czwartek, 2 lipca 2020

Wiadro wody

Nie dosyć, że dopiero co skończyłem jakiś tam test to zamiast wrócić do domu zjeść sobie obiad i porządnie odpocząć to jeszcze musiałem szukać mojego kochanego braciszka, któremu zachciało się szukać przygód w lesie. Chyba najbardziej mi się udzieliło zmartwienie dziadka przez co wolałem jak najszybciej go odnaleźć, bo pewnie gdybym tak po prostu czekał na jego powrót to wymyślałbym coraz to gorsze scenariusze, które mogłyby mu się przytrafić.

Gdy wyszedłem z domu, aby pójść do stajni w moją stronę galopował jakiś koń. Od razu rozpoznałem, że to był Lazur, więc wtedy już byłem pewny, że Sulimowi coś musiało się stać. Koń zatrzymał się przy mnie, ale widać było, że jest zdenerwowany. W jego oczach błyskał niepokój. Zacząłem przemawiać łagodnym głosem chociaż sam byłem zdenerwowany, ale na szczęście podziałało to i Lazur zaczął się uspokajać. Wprowadziłem go do stajni, wytarłem z potu i zdjąłem ogłowie, a wraz z nimi wodze. Następnie podszedłem do Jaśminy i na szybko przygotowałem ją do jazdy, nie chciałem już więcej tracić czasu i pogalopowałem do lasu. Ale teraz na szczęście było już po wszystkim, odnalazłem go całego i zdrowego, więc nie muszę się już martwić czy w ogóle żyje.

Moje zdenerwowanie z minuty na minutę coraz bardziej się ulatniało, a pomagały w tym ramiona Sulima, którymi mnie z tyłu obejmowały. Czując, że jest już ze mną bezpieczny mogłem w końcu odetchnąć z ulgi, że nic temu debilowi się nie stało.

Droga mijała nam w ciszy, nie miałem ochoty rozmawiać. Chciałem jedynie pomilczeć i nie pokazać Sulimowi jeszcze bardziej, że tak się o niego martwiłem.

– Gdy zmieniasz się w jastrzębia to o kim myślisz? – spytałem nagle zapominając ugryźć się w język. Nie chciałem o to pytać, bo widziałem, że Sulim zacznie coś podejrzewać. Jest zbyt bystry, aby nie dostrzegł, że pod tym pytaniem kryje się coś więcej.

– O dziadku – odparł od razu spokojnym głosem.

– No ja też – mruknąłem jedynie, ale wiedziałem, że to był błąd i cos mi mówiło, że Sulim już zdążył mnie przejrzeć. Był jedyną osobą, która wiedziała kiedy kłamię.

Czekałem aż powie to swoje zwyczajowe: "kłamiesz", ale nic takiego nie miało miejsca. Może ten ból głowy tak go przyćmił, że chociaż na ten moment zanikła jego zdolność rozpoznawania kiedy kłamię.

***

Gdy tylko zjadłem posiłek miałem wielką ochotę pójść do łóżka i zdrzemnąć się przez kilka godzin, ale widząc oczekujące spojrzenia dziadka i Sulima nie mogłem dłużej trzymać ich w niepewności. Oczy kleiły mi się przez co coraz przecierałam je dłońmi, aby się chociaż trochę rozbudzić. Opowiedziałem im skrótowo co się wydarzyło podczas testu, ale najwidoczniej dziadka oraz Sulima to usatysfakcjonowało, bo na szczęście nie dopytywali się o szczegóły.

– A w jakie zwierzę się przemieniasz? – zapytał jedynie na końcu Sulim.

– Zobaczysz jutro – mruknąłem jedynie i z zamkniętymi oczami poszedłem do łóżka, nie miałem już sił, aby ich ponownie otworzyć. Zakończyło to się tak, że potknąłem się o jakieś drewno na opał i runąłem na podłogę.  Usłyszałem jak dziadek i Sulim się ze mnie śmieją, ale ja tylko coś niewyraźnie mruknąłem wkurzony, a zaraz po tym podniosłem się. Nie chcąc popełnić znowu tego samego błędu uchyliłem powieki, aby mniej więcej widzieć gdzie idę i tak o to znalazłem się w końcu w swoim ukochanym łóżku.

***

Przespałem łącznie ponad dzień, ale co mogłem na to poradzić, że byłem zmęczony fizycznie jak i psychicznie. Potrzebowałem wypoczynku i to długiego, aby wrócić do stanu zanim wyruszyłem na test.

Wygrzebałem się w końcu z łóżka, rozejrzałem się dookoła, ale nikogo nie było, co mnie trochę zdziwiło. Zazwyczaj chociaż jedna osoba znajdowała się w środku, ale najwidoczniej dziadek był na polowaniu, a Sulim rzadko kiedy wychodził tak wcześnie rano z domku.

Wyszedłem na zewnątrz i poszedłem do stajni gdzie na sianie spał Sulim. Między jego brązowymi włosami były widoczne źdźbła siana ten widok tak bardzo mnie rozbawił, że nie mogłem przestać się śmiać. Na szczęście nie zbudziło to Sulima, więc mogłem mu zapewnić jeszcze lepszą pobudkę.

Postanowiłem, że nie będę aż tak okrutnym bratem i wyleję na niego tylko pół wiadra wody w ramach pobudki, a nie od razu całość.

Podszedłem do wiadra z wodą, które stało obok Jaśminy i chwyciłem je za rączkę. Podszedłem do Sulima próbując jak najciszej stawiać kroki. Jednak gdy już miałem przechylić na niego wiadro z wodą usłyszałem spokojny głos Sulima:

– Spróbuj tylko wylać na mnie tą wodę, a nie dożyjesz następnego dnia.

Nie spodziewałem się tego, że nie śpi przez co automatycznie wzdrygnąłem się. Jednak nie przejąłem się tym i wylałem na jego twarz całą zimną wodę, a potem rzuciłem wiadro byle gdzie i zacząłem uciekać w stronę wyjścia. Odwróciłem się jedynie na sekundę, aby podziwiać jak wygląda Sulim kiedy jest mokry i przy okazji wkurwiony, muszę przyznać, że ten widok bardzo mnie usatysfakcjonował. W następnej chwili wybiegłem ze stajni śmiejąc się przez cały ten czas. Jak miło, że wszystko już wróciło do normy, znowu mogłem wkurzać Sulima i uciekać przed nim tak samo jak wcześniej.

Biegłem witając się przy okazji z mieszkańcami Silos, których znałem praktycznie od urodzenia. Przez to, że miasto było małych rozmiarów znałem tutaj każdego. Chyba wszyscy przywykli do widoku uciekającego mnie i ścigającego Sulima, więc nawet nie zatrzymywali mnie, aby zamienić ze mną słowa czy dwa.

Obracałem głowę do tyłu, aby zobaczyć czy Sulim za mną biegnie, ale najwidoczniej postanowił, że mi nie odpuści, jak w sumie zawsze. Równie dobrze mogłem się przemienić i sobie lecieć, ale nie widziałem większego sensu, bo i tak by mnie dogonił. Nie jestem w stanie uciec przed jastrzębiem.

Gdy wybiegliśmy z miasta na łąki Sulim zaczął mnie doganiać co mnie wcale nie zdziwiło, był o wiele szybszy ode mnie. Nie chciał robić przedstawienia dla mieszkańców Silos, więc najwidoczniej postanowił mnie dogonić dopiero jak wybiegnę poza teren.

Oczywiście przez moje szczęście, które nigdy mnie nie opuszczało potknąłem się i upadłem na ziemię. Miałem się podnosić gdy nagle coś, a raczej ktoś jeszcze bardziej przygniótł mnie do ziemi.

– Złaź ze mnie! – krzyknąłem wkurzony nie mogąc się ruszyć przez grube cielsko mojego ukochanego brata – Ważysz tyle co dwa konie!

Sulim bez słowa zszedł ze mnie, a ja w końcu odwróciłem się wokół własnej osi i położyłem się na plecach uśmiechając się szeroko do brata, który chyba nie podzielał mojego dobrego humoru.

Ten gdy tylko zobaczył mój uśmiech, zmarszczył brwi i zawisł nade mną. Od razu przygwoździł moje nadgarstki do ziemi uśmiechając się wrednie.

– Teraz to ja będę się śmiał – odparł spokojnie, ale wyczułem w tonie jego głosu, że nie czeka mnie nic dobrego.

Popatrzyłem na jego dalej ociekające wodą włosy przez co nie mogłem przestać się uśmiechać. Musiałem przyznać, że było warto, nieważne to jest jak się zemści. Jedno było pewne, nie żałuję tego i zrobiłbym to ponownie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz