wtorek, 14 lipca 2020

Będziemy martwi

Oszołomiony dopiero po chwili poczułem jak Sulim chwyta mnie za nadgarstek i ciągnie z powrotem do gospody. Jednak gdy tylko otworzył drzwi stamtąd wybiegli Amalija, Gnierat oraz Namir.
 
Na ich twarzach również malowało się przerażenie. Błyski światła oraz huk, który po nich następował paraliżował przez co moi przyjaciele stanęli jak skamieniali nie mając pojęcia co robić.
 
- Wracajcie do środka! - krzyknął Sulim do trójki, która właśnie wybiegła.
 
Amalija pierwsza otrząsnęła się z szoku i weszła z powrotem do gospody, a za nim jej brat, następnie Namir, a na końcu ja z Sulimem, który nadal trzymał mój nadgarstek, ale gdy tylko weszliśmy puścił go.
 
Cała czwórka przekrzykiwała się w tym co teraz mamy robić, czy wrócić do swoich domów czy może lepiej zostać w gospodzie. Ja jednak nie byłem w stanie skupić się na przebiegu rozmowy, więc stałem z boku nie przysłuchując się jej. Byłem zbyt oszołomiony tym co się stało, przecież chwilę temu błysk światła pojawił się tuż obok mnie. Jedynym o czym myślałem to to, że muszę wrócić do domu, gdzie jest bezpiecznie, ponieważ tam jest dziadek. Muszę sprawdzić czy na pewno nic mu nie grozi. Przeczucie mówiło mi, że może jednak dziadek opuścił dom, a teraz jest w ogromnym niebezpieczeństwie.
 
- Dlaczego tak się trzęsiesz? - usłyszałem głos Sulima, ale brzmiał tak jakby mówił do mnie z oddali.
Po chwili ktoś pstryknął mi palcami koło ucha przez automatycznie wzdrygnąłem się i popatrzyłem na tą osobę, którą był Gnierat.
 
- Ja... ja muszę coś sprawdzić - powiedziałem jak w transie i wybiegłem z gospody. Usłyszałem za sobą jeszcze krzyk kogoś, ale zignorowałem to.
 
W myślach błagałem tylko, aby moje przeczucie się myliło. Ono musiało się mylić, nie było innego wyjścia.
 
Ujrzałem nasz domek przez co mimowolnie odetchnąłem z ulgą i przyspieszyłem bieg. Nagle tuż przede mnie pojawił błysk światła, a zaraz po tym huk. Poczułem jak niewidzialna siła odrzuca mnie kawałek przez co wylądowałem na plecach i potrzebowałem chwili, aby się otrząsnąć z szoku.
 
- Nic ci nie jest?! - usłyszałem krzyk Sulima, a gdy spojrzałem w jego stronę zobaczyłem, że kuca tuż przy mnie.
 
Nie byłem w stanie wykrztusić z siebie ani słowa, więc jedynie pokręciłem przecząco głową. Sulim pomógł mi wstać, a ja musiałem się go chwilę dłużej przytrzymać. Nogi mi dygotały ze strachu, ale wiedziałem, że nie ma czasu na zatrzymywanie się. Co zresztą chyba Sulim też zauważył, byłem pewny, że mnie okrzyczy za to, że tak bezmyślnie wybiegłem z gospody. Najwidoczniej zrozumiał, że na to przyjdzie czas jak już będziemy bezpieczni. Chyba jednak wolałem, aby mnie okrzyczał to przynajmniej znaczyłoby, że wszystko jest jak dawniej, czyli normalnie.
 
***
 
Sulim wbiegł pierwszy do domu, a ja zaraz po nim. Od razu zrozumiałem, że dziadka nie ma w środku, ponieważ wszędzie panowała ciemność. Chodził późno spać, więc zawsze pilnował, aby w piecu palił się ogień, ale teraz płomień w piecu dogasał. Jednak dalej gdzieś we mnie tliła się niewielka nadzieja, że może dziadek poszedł wcześniej spać niż zazwyczaj.
 
Mimo tego, że panowała ciemność pobiegłem do jego łóżka ciągle wołając po drodze: "Dziadku, jesteś?". Nawet nie zauważyłem kiedy z moich oczów zaczęły wydobywać się słone łzy rozpaczy.
 
- Sawin, przestań - rzekł spokojnie Sawin gdy dalej wołałem - Dziadka tu nie ma.
Spojrzałem w jego stronę, ale zobaczyłem tylko niewyraźny zarys jego sylwetki. Oparłem się o ścianę i zsunąłem się po niej, aby usiąść. Sulim uczynił to samo obok mnie. Wpatrywałem się w niego z nadzieją jakby on miał niby wiedzieć gdzie jest dziadek. Jednak Sulim jedynie schował twarz w dłonie i więcej już nic do mnie nie powiedział.
 
- Co teraz zrobimy? Powinnyśmy go szukać? - pytałem szeptem - Może coś mu się stało, powinniśmy go poszukać - sam sobie odpowiedziałem zanim mój brat zdążył w ogóle pomyśleć nad odpowiedzią.
Szybko się poderwałem z siadu i ruszyłem w stronę drzwi.
 
- Zaczekaj, to nie jest bezpieczne teraz wychodzić. Powinniśmy poczekać do rana aż na zewnątrz się uspokoi - powiedział Sulim spokojnie.
 
Wiedziałem, że mimo tego, że próbuje być opanowany w środku też pewnie jest tak samo przerażony jak ja. Jednak on woli to wszystko ukrywać.
 
- Ale on do rana może nie przeżyć! - wrzasnąłem rozpaczony - Proszę, Sulim poszukajmy go - poprosiłem płaczliwie.
 
- Sawin, jeśli teraz wyjdziemy obydwoje możemy tego nie przeżyć. Pomyśl, jeśli dziadek jednak żyje i wróci rano, a jedno z nas albo co gorsza obydwaj będziemy martwi wiesz jak dziadek będzie się obwiniał o to? - tłumaczył lekko już zdenerwowany, ale w jego głosie nie tliło się żadne wahanie. Wiedziałem, że niezależnie co powiem on już zdania nie zmieni. 
 
Gdy skończył mówić wstał i podszedł do mnie. 
 
- Wiem, że się martwisz o dziadka, ja też, ale naprawdę teraz musimy tutaj zostać. Nie możesz wyjść i krzyczeć na całe Silos "dziadku", bo to jawne proszenie się o śmierć - rzekł łagodniej tarmosząc moje czarne włosy, aby dodać mi otuchy - Chodźmy lepiej spać, a może dziadek w ciągu nocy wróci.
 
- I tak nie zasnę, więc po co tracić czas? - prychnąłem tylko i strzepnąłem jego rękę z moich włosów dalej wkurzony z powodu, że nie pozwolił mi iść poszukać dziadka.
 
- Sawin, przestań - odpowiedział ostrzej, najwidoczniej już trochę poirytowany moim zachowaniem.
 
Mruknąłem tylko coś niewyraźnie i poszedłem do swojego łóżka. Przyznałem trochę racji Sulimowi, że gdybym teraz wyszedł na poszukiwania dziadka mógłbym nie przeżyć, ale nie obchodziło mnie moje życie dopóki istniała szansa, że mógłbym uratować jego. 
 
Nawet nie zauważyłem kiedy ze zmęczenia powieki mi się zamknęły i po prostu zasnąłem.
 
***
 
Obudziło mnie szturchanie w ramię, od razu założyłem, że to pewnie Sulim, więc to zignorowałem. Miałem ochotę pospać jeszcze przez kilka godzin, a nie stawać skoro świt, bo zazwyczaj jak ktoś mnie budził to tylko o tej porze.
 
- Sawin, wstawaj! - krzyknął Sulim nie dając mi spokoju.
 
Mruknąłem coś niewyraźnie w odpowiedzi, co miało brzmieć coś w stylu: "Daj mi spokój, śpię!".
Usłyszałem westchnięcie Sulima na co delikatnie się uśmiechnąłem, bo wiedziałem, że teraz da mi spokój. A przynajmniej taką miałem nadzieję. Jednak jego kolejne słowa całkowicie mnie zmroziły i automatycznie przypomniałem sobie co wydarzyło się zaledwie dzień wcześniej.
 
- Dziadek wrócił - rzekł spokojnie na co ją automatycznie poderwałem się łóżka i zacząłem rozglądać się po domu.
 
Moje spojrzenie spotkało się z tym należące do dziadka, a ja już wiedziałem, że to co powie to niestety nie będzie nic dobrego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz