sobota, 25 lipca 2020

Więzy krwi

Słuchałem opowieści dziadka, któremu czasem przerywał Sulim, aby wtrącić coś ważnego. Gdy obydwoje umilkli zapadła w domku cisza, która została przerwana gdy zacząłem stukać paznokciami o drewniany stolik przy którym siedziałem. W ten sposób łatwiej było mi myśleć, a jednak siłą rzeczy zostałem zmuszony, aby wszystko dokładnie przeanalizować.

– Czyli sugerujecie, że to ja jestem osobą, która nie urodziła się w Silos? – zapytałem po dłuższej chwili, dalej nie byłem w stanie zrozumieć jak to się stało – Ale jeśli się tutaj nie urodziłem to gdzie niby?

– Tak, Sawin, nie urodziłeś się w Silos. Gdy byłeś mały znalazłem cię w lesie – odparł spokojnie dziadek, ale w jego oczach tliło się zmartwienie – Nie chciałem ci nigdy o tym powiedzieć, ponieważ sądziłem, że tak będzie dla ciebie łatwiej. Będziesz uznawał mnie za prawdziwego dziadka, a Sulima za brata.

– Dziadku, nie jestem na ciebie zły – podrapałem się nerwowo po karku – No może trochę, bo tyle to ukrywałeś, ale i tak dalej będę nazywał cię dziadkiem, ty mnie wychowałeś i nie mógłbym tak po prostu mówić do ciebie inaczej.

Dziadek wyciągnął swoje ręce tak, abym mógł się przytulić. Uśmiechnąłem się do niego uspokajająco i z radością wpadłem w jego ramiona. Gdy się odsunąłem od niego starłem jeszcze kciukiem samotną łzę, która spływała mu po policzku.

– Dziadku, wyczytałeś może co się stanie gdy to ktoś inny niż Sawin naprawi barierę? – spytał Sulim, a ja automatycznie spojrzałem na niego zapominając przez chwilę, że on też przebywa w domku.

– Przykro mi, nie mam pojęcia. W tych starych pergaminach nic o tym nie zostało napisane – odparł ze smutkiem – Mam nadzieję jednak, że nikt nie będzie tak lekkomyślnie tego próbował. Nic dobrego raczej z tego nie wyniknie.

Pokiwałem głową na potwierdzenie. Wolę nie narażać nikogo na to co mogłoby się stać.

– Nie martw się dziadku, naprawię barierę. Postaram się zrobić to jak najszybciej, aby Silos w końcu przestało wariować – odparłem i skierowałem się w stronę wyjścia z domku.

– Uważaj na siebie Sawin, nie chcę stracić wnuka! – zawołał za mną dziadek.

– Nie stracisz, dziadku! – odkrzyknąłem i odwróciłem się w jego stronę poraz ostatni, aby posłać mu uspokający uśmiech, zaraz po tym nacisnąłem klamkę w drzwiach i wyszedłem z domku.

Na lekko drżących nogach skierowałem się w stronę stajni. Mógłbym tam polecieć, ale wolałem mieć towarzystwo w postaci Jaśminy. Może to i trochę nienormalne, ale wolałem gadać do konia niż do siebie, on przynajmniej mnie słucha. Podszedłem do klaczy i przywitałem się z nią głaszcząc ją po chrapach.

– Boisz się? – usłyszałem głos Sulima na co się wzdrygnąłem ze strachu, a zaraz po tym odwróciłem głowę w tamtą stronę. W wejściu przy stajni stał Sulim i z założonymi rękoma wpatrywał się we mnie.

– Nie, nie boję się – odrzekłem spokojnie delikatnie się uśmiechając.

– Kłamiesz – prychnął i podszedł do Lazura – Jeszcze ci się to nie znudziło?

Zignorowałem jego słowa udając, że jestem zbyt skupiony na głaskaniu Jaśminy.

Kątem oka zauważyłem, że Sulim zaczął zakładać Lazurowi ogłowie z wodzami na co zdziwiony zmarszczyłem brwi.

– Co ty robisz? – spytałem próbując zobaczyć twarz Sulima, aby wyczytać z niej cokolwiek.

– Nie widzisz? Zabieram Lazura na przejażdżkę – odparł i uśmiechnął się kpiąco w moją stronę. Następnie pociągnął ogiera za wodze i wyprowadził ze stajni.

Wzruszyłem jedynie ramionami, niech robi co mu się podoba. Wziąłem ogłowie z wodzami i ubrałem Jaśminie, a następnie również wyszedłem ze stajni.

Rozejrzałem się, ale po Sulimie i Lazurze nie było już ani śladu. Miałem nadzieję, że życzy mi chociaż powodzenia, ale najwidoczniej się przeliczyłem przez co mimowolnie zrobiło mi się odrobinę smutno. Zaraz po tym pokręciłem głową, aby odegnać te myśli, muszę ratować Silos, a nie przejmować się jakąś drobnostką. Wsiadłem na klacz i skierowałem się w stronę lasu.

Gdy tylko przejechałem kilka metrów z nieba zaczęły spadać kolorowe kulki. Przez co jedynie ścisnąłem łydkami boki Jaśminy, aby przyspieszyła. Te kolorowe kropki w kształcie kropli raczej nie były takie straszne jak te huki i światła z nocy, ale i tak wolę, aby Silos przestało wariować.

Wyjeżdżałem właśnie z miasteczka gdy usłyszałem tętent kopyt. Spojrzałem za siebie i zobaczyłem jak Sulim galopuje na Lazurze w moją stronę. Zatrzymałem Jaśminę zaciekawiony tym co ma mi do przekazania.

– Co ty tutaj robisz? – spytałem gdy zrównał się ze mną.

– Wybieram się na przejażdżkę po granicy Silos – odparł uśmiechając się niewinnie.

Poczułem wewnątrz siebie wielką radość na jego słowa, ale nie mogłem mu na to pozwolić, aby mi towarzyszył czy za mnie to zrobił. To był zbyt niebezpieczne dla niego.

– Sulim, to ja muszę zrobić. Nie chcę ciebie narażać na niebezpieczeństwo. Proszę wróć do dziadka i się nim zaopiekuj – poprosiłem łagodnie.

– Sawin, dziadkowi w domku nic nie grozi w przeciwieństwie do ciebie. Jesteś moim małym, głupim braciszkiem niezależnie od tego czy wiążą na więzy krwi czy nie i beze mnie to raczej pięć razy zginiesz niż uratujesz Silos – odparł z powagą mimo słów jakich użył.

– W końcu zmieniłeś swoją zwyczajową formułkę – zaśmiałem się i mimowolnie z kącika oka zaczęła mi spływać łza ze wzruszenia, nigdy nie usłyszałem z jego ust takich słów. Zawsze byłem pewien, że raczej wolałby nie mieć brata niż mieć według niego takiego "głupiego".

– Kiedyś musiał nadejść ten czas. Obiecuję, że nie będę zbliżać się do tych kamieni, więc możemy już jechać? – spytał Sulim lekko zniecierpliwiony, ponieważ kolorowe krople zaczęły coraz szybciej spadać na ziemię co na pewno nie zwiastowało niczego dobrego.

Mruknąłem jedynie na zgodę i ścisnąłem łydkami boki Jaśminy, aby przyspieszyła.

– Jak myślisz, to gdzieś tutaj powinno być, co nie? – spytałem po chwili zatrzymując się i zsiadając z konia.

– Szkoda, że dziadek nie udzielił nam więcej informacji dotyczących położenia tych kamieni – westchnął Sulim i również zsiadł z konia, aby się rozejrzeć.

Rozglądałem się po drodze, ale nic szczególnego nie zwróciło mojej uwagi. Nie wiem dlaczego, ale od kąd się tylko dowiedziałem o tych kamieniach to myślałem, że będzie wbity w ziemię znak przykładowo z kroplą wody, a kawałek pod nią będzie zakopany kamień. Najwidoczniej się przeliczyłem, a to znaczy, że zadanie, które mi powierzone jest sto razy trudniejsze niż początkowo zakładałem.

– Co powinnyśmy robić? Zacząć kopać? Przecież to nam zajmie wieki gdy zaczniemy przekopywać całą drogę od Silos do lasu – odparłem bezradnie.

– Uspokój się, najpierw się uważnie rozejrzyjmy, może znajdziemy jakąś podpowiedź czy coś w tym stylu – zaproponował Sulim, a ja odetchnąłem z ulgą, że jednak zgodziłem się na to, aby mi towarzyszył. Gdyby go tutaj nie było to pewnie już bym wpadł w panikę, a potem wkurzony przekopywał całą drogę, aby odnaleźć ten głupi kamień.



Niebieska trawa

Uklęknąłem, aby mieć lepszy widok na drogę i pewnie bardzo głupio wyglądałem patrząc na każde ziarenko piasku, ale za bardzo mnie to nie obchodziło. Mam przed sobą o wiele bardziej ważne i godne zadanie jakim jest uratowanie Silos.
 
– Nie ma tu żadnego głupiego kamienia – mruknąłem po chwili – Ej, Sulim, zobacz co znalazłem, liścianka tutaj jest! – krzyknąłem zachwycony. 
 
Liścianka była najrzadszym cukierkiem w Silos. Można było ją dostać tylko w jeden dzień w roku gdy wódz obchodził swoje urodziny. Jednak niezależnie czy się było dorosłym czy dzieckiem każdy szalał za słodkim i małym cukierkiem, który po wzięciu do ust prawie natychmiast rozpuszczał się na języku.
 
– Sawin, ty debilu! – wrzasnął na mnie Sulim i zdzielił mnie ręką po głowie na co krzyknąłem z bólu – Mamy szukać kamienia, a nie słodyczy. Chyba dziadek nie mógł wpaść na gorszy pomysł niż tobie powierzyć los całego Silos.
 
– Sam jesteś debilem – prychnąłem w odpowiedzi – No szukam tego kamienia przecież, liściankę znalazłem tylko przez przypadek, a ty już musiałeś się na mnie wydrzeć.
 
– To szukaj i nie marudź! – krzyknął i zaczął rozglądać się po trawie, która rosła wzdłuż drogi.
Podniosłem się z drogi i zacząłem przeszukiwać spojrzeniem trawę gdy nagle mój wzrok został przyciągnięty przez kępę, która była w niebieskim kolorze.
 
– Ej, Sulim, tutaj jest niebieska trawa! – krzyknąłem zafascynowany tym znaleziskiem.
Mój brat podszedł do mnie i również spojrzał na to rzadko spotykane zjawisko.
 
– Brawo, mój głupiutki braciszku, chyba właśnie znalazłeś to miejsce – wyciągnął rękę i poklepał mnie po głowie – To teraz, ja idę zrobić sobie popołudniową drzemkę, a tobie życzę miłej zabawy w glebie – zaśmiał się i zanim się zorientowałem odszedł kawałek dalej, a następnie zdjął swoją wierzchnie okrycie, aby rozłożyć je na trawie po czym sam położył się na nim.
 
– Sulim! Dlaczego mi nie chcesz pomóc w kopaniu?! – wrzasnąłem wkurzony, że to ja muszę wykonywać brudną robotę.
 
– Obiecałem ci przecież, że nie będę się zbliżać do kamieni! – odkrzyknął radośnie, a ja jedynie jeszcze bardziej wkurzony zgiąłem palce w pięść i próbowałem się uspokoić. Wiedziałem, że ma rację, ale kopanie pewnie zajmie mi wieki, a przy okazji muszę to robić samymi dłońmi przez co również nie mam ani odrobiny motywacji, aby zacząć.
 
Jedyną pozytywną rzeczą było to, że ze zeszłej nocy padało dzięki czemu łatwiej było kopać w ziemii. Wyrwałem kępę niebieskiej trawy, aby dostać się do gleby. 
 
Gdy coraz więcej czasu mijało zdarzało mi się słyszeć jak Sulim rzuca jakieś ciche uwagi w stylu: 
 
,,Dlaczego tyle ci to zajmuje?". Ale puszczałem to mimo uszu, nie miałem czasu, aby akurat teraz wdawać się z nim w jakieś bezsensowne kłótnie. Dłonie miałem całe ubrudzone, więc gdy moim oczom ukazał się kawałek kamienia z symbolem kropli, co chyba miało oznaczać wodę, na mojej twarzy od razu pojawił się ogromny uśmiech.
 
– Sulim, znalazłem! – wrzasnąłem i wyjąłem kamień z dziury.
 
– Naprawdę?! – spytał Sulim podnosząc się z pozycji leżącej.
 
Przewróciłem zniecierpliwiony oczami. Wkurzyło mnie, że mi nie uwierzył. Podszedłem do niego z kamieniem i mu pokazałem.
 
– Tylko nie bierz do ręki – pouczułem go gdyby przypadkiem zapomniał o tym co mówił wcześniej dziadek.
 
– Dobra robota – pochwalił mnie podnosząc swoje kąciki ust przez co jego wargi rozciągnęły się w łagodnym uśmiechu – A teraz zakop ten kamień z powrotem.
 
– Co?! Dlaczego mam go zakopywać skoro dopiero co go odkopałem? – spytałem patrząc na niego jakby był dziwakiem, który oszalał i biegał z siekierą po Silos.
 
– Głupku, myślenie nie boli – westchnął – Ten kamień jest potrzebny do bariery, jeśli go weźmiesz ze sobą to raczej jeszcze bardziej ją naruszysz – rzekł siląc się na spokojny ton.
 
– To po co mamy je wykopywać? Chyba jasne jest, że będzie z daleka widać gdyby gleba była naruszona. Myślę, że tak po prostu ludzie nie chodzą po granicy Silos i nie kopią w ziemi – stwierdziłem dalej nie widząc sensu w myśleniu Sulima.
 
– Sawin, ja o tym wiem, ale teraz gdy bariera jest naruszona naprawdę dziwne rzeczy mogą się dziać. 
 
Pewnie już wszystkie nadmagiczne istoty usłyszały co dzieje się w Silos, a wtedy doprowadzenie gleby do takiego stanu, że nie widać czy ktoś ją naruszył czy nie to dla nich bardzo łatwa rzecz – tłumaczył powoli patrząc mi w oczy, aby upewnić się, że wszystko pojmuję – Dziadek powiedział nam tylko, że bariera została naruszona, ale nie wiadomo ile kamieni zniknęło, dlatego trzeba się upewnić, że wszystkie są na miejscu.
 
– A jaką mamy pewność, że kamień nie zostanie wyjęty po naszym odejściu? – spytałem od razu gdy to pytanie pojawiło się w mojej głowie.
 
– Przemień się, ja wyrwę ci pióro, a potem zakopiesz kamień z piórem – odparł ze spokojem.
 
– Że co?! – wykrzyknąłem zszokowany – Po co tam moje pióro?
 
– Czy ty kiedykolwiek czytałeś albo słyszałeś jakie mamy moce gdy się przemieniamy? – spytał marszcząc brwi – Ignoranci bachor – prychnął i pokręcił z politowaniem głową – Jesteśmy niewidzialni dla istot, które mają złe intencje, jeśli dasz tam swoje pióro to kamień stanie się niewidoczny dla nich.
 
– Aaa, rozumiem! – krzyknąłem zachwycony, nie miałem pojęcia o czymś takim – Mogłeś mi o tym powiedzieć wtedy przed testem, a nie straszyć mnie tym, że umrę – wytknąłem mu i udałem oburzonego.
 
Czekałem aż Sulim odpowie mi w jakiś sposób, ale on tylko popatrzył się w bok, a na jego czole pojawiła zmarszczka. Gdy zobaczył, że się w niego wpatruję od razu odwzajemnił moje spojrzenie, a jego twarz na powrót stała się spokojna.
 
– Mamy tak czekać do nocy czy się w końcu przemienisz? – spytał lekko zniecierpliwiony.
 
– Jasne, już się przemieniam – mruknąłem. Mógłbym się jeszcze z nim pokłócić dlaczego to ja mam się niby przemieniać i ma mi wyrywać pióra, ale wolałem już zamilknąć, bo w końcu zostalibyśmy tutaj do nocy sprzeczając się o jakąś głupotę.
 
Położyłem kamień na ziemi, a potem pomyślałem o Sulimie. Zaraz po tym poczułem ból w klatce piersiowej, a następnie jakbym był rozrywany na strzępy. Ciekawe czy kiedykolwiek przyzwyczaję się do tej przemiany i nie będę zwracać uwagi na ten ból?
 
Sulim zbliżył się do mnie i pogłaskał mnie palcem wskazującym po łepku przez co popatrzyłem na niego wkurzony.
 
– No co? – spytał uśmiechając się niewinnie – Zawsze chciałem się przekonać jak miękkie są pióra sowy.
 
Dlaczego nie jestem jakimś drapieżnym ptakiem? Chętnie bym mu teraz zrobił jakąś wielką krzywdę. Moje piękne rozmyślania przerwał ból z pleców. Zaraz po tym Sulim pokazał mi pióro, które trzymał w palcach. 
 
Przemieniłem się z powrotem i wyrwałem mu z palców swoje pióro, a następnie schyliłem się, aby podnieść kamień. Na szczęście zakopanie tego zajęło mi o wiele mniej czasu niż odkopywanie, więc po chwili było już po wszystkim.
 
Rozejrzałem się w poszukiwaniu Sulima, ale on już czekał na grzbiecie Lazura gotowy na kolejny cel naszej misji jakim było znalezienie następnego kamienia. Uśmiechnąłem się delikatnie na ten widok i ruszyłem w stronę Jaśminy.

sobota, 18 lipca 2020

Tajemnica Silos

Sulim

Wpatrywałem się w śpiącego Sawina, chociaż tyle narzekał zasnął prawie od razu. Jednak nie dziwiłem mu się w ciągu ostatnich chwil przeżył naprawdę dużo i najwidoczniej to go zmęczyło fizycznie, ale chyba jeszcze bardziej psychicznie.

Leżałem obok niego, ale nie mogłem zasnąć za bardzo się martwiłem o dziadka. Wiedziałem, że dobrze postąpiliśmy zostając w środku, ale miałem wielką ochotę postąpić tak jak mówił Sawin. Dziadek jest dla mnie wszystkim, to z nim się wychowaliśmy, to on codziennie nam gotuje, to on poluje, to on nauczył nas jeździć konno, to on pokazał nam, abyśmy nigdy się nie poddawali niezależnie od tego jakie przeciwności staną nam na drodze.

W tym samym momencie już wiedziałem co chcę zrobić. Nie słychać już było huków, więc odsunąłem od siebie koc pod którym leżałem. Spojrzałem jeszcze poraz ostatni na śpiącego brata i ruszyłem w stronę drzwi. Tak jak się spodziewałem, na zewnątrz już było spokojnie, żadnych błysków ani huków, jedynie padał drobny deszcz na co odetchnąłem z ulgą.

Ruszyłem najpierw do stajni, aby upewnić się, że Lazur oraz Jaśmina mają się dobrze. Na szczęście konie chyba nie zwróciły uwagi na to, że Silos wariuje albo już zdążyły się uspokoić. Cicho stawiając kroki wycofałem się z powrotem na dwór, aby Lazur oraz Jaśmina nie zauważyły mojej obecności, nie chciałem ich niepokoić dodatkowo.

Jedynym pomysłem jaki przychodził mi do głowy gdzie mógłby znajdować się dziadek to dom wodza. W nocy raczej by nie polował, a gospody to ostatnie miejsce gdzie bym go szukał. Z jakiegoś dziwnego powodu dziadek nienawidził alkoholu, ale pewnie jeszcze bardziej gardził nim przez to co zrobił Sawin rok temu gdy jeszcze nie mógł pić.

***

Zapukałem do domu wodza Silos mając nadzieję, że jednak nie śpi. Nawet jeśli nie ma tutaj dziadka to istniał cień szansy, że może wie gdzie się udał. Nie musiałem długo czekać jak drzwi uchyliły się, a w progu stanął starszy mężczyzna. Jego włosy oraz broda były siwe, a na prawym policzku widniała blizna. W pierwszej chwili typowy człowiek mógłby się przerazić, ponieważ wygląd mężczyzny raczej zachęcał do jak najszybciej ucieczki, a nie do miłej pogawędki. Jednak jego brązowe oczy wpatrywały się we mnie przyjaźnie, a usta rozciągnęły się w łagodnym uśmiechu.

– Witaj, Sulim – przywitał się wódz – Co cię do mnie sprowadza? Czekaj, nie odpowiadaj, niech pomyślę może szukasz dziadka?

Wpatrywałem się w niego oszołomiony, ale po chwili mało inteligentnie pokiwałem głową.

– Wejdź Sulim, śmiało. Dziadek jest ze mną, urządzamy sobie miłą pogawędkę przy kuflu piwa – wódz Silosu zaśmiał się i otworzył szerzej drzwi, abym mógł wejść.

Po głowie krążyło mi tysiące myśli. Przed chwilą jeszcze Silos wariowało, dziadek, który prawie w ogóle z domu nie wychodzi idzie sobie na pogawędkę do wodza, który niczym się kompletnie nie przejmuje, a przynajmniej tak wyglądał, że tym się nie interesował.

Potrząsnąłem oszołomiony głową i wszedłem do środka za wodzem. Moim oczom ukazał się dziadek, który był cały i zdrowy na co odetchnąłem z ulgą. Zaraz po tym zauważyłem, że po całym domku były porozrzucane różne stare pergaminy. Wiedziony ciekawością schyliłem się po jeden i próbowałem przeczytać chociaż słowo, ale nic z tego nie zrozumiałem.

– Próbujemy się dowiedzieć co się przed chwilą stało z Silos – wyjaśnił wódz, który stanął tuż obok mnie. Nie spodziewałem się tego przez co wzdrygnąłem się ze strachu, jednak starszy mężczyzna tego nie zauważył albo to zignorował, ponieważ kontynuował – Twój dziadek przyszedł do mnie zanim to wszystko się zaczęło, miał przeczucie, że stanie się coś złego. Od tamtej pory szukamy czegokolwiek, a raczej on szuka, bo ja nic z tego nie rozumiem. Chcemy chociaż trochę dowiedzieć się o sytuacji, która miała miejsce.

Spojrzałem na wodza, jeszcze przed chwilą sobie żartował, ale teraz na jego twarzy malował się zdenerwowanie i zmartwienie.

– Dowiedzieliście się czegoś? – spytałem spokojnym głosem przybierając swoją zwyczajową maskę rozważnego i panującego nad emocjami człowieka.

– W tych pergaminach nie ma zbyt wiele zapisanego, ale z tego co wyczytałem to Silos otoczone jest przez barierę – zaczął dziadek rzeczowym tonem. Pierwszy raz widziałem go takiego skupionego i jednocześnie zmartwionego – Dzięki tej barierze możemy spokojnie sobie żyć i nie mieć do czynienia przykładowo z tym czymś co przed chwilą się działo. Dlatego myślę, że prawdopodobnie bariera w jakiś sposób została naruszona.

Rozmyślałem nad słowami dziadka, ale im dłużej myślałem to tym więcej z tego nie rozumiałem. Czekałem cierpliwie aż powie coś więcej, ale jednak żadne słowo już nie opuściło jego ust.

– Trzeba więc naprawić tą barierę? – spytałem, aby się upewnić – Wyczytałeś może jak?

– Tak, trzeba ją naprawić – potwierdził – W pergaminach było jedynie wspomniane, że są cztery kamienie i każdy ma narysowany inny wizerunek żywiołu. Dzięki nimi bariera jest aktywna – odparł dziadek, a jego spojrzenie było utkwione w pergaminach leżących przed nim.

Spokojnie rozważałem jego słowa nic nie mówiąc. Coś jednak mi tutaj nie pasowało.

– Dziadku, dlaczego zatem w lesie albo na polach nic takiego nie ma miejsca? – spytałem nie mogąc sam znaleźć na to odpowiedzi. Przecież tam chyba powinno codziennie tak wariować skoro nie jest otoczone barierą, a jednak nigdy coś takiego się nie wydarzyło od kąd pamiętam.

– Bariera ma tak silną moc, że nawet na niedaleko oddalone tereny oddziałuje. Ale weź przykładowo pod uwagę miejsce testu, tam już mogą się dziać naprawdę różne rzeczy, bo jest zbyt bardzo oddalone  – wytłumaczył spokojnie.

–  Rozumiem, zawsze mnie to ciekawiło dlaczego tam w miejscu testu jest tak inaczej niż tutaj w Silos – odparłem – Sądzisz dziadku, że ktoś mógł zabrać któryś z kamieni czy coś w tym stylu?

– Wszystko na to wskazuje – powiedział wódz wyprzedzając dziadka – Mój ojciec opowiadał mi kiedyś o barierze otaczające Silos, ale zawsze sądziłem, że to jest bajka – westchnął i potarł czoło ze zmęczenia.

Spoglądałem to na wodza to na dziadka nie wiedząc już do końca co mam o tym wszystkim myśleć. Wiedziałem, że muszę zachować spokój i zastanowić się czy muszę jeszcze o coś zapytać. Zbyt duża ilość informacji kotłowała mi się w głowie przez co zaczęła mnie odrobinę boleć. Przygryzłem wargę próbując zignorować ból i skupić się na tym co jest teraz ważniejsze.

– Każdy może naprawić tą barierę? – spytałem po chwili – I gdzie dokładniej są te kamienie?

– Nie zdążyłem przejrzeć jeszcze wszystkich pergaminów, więc niestety nie jestem w stanie odpowiedzieć na te pytania – odparł dziadek biorąc do ręki kolejny pergamin – Czy wszystko w porządku z Sawinem? Powinienem wcześniej o to zapytać, ale wyleciało mi z głowy – wytłumaczył spoglądając na mnie, a na jego twarzy malowało się zmartwienie.

– Nic mu nie jest, śpi w domu. Bardzo niepokoił się o ciebie, więc powinniśmy wrócić do rana, bo w przeciwnym razie Sawin oszaleje gdy zobaczy, że nas obu nie ma – odparłem sięgając również po pergamin – Mógłbym jakoś pomóc, wtedy szybciej znajdziemy tego co potrzebujemy.

– Jedynie w czym możesz pomóc to w sprzątaniu tych pergaminów co leżą na podłodze – zaśmiał się wódz – Przykro mi młodzieńcze, ale pergaminy w tym języku to tylko twój szanowny dziadek może rozszyfrować.

***

Posprzątałem wszystkie pergaminy leżące na podłodze zajęło mi to masę czasu i teraz prawie padałem ze zmęczenia. Wódz namawiał mnie, abym zajął jego łóżko, bo i tak nie ma zamiaru iść spać, ale ja jednak wolałem już się nie kłaść. Chciałem jako pierwszy dowiedzieć się odpowiedzi na pytania, które krążyły w mojej głowie, a przy okazji wraz ze wschodem słońca musiałem wrócić do Sawina. Raczej nie budził się nigdy tak wcześnie, ale wolałem nie ryzykować tego, że zauważy iż mnie również nie ma.

– Znalazłem coś! – krzyknął dziadek, a ja od razu znalazłem się tuż obok niego próbując zaglądnąć mu przez ramię chociaż i tak pewne było, że nic nie zrozumiem z tego dziwnego tekstu.

Poczekaliśmy aż wódz również przyjdzie posłuchać co dziadek znalazł i dopiero wtedy zaczął mówić:

– Tutaj napisane jest, że tylko ktoś kto nie pochodzi z Silos i o czystym sercu ma siłę, aby naprawić barierę.

– Mamy szukać tą osobę poza Silos czy wystarczy ktoś kto się tutaj nie urodził? – spytałem zamyślony i mimo wszystko w głowie zacząłem sobie przypominać wszystkich mieszkańców i który z nich mógłby nie pochodzić z Silos.

– Wystarczy ktoś kto się tutaj nie urodził – odparł dziadek z nutką zawahania, ale potem kiwnął głową na potwierdzenie swoich słów – A co do tych kamieni z wizerunkiem żywiołów to są zakopane, ale nie tak głęboko, praktycznie każdy może je wykopać. Znajdują się na przeciwległych końcach Silos, jeden jest przy drodze prowadzącej do lasu, więc chyba mniej więcej wiesz gdzie to jest – obrócił głowę w moją stronę.

– Dziadku, a po co mi to mówisz? Co to zmieni jak będę wiedział gdzie jest lokalizacja pierwszego kamienia? – spytałem zaskoczony. Im więcej informacji dostawałem tym coraz bardziej wydawało mi się to wszystko pokręcone.

– Mówię ci to, ponieważ znasz tą osobę, która nie pochodzi z Silos – odparł, a ja popatrzyłem na niego zszokowany.



wtorek, 14 lipca 2020

Będziemy martwi

Oszołomiony dopiero po chwili poczułem jak Sulim chwyta mnie za nadgarstek i ciągnie z powrotem do gospody. Jednak gdy tylko otworzył drzwi stamtąd wybiegli Amalija, Gnierat oraz Namir.
 
Na ich twarzach również malowało się przerażenie. Błyski światła oraz huk, który po nich następował paraliżował przez co moi przyjaciele stanęli jak skamieniali nie mając pojęcia co robić.
 
- Wracajcie do środka! - krzyknął Sulim do trójki, która właśnie wybiegła.
 
Amalija pierwsza otrząsnęła się z szoku i weszła z powrotem do gospody, a za nim jej brat, następnie Namir, a na końcu ja z Sulimem, który nadal trzymał mój nadgarstek, ale gdy tylko weszliśmy puścił go.
 
Cała czwórka przekrzykiwała się w tym co teraz mamy robić, czy wrócić do swoich domów czy może lepiej zostać w gospodzie. Ja jednak nie byłem w stanie skupić się na przebiegu rozmowy, więc stałem z boku nie przysłuchując się jej. Byłem zbyt oszołomiony tym co się stało, przecież chwilę temu błysk światła pojawił się tuż obok mnie. Jedynym o czym myślałem to to, że muszę wrócić do domu, gdzie jest bezpiecznie, ponieważ tam jest dziadek. Muszę sprawdzić czy na pewno nic mu nie grozi. Przeczucie mówiło mi, że może jednak dziadek opuścił dom, a teraz jest w ogromnym niebezpieczeństwie.
 
- Dlaczego tak się trzęsiesz? - usłyszałem głos Sulima, ale brzmiał tak jakby mówił do mnie z oddali.
Po chwili ktoś pstryknął mi palcami koło ucha przez automatycznie wzdrygnąłem się i popatrzyłem na tą osobę, którą był Gnierat.
 
- Ja... ja muszę coś sprawdzić - powiedziałem jak w transie i wybiegłem z gospody. Usłyszałem za sobą jeszcze krzyk kogoś, ale zignorowałem to.
 
W myślach błagałem tylko, aby moje przeczucie się myliło. Ono musiało się mylić, nie było innego wyjścia.
 
Ujrzałem nasz domek przez co mimowolnie odetchnąłem z ulgą i przyspieszyłem bieg. Nagle tuż przede mnie pojawił błysk światła, a zaraz po tym huk. Poczułem jak niewidzialna siła odrzuca mnie kawałek przez co wylądowałem na plecach i potrzebowałem chwili, aby się otrząsnąć z szoku.
 
- Nic ci nie jest?! - usłyszałem krzyk Sulima, a gdy spojrzałem w jego stronę zobaczyłem, że kuca tuż przy mnie.
 
Nie byłem w stanie wykrztusić z siebie ani słowa, więc jedynie pokręciłem przecząco głową. Sulim pomógł mi wstać, a ja musiałem się go chwilę dłużej przytrzymać. Nogi mi dygotały ze strachu, ale wiedziałem, że nie ma czasu na zatrzymywanie się. Co zresztą chyba Sulim też zauważył, byłem pewny, że mnie okrzyczy za to, że tak bezmyślnie wybiegłem z gospody. Najwidoczniej zrozumiał, że na to przyjdzie czas jak już będziemy bezpieczni. Chyba jednak wolałem, aby mnie okrzyczał to przynajmniej znaczyłoby, że wszystko jest jak dawniej, czyli normalnie.
 
***
 
Sulim wbiegł pierwszy do domu, a ja zaraz po nim. Od razu zrozumiałem, że dziadka nie ma w środku, ponieważ wszędzie panowała ciemność. Chodził późno spać, więc zawsze pilnował, aby w piecu palił się ogień, ale teraz płomień w piecu dogasał. Jednak dalej gdzieś we mnie tliła się niewielka nadzieja, że może dziadek poszedł wcześniej spać niż zazwyczaj.
 
Mimo tego, że panowała ciemność pobiegłem do jego łóżka ciągle wołając po drodze: "Dziadku, jesteś?". Nawet nie zauważyłem kiedy z moich oczów zaczęły wydobywać się słone łzy rozpaczy.
 
- Sawin, przestań - rzekł spokojnie Sawin gdy dalej wołałem - Dziadka tu nie ma.
Spojrzałem w jego stronę, ale zobaczyłem tylko niewyraźny zarys jego sylwetki. Oparłem się o ścianę i zsunąłem się po niej, aby usiąść. Sulim uczynił to samo obok mnie. Wpatrywałem się w niego z nadzieją jakby on miał niby wiedzieć gdzie jest dziadek. Jednak Sulim jedynie schował twarz w dłonie i więcej już nic do mnie nie powiedział.
 
- Co teraz zrobimy? Powinnyśmy go szukać? - pytałem szeptem - Może coś mu się stało, powinniśmy go poszukać - sam sobie odpowiedziałem zanim mój brat zdążył w ogóle pomyśleć nad odpowiedzią.
Szybko się poderwałem z siadu i ruszyłem w stronę drzwi.
 
- Zaczekaj, to nie jest bezpieczne teraz wychodzić. Powinniśmy poczekać do rana aż na zewnątrz się uspokoi - powiedział Sulim spokojnie.
 
Wiedziałem, że mimo tego, że próbuje być opanowany w środku też pewnie jest tak samo przerażony jak ja. Jednak on woli to wszystko ukrywać.
 
- Ale on do rana może nie przeżyć! - wrzasnąłem rozpaczony - Proszę, Sulim poszukajmy go - poprosiłem płaczliwie.
 
- Sawin, jeśli teraz wyjdziemy obydwoje możemy tego nie przeżyć. Pomyśl, jeśli dziadek jednak żyje i wróci rano, a jedno z nas albo co gorsza obydwaj będziemy martwi wiesz jak dziadek będzie się obwiniał o to? - tłumaczył lekko już zdenerwowany, ale w jego głosie nie tliło się żadne wahanie. Wiedziałem, że niezależnie co powiem on już zdania nie zmieni. 
 
Gdy skończył mówić wstał i podszedł do mnie. 
 
- Wiem, że się martwisz o dziadka, ja też, ale naprawdę teraz musimy tutaj zostać. Nie możesz wyjść i krzyczeć na całe Silos "dziadku", bo to jawne proszenie się o śmierć - rzekł łagodniej tarmosząc moje czarne włosy, aby dodać mi otuchy - Chodźmy lepiej spać, a może dziadek w ciągu nocy wróci.
 
- I tak nie zasnę, więc po co tracić czas? - prychnąłem tylko i strzepnąłem jego rękę z moich włosów dalej wkurzony z powodu, że nie pozwolił mi iść poszukać dziadka.
 
- Sawin, przestań - odpowiedział ostrzej, najwidoczniej już trochę poirytowany moim zachowaniem.
 
Mruknąłem tylko coś niewyraźnie i poszedłem do swojego łóżka. Przyznałem trochę racji Sulimowi, że gdybym teraz wyszedł na poszukiwania dziadka mógłbym nie przeżyć, ale nie obchodziło mnie moje życie dopóki istniała szansa, że mógłbym uratować jego. 
 
Nawet nie zauważyłem kiedy ze zmęczenia powieki mi się zamknęły i po prostu zasnąłem.
 
***
 
Obudziło mnie szturchanie w ramię, od razu założyłem, że to pewnie Sulim, więc to zignorowałem. Miałem ochotę pospać jeszcze przez kilka godzin, a nie stawać skoro świt, bo zazwyczaj jak ktoś mnie budził to tylko o tej porze.
 
- Sawin, wstawaj! - krzyknął Sulim nie dając mi spokoju.
 
Mruknąłem coś niewyraźnie w odpowiedzi, co miało brzmieć coś w stylu: "Daj mi spokój, śpię!".
Usłyszałem westchnięcie Sulima na co delikatnie się uśmiechnąłem, bo wiedziałem, że teraz da mi spokój. A przynajmniej taką miałem nadzieję. Jednak jego kolejne słowa całkowicie mnie zmroziły i automatycznie przypomniałem sobie co wydarzyło się zaledwie dzień wcześniej.
 
- Dziadek wrócił - rzekł spokojnie na co ją automatycznie poderwałem się łóżka i zacząłem rozglądać się po domu.
 
Moje spojrzenie spotkało się z tym należące do dziadka, a ja już wiedziałem, że to co powie to niestety nie będzie nic dobrego.

piątek, 10 lipca 2020

Gospoda pod Ściętą Głową

Moje życie w Silos całkowicie wróciło do normy, tak jakby ten test był tylko małą przeszkodą na drodze i jak tylko ją ominąłem znowu mogłem kroczyć na niej bez żadnych komplikacji. Może i niektórych prawdopodobnie nudziła ta szara rzeczywistość, codziennie praktycznie robiło się to samo. Mnie to jednak nie zbrzydło, lubiłem tą monotonię i nigdy nie zamieniłbym na nic innego.

Razem z Sulimem postanowiliśmy spotkać się z przyjaciółmi w "Gospodzie pod Ściętą Głową". Dosyć przerażająca nazwa, ale dzięki temu praktycznie nikt tam nie zaglądał. Nie mam pojęcia dlaczego właściciel gospody postanowił akurat tak ją nazwać, ale to nie moja sprawa. Najważniejsze jest, że można było tam spożyć wyśmienite piwo. W Silos alkohol można było spożywać od osiemnastego roku życia, ale kiedyś gdy poszliśmy właśnie do tej gospody zwinąłem kufel piwa braciszkowi. Oczywiście miałem potem kłopoty i to dosyć duże, dziadek oraz Sulim byli na mnie wściekli, ale przynajmniej dobrze, że nie dowiedział się o tym wódz Silosu, bo wtedy kara od niego również by mnie nie ominęła.

***

Gdy słońce już zachodziło pożegnałem się z dziadkiem. Powiedziałem mu, że raczej wrócimy dopiero nad ranem, więc niech się o nas nie martwi.

- Pospiesz się Sulim! Pewnie już wszyscy na nas czekają, a ty się guzdrzesz! - krzyknąłem do brata widząc, że już przez dłuższą chwilę rozmawia o czymś z dziadkiem.

Sulim oczywiście zignorował moje słowa i jakby nigdy nic kontynuował rozmowę z dziadkiem. Kopnąłem wkurzony w kamień, który leżał tuż obok mnie, nienawidziłem jak ktoś specjalnie mnie olewał. Czekałem cierpliwie aż skończy rozmawiać i w końcu będziemy mogli iść.

Uśmiechnąłem się pod nosem widząc, że Sulim już skończył pogawędkę i idzie w moją stronę.

- Śpieszy ci się gdzieś? - spytał Sulim spokojnym głosem mierząc mnie wzrokiem.

