Strony

sobota, 25 lipca 2020

Więzy krwi

Słuchałem opowieści dziadka, któremu czasem przerywał Sulim, aby wtrącić coś ważnego. Gdy obydwoje umilkli zapadła w domku cisza, która została przerwana gdy zacząłem stukać paznokciami o drewniany stolik przy którym siedziałem. W ten sposób łatwiej było mi myśleć, a jednak siłą rzeczy zostałem zmuszony, aby wszystko dokładnie przeanalizować.

– Czyli sugerujecie, że to ja jestem osobą, która nie urodziła się w Silos? – zapytałem po dłuższej chwili, dalej nie byłem w stanie zrozumieć jak to się stało – Ale jeśli się tutaj nie urodziłem to gdzie niby?

– Tak, Sawin, nie urodziłeś się w Silos. Gdy byłeś mały znalazłem cię w lesie – odparł spokojnie dziadek, ale w jego oczach tliło się zmartwienie – Nie chciałem ci nigdy o tym powiedzieć, ponieważ sądziłem, że tak będzie dla ciebie łatwiej. Będziesz uznawał mnie za prawdziwego dziadka, a Sulima za brata.

– Dziadku, nie jestem na ciebie zły – podrapałem się nerwowo po karku – No może trochę, bo tyle to ukrywałeś, ale i tak dalej będę nazywał cię dziadkiem, ty mnie wychowałeś i nie mógłbym tak po prostu mówić do ciebie inaczej.

Dziadek wyciągnął swoje ręce tak, abym mógł się przytulić. Uśmiechnąłem się do niego uspokajająco i z radością wpadłem w jego ramiona. Gdy się odsunąłem od niego starłem jeszcze kciukiem samotną łzę, która spływała mu po policzku.

– Dziadku, wyczytałeś może co się stanie gdy to ktoś inny niż Sawin naprawi barierę? – spytał Sulim, a ja automatycznie spojrzałem na niego zapominając przez chwilę, że on też przebywa w domku.

– Przykro mi, nie mam pojęcia. W tych starych pergaminach nic o tym nie zostało napisane – odparł ze smutkiem – Mam nadzieję jednak, że nikt nie będzie tak lekkomyślnie tego próbował. Nic dobrego raczej z tego nie wyniknie.

Pokiwałem głową na potwierdzenie. Wolę nie narażać nikogo na to co mogłoby się stać.

– Nie martw się dziadku, naprawię barierę. Postaram się zrobić to jak najszybciej, aby Silos w końcu przestało wariować – odparłem i skierowałem się w stronę wyjścia z domku.

– Uważaj na siebie Sawin, nie chcę stracić wnuka! – zawołał za mną dziadek.

– Nie stracisz, dziadku! – odkrzyknąłem i odwróciłem się w jego stronę poraz ostatni, aby posłać mu uspokający uśmiech, zaraz po tym nacisnąłem klamkę w drzwiach i wyszedłem z domku.

Na lekko drżących nogach skierowałem się w stronę stajni. Mógłbym tam polecieć, ale wolałem mieć towarzystwo w postaci Jaśminy. Może to i trochę nienormalne, ale wolałem gadać do konia niż do siebie, on przynajmniej mnie słucha. Podszedłem do klaczy i przywitałem się z nią głaszcząc ją po chrapach.

– Boisz się? – usłyszałem głos Sulima na co się wzdrygnąłem ze strachu, a zaraz po tym odwróciłem głowę w tamtą stronę. W wejściu przy stajni stał Sulim i z założonymi rękoma wpatrywał się we mnie.

– Nie, nie boję się – odrzekłem spokojnie delikatnie się uśmiechając.

– Kłamiesz – prychnął i podszedł do Lazura – Jeszcze ci się to nie znudziło?

Zignorowałem jego słowa udając, że jestem zbyt skupiony na głaskaniu Jaśminy.

Kątem oka zauważyłem, że Sulim zaczął zakładać Lazurowi ogłowie z wodzami na co zdziwiony zmarszczyłem brwi.

– Co ty robisz? – spytałem próbując zobaczyć twarz Sulima, aby wyczytać z niej cokolwiek.

– Nie widzisz? Zabieram Lazura na przejażdżkę – odparł i uśmiechnął się kpiąco w moją stronę. Następnie pociągnął ogiera za wodze i wyprowadził ze stajni.

Wzruszyłem jedynie ramionami, niech robi co mu się podoba. Wziąłem ogłowie z wodzami i ubrałem Jaśminie, a następnie również wyszedłem ze stajni.

Rozejrzałem się, ale po Sulimie i Lazurze nie było już ani śladu. Miałem nadzieję, że życzy mi chociaż powodzenia, ale najwidoczniej się przeliczyłem przez co mimowolnie zrobiło mi się odrobinę smutno. Zaraz po tym pokręciłem głową, aby odegnać te myśli, muszę ratować Silos, a nie przejmować się jakąś drobnostką. Wsiadłem na klacz i skierowałem się w stronę lasu.

Gdy tylko przejechałem kilka metrów z nieba zaczęły spadać kolorowe kulki. Przez co jedynie ścisnąłem łydkami boki Jaśminy, aby przyspieszyła. Te kolorowe kropki w kształcie kropli raczej nie były takie straszne jak te huki i światła z nocy, ale i tak wolę, aby Silos przestało wariować.

Wyjeżdżałem właśnie z miasteczka gdy usłyszałem tętent kopyt. Spojrzałem za siebie i zobaczyłem jak Sulim galopuje na Lazurze w moją stronę. Zatrzymałem Jaśminę zaciekawiony tym co ma mi do przekazania.

– Co ty tutaj robisz? – spytałem gdy zrównał się ze mną.

– Wybieram się na przejażdżkę po granicy Silos – odparł uśmiechając się niewinnie.

Poczułem wewnątrz siebie wielką radość na jego słowa, ale nie mogłem mu na to pozwolić, aby mi towarzyszył czy za mnie to zrobił. To był zbyt niebezpieczne dla niego.

– Sulim, to ja muszę zrobić. Nie chcę ciebie narażać na niebezpieczeństwo. Proszę wróć do dziadka i się nim zaopiekuj – poprosiłem łagodnie.

– Sawin, dziadkowi w domku nic nie grozi w przeciwieństwie do ciebie. Jesteś moim małym, głupim braciszkiem niezależnie od tego czy wiążą na więzy krwi czy nie i beze mnie to raczej pięć razy zginiesz niż uratujesz Silos – odparł z powagą mimo słów jakich użył.

– W końcu zmieniłeś swoją zwyczajową formułkę – zaśmiałem się i mimowolnie z kącika oka zaczęła mi spływać łza ze wzruszenia, nigdy nie usłyszałem z jego ust takich słów. Zawsze byłem pewien, że raczej wolałby nie mieć brata niż mieć według niego takiego "głupiego".

– Kiedyś musiał nadejść ten czas. Obiecuję, że nie będę zbliżać się do tych kamieni, więc możemy już jechać? – spytał Sulim lekko zniecierpliwiony, ponieważ kolorowe krople zaczęły coraz szybciej spadać na ziemię co na pewno nie zwiastowało niczego dobrego.

Mruknąłem jedynie na zgodę i ścisnąłem łydkami boki Jaśminy, aby przyspieszyła.

– Jak myślisz, to gdzieś tutaj powinno być, co nie? – spytałem po chwili zatrzymując się i zsiadając z konia.

– Szkoda, że dziadek nie udzielił nam więcej informacji dotyczących położenia tych kamieni – westchnął Sulim i również zsiadł z konia, aby się rozejrzeć.

Rozglądałem się po drodze, ale nic szczególnego nie zwróciło mojej uwagi. Nie wiem dlaczego, ale od kąd się tylko dowiedziałem o tych kamieniach to myślałem, że będzie wbity w ziemię znak przykładowo z kroplą wody, a kawałek pod nią będzie zakopany kamień. Najwidoczniej się przeliczyłem, a to znaczy, że zadanie, które mi powierzone jest sto razy trudniejsze niż początkowo zakładałem.

– Co powinnyśmy robić? Zacząć kopać? Przecież to nam zajmie wieki gdy zaczniemy przekopywać całą drogę od Silos do lasu – odparłem bezradnie.

– Uspokój się, najpierw się uważnie rozejrzyjmy, może znajdziemy jakąś podpowiedź czy coś w tym stylu – zaproponował Sulim, a ja odetchnąłem z ulgą, że jednak zgodziłem się na to, aby mi towarzyszył. Gdyby go tutaj nie było to pewnie już bym wpadł w panikę, a potem wkurzony przekopywał całą drogę, aby odnaleźć ten głupi kamień.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz