Milan błyskawicznie podniósł się z ziemi, wyjął miecz z pochwy i wymierzył w blondyna. Jego oczy przepełnione były nienawiścią, która odbierała mu resztki logicznego myślenia.
– Gadaj co wiesz albo cię zabiję! Nie mam czasu na twoje gierki!
Błękitnooki powoli zaczął podnosić się z ziemi, aby nie sprowokować swoim działaniem żadnego niechybnego ruchu ze strony Milana.
– Aż tak bardzo nienawidzisz swojej mocy? – bardziej stwierdził niż zapytał łagodnym tonem blondyn nic nie robiąc sobie z miecza, który aktualnie stykał się z jego delikatną skórą na szyi.
– Nie igraj ze mną, Leder! – wysyczał uświadamiając sobie, że właśnie teraz błękitnooki przede wszystkim odkrył jego największą słabość jaką jest jego bezużyteczna moc – Mów co wiesz!
– Milan, twoja moc nie jest powodem do wstydu! – krzyknął blondyn, aby dotrzeć do zaślepionego nienawiścią umysłu i serca szarookiego – Moc to dar, który jest bardzo cenny – ostatnie zdanie ledwo wykrztusił łagodnym tonem. Ręce Milana drżały przez co miecz mimowolnie zaczął coraz bardziej ranić skórę na szyi, skutecznie utrudniał mu to powiedzenie czegokolwiek. Z rany wydobyła się stróżka krwi, która zaczęła spływać w dół aż nie wsiąkła w zniszczone ubrania Ledera.
– Co ty możesz, do cholery, wiedzieć?! – wrzasnął czarnowłosy, z rozdygotanej dłoni wyleciał mu miecz, który upadł z łoskotem na ziemię. Pochylił głowę w dół, aby Leder nie mógł zobaczyć jego łez, które zaczęły wydobywać się wbrew jego woli. Schylił się, podniósł błyskawicznie miecz z ziemi i schował go niezdarnie do pochwy, aby odwrócić uwagę blondyna od swojej twarzy. Zdradzieckie łzy musiały akurat w najmniej odpowiednim momencie wypłynąć. Wcześniej nawet jak chciał, aby płacz przyniósł mu chwilowe ukojenie po stracie bliskich to nie mógł się zmusić do ani do jednej samotnej łezki, a teraz rozryczał się niczym małe dziecko. Odwrócił się w stronę rzeki i odszedł, aby obmyć twarz chłodną wodą, może chociaż ona ukoi jego zszargane przez Ledera nerwy.
Blondyn stojąc przyglądał się jak Milan ciągle nabiera w dłonie wodę i płucze twarz. Domyślił się co szarooki chciał przed nim tak usilnie ukryć. Z tego co już zdążył dowiedzieć się o Milanie wiedział, że właśnie przyczynił się do zniszczenia jakiejś bariery, która otaczała czarnowłosego. Czyżby tak bardzo było zakorzenione w jego umyśle, że moc kwiatów jest czymś gorszym? Może ktoś wyśmiewał się z tego i wygadywał jakieś okropne bzdury o tym. Czasem wielokrotne powtórzone kłamstwo w końcu staje się prawdą.
Podszedł do niego i stanął tuż za nim. Poczekał aż Milan skończy obmywać twarz i dopiero wtedy się odezwał:
– Czy sądzisz, że moc ognia jest czymś lepszym od mocy kwiatów. Zabiłem tysiące niewinnych istnień czy to robi ze mnie kogoś lepszego? – spytał Leder delikatnym głosem – Gdybym był na twoim miejscu cieszyłbym się, że moja moc może pomagać ludziom.
Milan podniósł się z klęczek i odwrócił się w stronę blondyna. Jego spuchnięte delikatnie oczy były jedynym dowodem tego, że jeszcze chwilę temu płakał.
– Skoro chcesz pomagać ludziom dlaczego ich wszystkich wymordowałeś? – wpatrywał się swoimi szarymi oczami wprost w te należące do Ledera. Nie było już gniewu w tych oczach, jedynie bezsilność i odrobina ciekawości tak jakby Milan potrzebował, aby w końcu ktoś przebił się przez jego długoletnią barierę i rozwalił ją z hukiem jak to zrobił blondyn stojący tuż przed nim. W końcu przynajmniej poczuł zalążek ulgi, że chociaż ten ciężar został zdjęty z jego krwawiącego serca.
– Nie chciałem tego, nigdy nie byłbym w stanie zabić mojej rodziny i tylu mieszkańców – odparł blondyn smutnym głosem, w jego błękitnych oczach wręcz wylewało się cierpienie. Schylił głowę nie będąc już w stanie patrzeć w szare oczy Milana, w których nie było już nienawiści do niego. Chciał dalej w nich to widzieć, pragnął, aby ten człowiek stojący przed nim nienawidził go z całego serca, żeby go zabił za to co uczynił, ponieważ on nigdy sobie nie wybaczy tego co zrobił.
Milan dopiero teraz uświadomił sobie, że teraz naprawdę chce wysłuchać co ma do powiedzenia blondyn. Nie dlatego, że tak wypada i powinien to zrobić. Chciał poznać historię Ledera i dopiero wtedy na chłodno wszystko przekalkulować i wyciągnąć wnioski.
– Do mojego domu wtargnęła trójka złodziejaszków – Leder zaczął opowiadać głosem pozbawionym emocji, zatopił się w swoich wspomnieniach, tak jakby przeżywał wszystko ponownie od nowa – Sądziłem, że to tylko jacyś bandyci, którzy no wiesz pragną jedynie pieniędzy i kobiet. Jednak oni wiedzieli o mojej mocy, chcieli zwerbować mnie, abym stał się jednym z nich. Ta trójka była praktycznie nie do pokonania, jeden z nich miał moc niewidzialności, drugi teleportacji, a trzeci to nie mam pojęcia, ale pewnie też równie potężną. Nie mam pojęcia po co ja im byłem tam jeszcze potrzebny. Zabili moich rodziców, wtedy użyłem mojej mocy po raz pierwszy. Nim się obejrzałem mój dom stanął w płomieniach przez to, że podłożyli tam dodatkowo ogień. Moja moc działa w ten sposób, że ogień sam z siebie niknie po kilku sekundach, ale jeśli zetknie się z takim co powstał w inny sposób podtrzymuje jego palenie. Byłem głupi i oślepiony nienawiścią, a oni niestety przewidzieli każdy mój ruch, że zacznę ich gonić chcąc, aby zapłacili za śmierć moich rodziców. Pragnąłem się zemścić, a oni postanowili podłożyć ogień w różnych miejscach Karlis. Dlatego miasto tak szybko stanęło w płomieniach. Moja moc i ogień, który podłożyli przyniosły katastrofalne skutki. Wszystko zostało spotęgowane przez moją głupotę, ponieważ w pewnym momencie przestałem kontrolować swoją moc.
Milan słuchał uważnie nie odzywając się ani słowem. Gdy Leder ucichł kończąc swoją opowieść nastała głucha cisza, której nikt nie chciał przerywać. Ich myśli jednak podążały podobnym torem, Karlis - miasto, które raz na zawsze zostało pochłonięte przez zabójczy żywioł, a w tym bliscy obydwóch chłopców. Jak czwórka mężczyzn mogła doprowadzić do unicestwienia całego miasta liczącego kilka tysięcy mieszkańców? To wydaje się takie nieprawdopodobne, a jednak to się stało.
Milan w końcu uniósł delikatnie swoje kąciki ust ku górze. Kiwnął głową w podzięce blondynowi, a następnie ruszył z powrotem w stronę lasu. Na twarzy miał wymalowaną zaciętość, a w oczach widniał błysk świadczący, że nie spocznie dopóki nie osiągnie swojego celu, który sobie przedsięwziął.
Jednak zaraz przystanął, pokręcił głową jakby karcił się ze swojego zapominalstwa i próbując o niczym nie myśleć musiał jak najprędzej się skupić. Chciał aktywować swoją moc. Zaczął przechadzać się radosnym krokiem pozostawiając za sobą gdziekolwiek nie poszedł jasno zielone tulipany*. Schylił się i zerwał wszystkie kwiaty, a następnie wręczył je Lederowi.
– Musisz ogrzać je pod ogniem, aby wydobyć z nich leczniczą substancję. Raczej starczy ci tyle tych badyli aż wszystkie rany ci się nie zagoją – rzekł spokojnie Milan. Nie miał pojęcia skąd nagle pragnął odwdzięczyć się blondynowi. Przecież to po części on stał za podpalenien miasta, jednak on wolał zająć się trójką rabusiów. Patrząc na błękitnookiego nigdy w życiu nie uwierzyłby, aby był zdolny kogoś skrzywdzić. Zawsze wierzył, że każdy powinien płacić za swoje czyny, był jednak pewny, że Leder już wystarczająco wycierpiał.
– Dlaczego mi to dajesz? – spytał blondyn nie kryjąc zdziwienia, zachowanie szarookiego całkowicie go zaskoczyło czego nie ukrywał. Był pewien, że Milana nie obejdzie to, że złodzieje wplątali go umyślnie w swój plan.
– Nie zadawaj głupich pytań – prychnął nie mając ochoty tłumaczyć się dlaczego jego serce podjęło taką, a nie inną decyzję – Tak czy inaczej, tutaj nasze drogi się rozchodzą – odparł i wcisnął wszystkie tulipany w ręce Ledera po czym odszedł w stronę lasu ani razu nie odwracając się za siebie.
Blondyn wpatrywał się jak szarooki odchodzi, a jego czarne włosy oraz peleryna powiewały na wietrze. Spojrzał na bukiet kwiatów, a z jego oczów zaczęły wydobywać się słone łzy. Czy naprawdę na to zasłużył? Pragnął śmierci, aby odkupić swoje winy, a zamiast tego dostał kwiaty, które wyleczą jego rany. Chciał wpatrywać się w szare oczy Milana pełne nienawiści, a ostatni raz patrząc w jego oczy mógł ujrzeć słaby, ale jednak widoczny błysk radości i nadziei.
Nie zasłużył na to! Jego ręce zaczęły niekontrolowanie drżeć aż w końcu wypadły z nich trzymane tulipany. Spadły na ziemię niszcząc całkowicie bukiet, które jeszcze przed chwilą tworzyły.
* Zieleń oznacza nadzieję
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz