- Matko, czyli to prawda, wy na poważnie wyjeżdżacie? - powiedziała smutnym, załamanym głosem.
- Jak widać - tylko tyle potrafiłam z siebie wydusić.
- Będzie mi Ciebie bardzo brakować - powiedziała smutno.
- Mi Ciebie bardziej - odpowiedziałam i wybuchłam płaczem. Podeszła do mnie i próbowała pocieszyć, że wszystko się ułoży. Ja jednak wiedziałam, że od teraz nic nie będzie już takie samo. Byłam pewna, że nasze drogi się rozchodzą i kontakt się rozluźni, albo całkiem zaniknie.
***
Nadszedł dzień wyjazdu. Był to również mój ostatni dzień w szkole. Kiedy przekroczyłam próg znajomych murów poczułam, że to już nie jest moja szkoła, byłam tam obca. Wszystkie znajome twarze patrzyły teraz na mnie z podziwem i smutkiem. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Na szczęście dzwonek wybawił mnie z opresji. Szybko udałam się w stronę sali, gdzie miała być pierwsza lekcja. Kiedy dotarłam pod klasę, usłyszałam jak ktoś mnie woła. Odwróciłam się i zobaczyłam Panią dyrektor idącą w moją stronę.
- Przygotowałam już dla Ciebie wszystkie dokumenty - powiedziała, gdy była wystarczająco blisko, abym usłyszała.
- Ooo dziękuję Pani bardzo - odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem.
- To chodź do mojego gabinetu, będziesz miała już z głowy te wszystkie formalności - powiedziała. - Rozliczymy się od razu z biblioteką i kluczykiem. Co ty na to? - zapytała.
- Dobrze... Myślę, że tak będzie najlepiej - odpowiedziałam i ruszyłam za Panią wzdłuż korytarza.
***
Niestety wkrótce nadszedł czas, aby zostawić przeszłość za sobą.
Kiedy wyszłam ze szkoły poczułam, że nigdy już nie znajdę takich przyjaciół, ale od jakiegoś czasu starałam się myśleć pozytywnie. Może w nowym mieście poznam kogoś nowego i będzie mi tam lepiej.
***
- Nigdy nie zapomnę tych wszystkich wydarzeń, które miały tu miejsce - wyszeptałam i po raz ostatni wyszłam z tego domu. Wsiadłam do samochodu i czekałam, aż ruszymy.
Po drodze rozmyślałam nad moim nowym życiem. Byłam zmęczona całą tą przeprowadzką i zasnęłam. Obudził mnie Antek.
- Hej! Wstawaj! Już jesteśmy na miejscu! - krzyczał mi do ucha. Podniosłam się i wyjrzałam za okno.
- No to gdzie jest ten nasz nowy dom? - zapytałam. - Przecież to jest jakaś wiocha - byłam zaskoczona.
Po chwili jednak moim oczom ukazał się wielki dom z ogromnym ogrodem i basenem.
- Wooow - krzyknęliśmy z Antkiem w jednym momencie. Nasza reakcja była chyba na tyle zabawna, że ojciec wybuchnął śmiechem.
- Mówiłem, że wam się spodoba - powiedział, kiedy udało mu się opanować salwy śmiechu.
- To wygląda jak jakaś willa - powiedziałam z niedowierzaniem. Po chwili staliśmy już na podjeździe, mama wysiadła z samochodu, a my z Antkiem wciąż wpatrywaliśmy się w nasz nowy dom z otwartymi ustami.
- Na co czekacie? - z osłupienia wyrwał nas głos ojca. Popatrzyliśmy z bratem na siebie i w jednej chwili wyskoczyliśmy z samochodu. Tato zaparkował auto na długim i szerokim podjeździe, który pomieściłby nawet z trzy duże samochody.
Zaczęłam rozglądać się dookoła i chłonąć piękny widok. Czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Lekkie i świeże powietrze wdzierało się przez moje uchylone usta. Spojrzałam na dom. Miał on barwy dwóch odcieni szarości, w większości był to ciemny kolor, ale na zagięciach ścian był jaśniejszy. Komponowało się to ze sobą niesamowicie, zwłaszcza, że był naprawdę bardzo przeszklony i nie mogłam się napatrzeć.
- Jak duże mamy podwórko? - zapytałam w końcu po dłuższej chwili ciszy.
- Hmmm, jakieś 500 m² - odpowiedział tato, uprzedzając mamę.
- O matko! - pisnęłam, po czym razem z Antkiem ruszyliśmy do drzwi wejściowych. Wszystko było bardzo zadbane, przed wejściem betonowe dróżki i chodniki oraz różnego rodzaju kwiaty.
- Czy wyście na loterii wygrali czy jak? - zapytał mój wścibski braciszek.
- Nie, nic nie wygraliśmy, ale potem opowiemy wam co się wydarzyło - powiedziała z uśmiechem mama, podążając za nami.
Od progu uderzyła w nas paleta ciepłych barw. Obszerny przedsionek pomalowany na pomarańczowy kolor, mieścił w sobie trzy duże szafy na kurtki i buty. Było to naprawdę bardzo imponujące. Dalej ciągnął się długi korytarz przy którym naliczyliśmy z pięć pomieszczeń i łazienkę. Jak się potem okazało na końcu korytarza znajdował się przestronny salon z kącikiem kinowym, gdzie stała ogromna beżowa kanapa, przed nią stolik kawowy, również w tym kolorze, a na ścianie telewizor mający chyba ze sto cali. Po drugiej stronie salonu była część jadalna z dużym rozkładanym dębowym stołem. Pomieszczenie było oświetlone przez liczne okna oraz drzwi tarasowe, które umożliwiały wyjście na ogród. Natomiast kuchnia znajdowała się za zakrętem korytarza, tuż obok salonu.
- Ej, dzieciaki! - krzyknął ojciec. - Tam jest wejście do naszego garażu - wskazał palcem na masywne drzwi znajdujące się tuż obok przedsionka. - A tam - tym razem wskazał na jedne z pięciu drzwi znajdujących się na korytarzu - są schody na góry, idźcie się rozejrzeć i wybierzcie sobie jakiś pokój - dodał i ruszył do sypialni, gdzie zdążyła już pójść mama.
Antek rzucił się biegiem do drzwi, gdzie podobno były schody. Jednak, gdy je otworzył, wybuchłam śmiechem, ponieważ tam znajdowała się kotłownia, a nie wejście na górę.
Kiedy on nie wiedział co się stało, ja postanowiłam zajrzeć do salonu i zobaczyć czy tam nie są przypadkiem ukryte schody. No i nie myliłam się, wcześniej nikt ich nie dostrzegł, bo były w ukrytej części salonu. Szybko pobiegłam na górę i rozejrzałam się ostrożnie. Zaczęłam zaglądać do poszczególnych pomieszczeń i w końcu znalazłam pokój który był idealny. Ściany pomalowane na kolor jasno zielony, a meble czysto białe. Pokój był bardzo duży, a łóżko wygodne i miękkie. Jednak zorientowałam się, że nie mam szaf na ubrania w pokoju, więc zaczęłam się rozglądać.
Na jednej ze ścian wisiała biała zasłona. Powoli zbliżyłam się do niej i odsłoniłam ją, tym samym odkryłam, że są tam drzwi prowadzące do garderoby. Ten pokój był dla mnie idealny. Położyłam się na swoim miękkim łóżku i poczułam ogarniające mnie szczęście, oraz nadzieję, że może nie wszystko będzie takie straszne jak myślałam.
Spojrzałam na ścianę znajdującą się na przeciw mojego łóżka. Wisiały tam obrazy kwiatków. Pod oknem znajdowało się białe biurko, a tuż koło drzwi stał biały stojak na ubrania. Wszystko było idealne, podniosłam się szybko z łóżka i odszukałem kontakt koło nocnej szafki. Wyciągnęłam z torebki ładowarkę do telefonu i podłączyłam rozładowaną komórkę, odkładając ją na stolik. Kiedy telefon się ładował, ja ponownie położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy, rozmyślając jak to wszystko będzie teraz wyglądać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz