzenia, które tak łatwo zdobył. Odetchnąłem z ulgą i zacząłem iść powoli w stronę kamienia. Nie chciałem ją niczym niepokoić, więc nie mogłem robić żadnych energicznych ruchów.

W końcu dotarłem do kamienia z symbolem ognia, leżały przy nim szczeniaki. Przez chwilę miałem ochotę je pogłaskać, były takie słodkie i urocze w przeciwieństwie do ich matki. Wziąłem jednak tylko kamień i zacząłem się również powoli wycofywać.

Gdy wyszedłem już z nory malarów pomachałem zdobyczą, aby Sulim zobaczył jaki jestem zdolny. On jednak jedynie podszedł do mnie i chwycił mój nadgarstek po czym zaczął ciągnąć z powrotem do wyjścia.

– Co tak wolno?! Ten malar prawie skończył jeść! – krzyknął Sulim zdenerwowany gdy byliśmy już przy koniach.

– Przecież nic się nie stało. Aż tak martwiłeś się o mnie? – spytałem z uśmiechem.

– Nie – rzekł Sulim ucinając wszelką dyskusję.

Nie czekając na mnie odszedł w stronę Lazura, wspiął się na jego grzbiet i odjechał nie czekając na mnie.

– Martwiłeś się – szepnąłem pod nosem chociaż wiadomo, że i tak by tego nie usłyszał.

Następnie podszedłem do Jaśminy i z szerokim uśmiechem na ustach pojechałem za nim.



 

Dzieci się bawią

Leżałem na łóżku próbując zasnąć, ale wydarzenia dzisiejszego dnia nie dawały mi spokoju. Chciałem coś zrobić, cokolwiek, ale niestety żaden dobry pomysł akurat nie przychodził mi do głowy.

Sulim siedział na krześle przy stole, a na jego twarzy nie było widać ani odrobiny zmęczenia. Wpatrywał się w ogień w piecu, czasem wstawał i dodawał tam ognia gdy stwierdził, że chyba dogasa.

Zamknąłem w końcu oczy, ponieważ coraz bardziej zaczynały mnie piec ze zmęczenia. Przekręciłem się na drugi bok i zacząłem rozmyślać o tym ile rzeczy zrobię jak to wszystko się skończy. Wszystko wróci do normy, a ja będę mógł znikać prawie na całe dnie w lesie z Jaśminą.

Moje rozmyślania przerwał głos Sulima:

– Dlaczego jeszcze nie śpisz? 

Mimowolnie się wzdrygnąłem nie spodziewając się, że mój brat odezwie się do mnie.

– Nie mogę zasnąć – mruknąłem w odpowiedzi – Dlaczego pytasz?

Otworzyłem oczy i podniosłem głowę, aby na niego spojrzeć. Sulim wzruszył ramionami, a następnie wstał z krzesła i podszedł do mojego łóżka.

– Przesuń się – rzekł i nie czekając na nic podniósł skrawek koca i wpakował mi się do łóżka.

– Co ty robisz? – spytałem zaskoczony gdy położył się na niewielkim kawałku, a następnie zaczął popychać mnie na drugi kraniec łóżka, aby mieć dla siebie więcej miejsca.

– Nie widać? Idę spać – rzekł po czym położył głowę na poduszce i zamknął oczy.

– To wiem, głupku, ale dlaczego ze mną? Przecież masz swoje własne łóżko! – krzyknąłem próbując zepchnąć go na podłogę za pomocą rąk i nóg.

– Bo tak mi się podoba. Jak ci się nie podoba to idź spać na dwór – rzekł tylko i zignorował moje próby zepchnięcia go.

Westchnąłem jedynie zaprzestając prób. Wiedziałem, że jest zbyt ciężki, abym mógł zwalić go na podłogę.

– Czy każdemu tak się pakujesz do łóżka? – spytałem poirytowany jego zachowaniem.

– Nie.

Jedynie taką odpowiedzią mnie zaszczycił, a zaraz później zamknął oczy i udawał, że śpi gdy próbowałem coś jeszcze z niego wydobyć.

Westchnąłem i moja głowa opadła na poduszkę. Zamknąłem oczy próbując spać, lecz gdy prawie mi się udało usłyszałem trzask drzwi wyjściowych. Na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech, rozbudzony podniosłem się i próbując zejść na podłogę specjalnie stanąłem na plecach Sulima. Doszło do mnie niewyraźne mruknięcie Sulima na co mimowolnie mój uśmiech jeszcze bardziej się powiększył. Stojąc już na podłodze nachyliłem się do twarzy braciszka tak, aby jego ucho znalazło się tuż przy moich ustach.

– Wstawaj, Sulim! – wrzasnąłem i już nie mogąc się opanować wybuchnąłem śmiechem.

Sulim przerażony podskoczył i spojrzał na mnie oszołomiony, a następnie w jego oczach była widoczna jedynie chęć mordu przez co mój śmiech jedynie przybrał na siłach. Wstał z łóżka w mgnieniu oka i nim się obejrzałem stanął tuż przy mnie. Przestałem się śmiać i wpatrywałem się lekko przerażony w niego.

– Zobaczymy kto będzie się śmiał ostatni – szepnął złowieszczo.

Sulim popchnął mnie na ścianę po czym wolnym krokiem zmierzał do mnie. Chwycił mocno w dłonie moje nadgarstki.

– Dlaczego się teraz nie śmiejesz? – spytał niewinnie Sulim.

– Puść mnie debilu! – krzyknąłem próbując uwolnić swoje nadgarstki – Gnieratowi też tak robisz?

Sulim zmieszał się i puścił moje nadgarstki. Przez co mimowolnie zachichotałem pod nosem.

Wtedy dobiegło nas wymowne chrząknięcie przez co automatycznie spojrzeliśmy w stronę drzwi wyjściowych gdzie stał dziadek. Całkowicie zapomniałem o tym, że chwilę temu usłyszałem trzask drzwi tak mnie zaabsorbowało wkurzanie Sulima.

– Skończyliście się bawić dzieci? – spytał patrząc na nas jak na dwójkę rozwydrzonych bachorów.

– Przepraszam, dziadku – mruknął Sulim i spuścił głowę z zawstydzeniem.

– Przepraszam – powtórzyłem za bratem i poczułem jak z zażenowania moje policzki robią się gorące. Swoje spojrzenie utkwiłem na wesoło skaczących iskrach ognia w piecu.

Kątem oka patrzyłem jak dziadek wzdycha i kręcąc głową z politowaniem idzie usiąść na krześle.

– Powinniście zachowywać się bardziej dojrzale, co ja mam powiedzieć wodzu, że los Silos jest w rękach dwójki bachorów, którzy traktują to jak kolejną zabawę? – skarcił nas dziadek pełen wyrzutów głosem – Dobra, nie mam zamiaru was już więcej upominać, jesteście przecież dorośli.

– Nie będziemy się już więcej tak zachowywać, a przynajmniej spróbujemy – rzekł Sulim ze skruchą, a ja od razu go poparłem. Chociaż wiedziałem, że raczej nie uda nam się wytrzymać bez dokuczania sobie nawzajem.

– To dobrze, powiedzcie w takim razie dlaczego wróciliście tak wcześnie? – spytał dziadek patrząc to na mnie to na Sulima.

Sulim streścił mu wszystko co nas spotkało od wyruszenia z Silos. Nie było tego jakoś dużo, więc mało czasu zajęło mu wyjaśnienie dlaczego wróciliśmy. Dziadek przez pewien czas milczał, a jego czoło było zmarszczone od intensywnego myślenia.

– Więc nie wiecie jak sobie poradzić z malarem i jej młodymi?

– Podobno Sulim ma jakiś genialny plan – wtrąciłem przewracając oczami, szczerze wątpiłem, aby jakikolwiek miał.

– A żebyś wiedział, że mam i jest o wiele lepszy niż twój. Przez jego głupotę prawie zginęliśmy – wytknął Sulim spokojnym głosem. Widać już zdążył uspokoić swoje emocje i na powrót stał się opanowanym człowiekiem.

– Wcale nie, ty po prostu byłeś zbyt tępy, aby wykonać swoją część planu!

Spojrzałem odważnie w jego stronę zapominając o tym czego świadkiem przed chwilą był dziadek. Nasze oczy spotkały się i rozpoczęły niemą walkę, żaden z nas za wszelką cenę nie chciał odpuścić.

– Uspokójcie się – dotarł do nas poddenerwowany głos dziadka – Jeśli masz jakiś pomysł Sulim to chcę go usłyszeć.

Sulim w końcu zrezygnował i skierował spojrzenie na dziadka.

– Muszę się dowiedzieć czy malar jest mięsożercą – rzekł poważnie już zapewne myśląc czy w jego planie nie ma żadnych luk i o co musiałby jeszcze dopytać.

– Z tego co wiem to na pewno jest – odparł dziadek.

– Chcesz przekupić malara mięsem? – spytałem, aby się upewnić – To ma być Twój genialny plan? Równie dobrze ja mogłem to wymyślić – prychnąłem.

– Chciałbym, abyś rano upolował więcej niż zazwyczaj, damy trochę mięsa malarom, dzięki czemu Sawin swobodnie będzie mógł zabrać kamień z symbolem ognia – wytłumaczył dziadkowi swój plan – A ty już miałeś swoją szansę, jakoś do tej pory nie przyszło to do twojej jakże mądrej głowy – zwrócił się do mnie i posłał mi drwiący uśmieszek.

– Nie ma problemu, to bardzo dobry pomysł. Samice mające młode są bardzo agresywne. Boją się, że zabierzecie im szczeniaki, więc dając im coś do jedzenia odwrócicie ich uwagę – rzekł z podziwem dziadek, że poza dziecinnymi zachowaniem coś tam w głowach jeszcze mamy – Idźcie spać, bo zapewne jesteście zmęczeni, ja wszystkim się zajmę, jak wszystko będzie gotowe to was obudzę.

Pokiwaliśmy głowami na potwierdzenie i tym razem każdy z nas udał się do swojego łóżka. Chyba Sulim nie ma już ochoty mnie wkurzać tym lepiej, przynajmniej będę miał spokój przez resztę nocy.



 

Najlepszy plan

Krople deszczu spadające na ziemię bardzo skutecznie umilały ciszę, która między nami zapadła po moich słowach.

– Brawo Sawin, nie spodziewałem się, że dzięki twojej głupocie znajdziesz kamień –  rzekł Sulim po chwili – Dlaczego w takim razie go nie przyniosłeś?

– No właśnie w tym jest problem – mruknąłem drapiąc się z zakłopotania po szyi – Malar jest krwiożerczą bestią, która zapragnęła mnie zjeść jak tylko zbliżałem się do kamienia.

– Niech zgadnę, twój mózg ostatnio za dużo się napracował przez co nie potrafisz niczego wymyśleć i twój ukochany brat musi to za ciebie zrobić – odparł z chytrym uśmieszkiem.

Zmierzyłem go wkurzonym wzrokiem i splotłem ręce na piersi, aby wyjść na bardziej pewnego siebie.

– Mylisz się, już coś wymyśliłem. Mi się bardzo podoba ten plan, ale nie wiem czy będziesz również nim zachwycony tak jak ja.

– Brawo – zaklaskał w dłonie – Jak to się stało, że wymyśliłeś cokolwiek? Czy w takim razie mógłbyś się podzielić z tym jakże genialnym planem?

– Mógłbyś przestać? – spytałem marszcząc brwi ze zdenerwowania – To już nie jest śmieszne. Wymyśliłem, że ty mógłbyś być przynętą, on w tym czasie by cię zaczął gonić, a ja zwinąłbym ten kamień – z każdym wypowiedzianym słowem uśmiechałem się coraz bardziej.

Sulim zagryzł wargę w zamyśleniu, a ja mimowolnie zacząłem się bardziej wpatrywać w jego usta. Zdając sobie sprawę z tego co robię szybko potrząsnąłem głową w oszołomieniu. Chyba już za dużo spędziłem czasu tylko z Sulimem, bo zaczynam wariować. Na szczęście mój braciszek nie zwrócił na to uwagi, bo rzekł:

– Ten plan wcale nie jest taki zły jak myślałem, że będzie. Zaprowadź mnie do tego malara i kamienia.

Zostawiliśmy konie kazać im poczekać, a sami ruszyliśmy w głąb jaskini.

Po chwili ukazał nam się malar, który karmił młode. Zauważyłem, że na twarzy Sulima maluje się szok.

– Nie sądziłem, że malary są aż tak duże – rzekł po chwili przez co samica spostrzegła, że nie jest już sama ze swoimi szczeniakami.

Gołym okiem możne było dostrzec, że w tym momencie chyba jest jeszcze mniej pozytywnie nastawiona do nieproszonych gości, bo zerwała się w mgnieniu oka i zaczęła iść w naszą stronę warcząc. Wystawiała swoje krwiożercze białe zęby wpatrując się w nas morderczym wzrokiem.

– Sulim, to wcielamy mój plan w życie, tak? – spytałem szturchając go w ramię, aby zwrócić jego uwagę.

Jednak zanim Sulim zdążył odpowiedzieć, malar rzucił się w moją stronę. W ostatniej chwili udało mi odskoczyć w tył, ale jednak jej zęby zahaczyły o skrawek mojego ubrania. Przez co poczułem jak dreszcz przerażenia przechodzi po całym moim ciele. W następnej chwili poczułem jak Sulim chwyta mnie za nadgarstek i biegnąc ciągnie w stronę wyjścia.

W biegu wsiedliśmy na konie i wyjechaliśmy z jaskini. Na szczęście malar znudził się nami i przestał nas w połowie drogi gonić. Deszcz również przestał padać, więc nie było aż tak dużo negatywnych stron tej nagłej ucieczki. Najgorsze było to, że dalej niestety nie mamy kamienia z symbolem ognia.

Jechaliśmy przez moment pogrążeni w ciszy. Zapewne Sulim analizował całą sytuację, a ja jedynie dziękowałem bogom, że jednak wyszedłem z tego w jednym kawałku. Mój rękaw koszuli był jedynie trochę poszarpany, ale za bardzo mnie to nie obchodziło. Wolałem stracić ubranie niż jakąś część ciała.

– Sulim to twoja wina, że mój plan nie został zrealizowany – prychnąłem przerywając w końcu ciszę.

– Specjalnie zaproponowałeś ten plan, abym został zjedzony przez tą krwiożerczą bestię! – odparował wkurzony – Sam powinieneś być wabikiem i zostać zjedzony.

Widząc, że Sulim na serio przeraził się malara automatycznie poprawił mi się humor.

– To przecież tylko mały piesek – odparłem z uśmieszkiem – Nie mów, że boisz się psów.

– To wracaj tam i zaopiekuj się nim. Może w podzięce najpierw cię zabije, a dopiero potem zje – prychnął i zaczął jechać drogą, która podążała do Silos

Zaśmiałem się jedynie i ruszyłem za Sulimem.

– Wracamy do domu? – spytałem zaskoczony tym, że Sulim tak szybko się poddał.

– Tak, wracamy – odparł jedynie i spiął łydkami boki Lazura.

– Dlaczego? – spytałem gdy go dogoniłem, ale Sulim milczał jak zaklęty.

Próbowałem jeszcze kilka razy wydobyć cokolwiek z niego, ale najwidoczniej mój kochany braciszek postanowił pograć mi na nerwach i już więcej w ogóle się nie odezwał.

Zatrzymaliśmy się przed naszym domem. Sulim od razu zszedł z Lazura i ruszył w stronę chaty.

– Ej, poczekaj! – krzyknąłem za nim, ale mnie zignorował.

Byłem trochę zdziwiony, że tak po prostu zostawił Lazura przed wejściem. Zazwyczaj zaprowadzał go do stajni i zajmował się nim. Westchnąłem i zsiadłem z Jaśminy. Zaprowadziłem obydwa konie do stajni, aby odpoczęły i coś zjadły.

– Twój pan to debil – mruknąłem do Lazura rozczesując jego sierść szczotką – Sam powinien się tobą zająć, a nie potrzebuje służących.

– Nie prosiłem cię, abyś się nim zajmował – usłyszałem za sobą głos Sulima przez co automatycznie się wzdrygnąłem.

– Przestań mnie straszyć, debilu! – krzyknąłem rzucając w niego szczotką.

– Nie moja wina, że wszystkiego się boisz – odparł i złapał szczotkę jedną ręką przez co automatycznie przewróciłem oczami na jego jakże zajebisty refleks.

Wpatrywałem się jak Sulim rozczesuje resztę sierści Lazura czekając aż w końcu powie dlaczego wróciliśmy do domu. Jednak Sulim najwidoczniej nie zauważył albo zignorował to i dalej zajmował się swoim koniem.

– Dlaczego wróciliśmy do Silos? – spytałem w końcu lekko poirytowany tym, że Sulim do tej pory nie mógł udzielić mi odpowiedzieć na to pytanie.

– Dlaczego jesteś taki ciekawy? – odpowiedział pytaniem na pytanie – Nie chce mi się mówić dwa razy tego samego. Dziadek pewnie przebywa teraz u wodza jak wróci to dowiesz się jaki jest mój plan, który tak w ogóle jest o wiele lepszy niż twój.

Zmarszczyłem brwi wkurzony jego słowami. To ja mam uratować Silos, a on sobie robi jakieś tajemnice i każe mi czekać. W dodatku jeszcze mówi, że mój plan był zły. Dlaczego on musi testować moją cierpliwość, skoro wie, że ja nienawidzę czekać?

– Skąd wiesz, że dziadek jest u wodza? Dlaczego on tak często tam teraz bywa? – spytałem zmieniając temat, przynajmniej podczas rozmowy czas szybciej mija, a nie ukrywając tego akurat też chciałbym się dowiedzieć.

– Nie wiem, może dalej czyta tam jakieś papierzyska czy coś w tym stylu. Pewnie chce pomóc swojemu głupiutkiemu wnukowi w uratowaniu Silos – zaśmiał się i wrzucił szczotkę do najbliższego wiadra. A następnie wyszedł ze stajni nie czekając na moją odpowiedź.

Westchnąłem jedynie przewracając oczami, nie było innego wyjścia jak tylko czekać. Podszedłem do Jaśminy i pogłaskałem ją po chrapach. Następnie wrzuciłem do siatki trochę owsa i również wyszedłem ze stajni.



 

Pies z łuskami

 

Poczułem na twarzy krople deszczu przez co automatycznie spojrzałem na pochmurzone niebo. Mimowolnie przygryzłem wargę, bo wiedziałem, że z pozoru ta mała mżawka może zamienić się w coś o wiele większego tak jak było w zeszłej nocy. Poczułem jak przechodzi po mnie dreszcz. Pokręciłem jedynie głową w ten sposób karcąc siebie, nie mogę się teraz bać i pozwalać, aby ten strach mnie obezwładnił.

– Nie musisz ukrywać tego, że się boisz. Ten strach jest częścią ciebie, nie musi on być czymś złym. Możesz wykorzystać go też do innych celów. Przykładowo strach może być dobrą motywacją do działania – przemawiał Sulim łagodnym głosem, ale jego głowa była zwrócona na drogę, którą właśnie jechaliśmy – Jednakże nie możesz pozwolić, aby ten strach przejął całkowicie nad tobą kontrolę – tym razem odwrócił głowę w moją stronę i spojrzał na mnie swoimi szarymi oczami.

Wpatrywałem się w niego zszokowany nie wiedząc za bardzo co mam powiedzieć. Mój brat rzadko kiedy mówił jakieś mądre i nawet z sensem rzeczy, a teraz to chyba ktoś go podmienił.

– Masz gorączkę? Czy może ten kamień wody na ciebie w jakiś sposób wpłynął i stałeś się mądry? – spytałem gdy w końcu znalazłem w głowie odpowiednie słowa.

– Ja zawsze byłem mądry, ale ty nigdy nie potrafiłeś tego docenić – prychnął i spiął łydkami boki Lazura, aby przyspieszył – Daję mojemu głupiemu bratu mądre rady, a on zamiast podziękować to sobie jeszcze żartuje – mruknął pod nosem, ale na tyle głośno, abym mógł go usłyszeć.

Roześmiałem się na jego słowa i wtedy właśnie zrozumiałem dlaczego Sulim w ogóle rozpoczął tę rozmowę. Chciał, abym chociaż trochę poczuł się luźniej i nie był tak spięty, co mu się zresztą udało, bo pewnie jeszcze pamięta jak byłem przerażony w nocy.

***

Deszcz coraz bardziej przybierał na sile, a ja z Sulimem już dawno staliśmy się mokrymi szczurami. Moje ubranie przemokło całkowicie przez co niewygodnie przylegało do mojego ciała, które i tak już od dawna trzęsło się z zimna.

– Niedaleko są jaskinie, tam powinniśmy znaleźć schronienie dopóki deszcz nie przestanie padać! – krzyknął Sulim, abym mógł go usłyszeć mimo ulewy.

Kiwnąłem jedynie głową na potwierdzenie, ale domyśliłem się, że raczej Sulim nie zwrócił na ten gest uwagi. Był za bardzo skupiony na jeździe tak samo jak zresztą ja.

Jechaliśmy galopem jeszcze kilka minut aż nie dotarliśmy do jaskiń o których mówił Sulim. Nie miałem pojęcia o tym miejscu, wolałem włóczyć się po lesie między drzewami, a nie po otwartych przestrzeniach.

Zsiedliśmy z koni i wprowadziliśmy je do jaskini. Może nie było tutaj jakoś bardzo ciepło, ale przynajmniej chroniło nas przed deszczem.

Oparłem się o ścianę po czym zjechałem po niej, aby usiąść. Zmęczony zamknąłem oczy, aby chociaż na chwilę pozwolić im na odpoczynek. Jednak po chwili usłyszałem wycie jakiegoś zwierzęcia przez co od razu je otworzyłem i zacząłem niespokojnie rozglądać się po jaskini.

– Spokojnie, te zwierzęta raczej nie zrobią nam krzywdy – rzekł spokojnie Sulim – Dziadek kiedyś mi opowiadał, że tutejsze jaskinie, które znajdują się na zachód od Silos najczęściej są zamieszkiwane przez malary. Mówił, że to są jakby psy, ale zamiast sierści mają łuski. Podobno są niegroźne no chyba, że mają młode, wtedy stają się strasznie agresywne.

Mimowolnie delikatnie się uśmiechnąłem, ostatnie słowa nie zrobiły na mnie zbyt wielkiego wrażenia. Uwielbiałem psy, więc takie z łuskami to jeszcze bardziej chciałbym zobaczyć i móc je pogłaskać.

– Rozejrzę się, może znajdę jakiegoś malara i go oswoję – powiedziałem wstając. Uśmiechałem się już sobie wyobrażając jak taki pies towarzyszy mi w wyprawach z Jaśminą.

– Powodzenia życzę – prychnął – Tylko uważaj, nie chcę cię zawozić z powrotem do Silos w kawałkach, bo trudno byłoby to wytłumaczyć dziadkowi.

– Jasne, braciszku. Miło, że się o mnie tak martwisz – rzekłem, a w moim głosie słychać było ironię.

Rzuciłem w niego wodzami, aby Jaśmina nie poszła za mną i samotnie wyruszyłem w głąb jaskini. Zacząłem rozmyślać jak to podczas testu znalazłem grotę przez co mimowolnie delikatnie się uśmiechnąłem na to wspomnienie. Znowu znalazłem się w beznadziejnej sytuacji, ale tym razem przynajmniej jest ze mną Sulim.

Z moich rozmyślań wyrwało mnie ponowne wycie, które tym razem pochodziło z bliższej odległości. Przyspieszyłem kroku, a moim oczom ukazał się stworzenie pokryte całe łuskami. Rzeczywiście wyglądało trochę jak pies, miało pysk, cztery łapy oraz ogon, ale było o wiele większy niż czworonogi, które dotąd miałem okazję zobaczyć. Za stworzeniem kryły się jeszcze trzy malary, ale te akurat były bardzo małe w porównaniu do niego.

– To twoje młode? – spytałem łagodnym głosem kucając i wyciągając w ich stronę dłoń, aby pokazać, że nie mam złych zamiarów – Są takie urocze.

Największy malar spojrzał na mnie nieufnie, ale po chwili zbliżył się do mnie i obwąchał moją dłoń.

– Sulim chyba coś mówił, że jesteście agresywne jak macie młode, ale ten głupek najwidoczniej znowu coś pokręcił – pogłaskałem delikatnie łepek malara – Te łuski są takie dziwne w dotyku.

Spróbowałem spojrzeć za matkę malarów, aby zachęcić też młode do podejścia, ale wtedy mój wzrok trafił na kamień, na którym ukazany był płomień ognia. Od razu straciłem zainteresowanie malarami i podniosłem się, aby podejść po kamień. Jednak gdy tylko ruszyłem w tamtą stronę największy malar zawarczał na mnie.

– Ten kamień należy do mnie – rzekłem do niej łagodnie, ale najwidoczniej ona nic sobie z tego nie zrobiła i dalej warczała. Gdy zrobiłem jeszcze jeden krok w stronę kamienia spięła wszystkie mięśnie, aby w razie czego rzucić się do ataku – Ale z ciebie jest agresywna matka. Dobra, niech ci będzie, wrócę kiedy będziesz w lepszym humorze.

Odwróciłem się i zacząłem podążać drogą, którą przyszedłem. W głowie już rozmyślając nad jakimś planem, aby zdobyć ten kamień. Mógłbym przemienić się w sowę, ale istniało prawdopodobieństwo, że skończyłbym jako posiłek dla malara. Dlatego mam nadzieję, że Sulim wymyśli jakiś lepszy plan, który oczywiście ja będę musiał zrealizować, bo rzecz jasna nikt oprócz mnie nie może dotknąć tego cholernego kamienia.

Wróciłem do Sulima, który był bardzo zajęty głaskaniem Lazura po chrapach.

– Zakochałeś się? – spytałem chichocząc gdy zauważyłem, że Sulim wzdrygnął się gdy niespodziewanie usłyszał mój głos – Nie widzisz świata poza Lazurem, tak to byś od razu zauważył, że wróciłem.

– Bardzo śmieszne – mruknął przewracając oczami z politowaniem – Znalazłeś jakiegoś malara do oswojenia? A raczej takiego, który zrobi sobie z ciebie posiłek? – spytał uśmiechając się niewinnie.

– Bardzo śmieszne – powtórzyłem za nim – I tak, znalazłem oprócz malara coś jeszcze.

– Co takiego niby? – spytał, ale widać było, że nie jest ani trochę zainteresowany tym co znalazłem – Następną liściankę? 

– Nie, kamień z symbolem ognia – odparłem uśmiechając się z wyższością i z satysfakcją mogłem wpatrywać się w zszokowaną twarz Sulima.