- Tak, śpieszy mi się. Pewnie już wszyscy są, a ty się guzdrzesz - zacząłem marudzić i zacząłem iść żwawym krokiem w stronę gospody.

- Trzeba było na mnie nie czekać - prychnął jedynie.

Miał takie długie nogi, że dla niego nie było problemem mnie dogonić, więc już po chwili zrównał się ze mną.

- A żebyś wiedział, że następnym razem nie mam zamiaru na ciebie czekać - mruknąłem jedynie w odpowiedzi.

Z powodu, że Silos było małym miastem do gospody od nas szło się jedynie kilka minut, więc po chwili byliśmy już na miejscu. Dzięki czemu Sulim nawet nie zdążył odpowiedzieć na moje słowa albo po prostu mu się nie chciało, bo jednak nasze wymiany zdań mogą zajmować dosyć dużą ilość czasu. Zazwyczaj nikt nie był w stanie odpuścić.

- Tylko zachowuj się Sawin, nie chcę się za ciebie wstydzić jak ci coś odbije - szepnął do mnie Sulim otwierając drzwi do gospody i przepuszczając mnie pierwszego.

- To ja będę się za ciebie wstydził jak się upijesz - prychnąłem tylko w odpowiedzi i oddaliłem się od niego, aby nie zdążył mi nic odpowiedzieć.

Przeleciałem spojrzeniem po całej gospodzie, która była niewielka. Jak można było się spodziewać, praktycznie nikogo nie było. Na końcu sali rozpoznałem rude włosy Amaliji oraz Gnierata i tam się skierowałem. Byli to bliźniacy o dwa lata starsi ode mnie. Przyjaźnili się z Sulimem, ja ich tak dobrze nie znałem, ale na wspólne piwo oczywiście mogłem z nimi iść. Oprócz tej dwójki był jeszcze Namir, mój najlepszy przyjaciel, który jest w moim wieku, przyjaźnię się z nim od kilku lat. Dodatkowo to właśnie on zamieniał się w jakiegoś paskudnego szczura.

Przywitałem się z nimi i usiadłem na ławce obok Namira. Klepnąłem go mocno w plecy tak w ramach przywitania i w tej samej chwili się odsunąłem, aby przypadkiem mi nie oddał.

- Jak leci? - spytałem gdy Sulim sadzał swój tyłek na ławce między bliźniakami.

- Dobrze, ale to raczej ty powinieneś opowiadać jak było na teście - odparł Gnierat wpatrując się we mnie swoimi zielonymi oczami.

- No właśnie, chcemy usłyszeć wszystkie szczegóły - poparła go jego siostra uśmiechając się szeroko - Opowiadaj, chcemy się dowiedzieć wszystkiego.

- Ale ja już to opowiadałem, nie chce mi się znowu tego samego mówić - marudziłem, ale zaraz po tym uśmiechnąłem się wrednie - Sulim wam wszystko opowie, a ja idę zamówić coś do picia.

- Nie ma mowy - rzekł mój kochany braciszek - To był twój test i to ty masz o nim opowiedzieć.

- Ale to zajmie tyle czasu - mówiłem płaczliwym tonem - Zlitujcie się nade mną.

- Nie marudź tyle - do rozmowy włączył się Namir - Opowiadaj lepiej, bo ja też jestem ciekawy.

Popatrzyłem na niego spojrzeniem pełnym bólu.

- Nawet ty jesteś przeciwko mnie? - prychnąłem - A może ty tak opowiesz jak było na twoim. Nigdy o tym nie słyszałem, a bardzo bym chciał się dowiedzieć jak to się stało, że zamieniasz się w jakiegoś szczura.

- Ile razy mam ci tłumaczyć, że zamieniam się w chomika, a nie w jakiegoś szczura? - zapytał Namir wpatrując się we mnie poirytowany.

- Ale ja to doskonale rozumiem, Namir, ale dalej nie widzę różnicy to małe i to małe - uśmiechnąłem się niewinnie w jego stronę.

- Jesteś idiotą - odparł i kopnął mnie w piszczel pod stołem. Przez automatycznie się chwyciłem za nogę.

- Ty też - prychnąłem i pokazałem mu język.

Spojrzałem na trójkę siedzącą naprzeciwko nas. Amalija, Gnierat i Sulim wpatrywali we mnie i Namira jakbyśmy nie byli spełni rozumu.

- Skończyliście już tą jakże ciekawą dyskusję? - spytał Sulim wpatrując się we mnie uważnie przez co popatrzyłem na niego wkurzony marszcząc brwi.

- Przestań tak się na mnie patrzeć - mruknąłem w jego stronę gdy dalej nie przestawał.

Nagle usłyszeliśmy huk drzwi wejściowych przez co mimowolnie się wzdrygnąłem i instynktownie popatrzyłem w tamtą stronę. Nikt jednak nie wszedł do środka.

- Pewnie to był przeciąg - usłyszałem głos Amaliji i kiwnąłem głową na potwierdzenie, że też tak myślę.

Odwróciłem głowę z powrotem, aby patrzeć się na trójkę siedzącą na przeciwko. Coś mi jednak nie dawało spokoju. Nie mam pojęcia co, ale coś było nie tak. Cała czwórka zajęła się rozmową w końcu zapominając o moim teście przez co odetchnąłem z ulgą. Starałem się słuchać o czym gadają, ale nie mogłem się skupić przez co milczałem. Po chwili Gnierat poszedł zamówić piwa, aby zaraz postawić przed każdym kufel pełen tego wyśmienitego trunku.

- Twoje zdrowie, młody - rzekł z uśmiechem patrząc na mnie i całą piątką zderzyliśmy się kuflami.

Wypiłem łyk piwa i automatycznie się skrzywiłem z powodu czego każdy  zaśmiał się z mojej miny. Kręciło mi się delikatnie w głowie przez co potrzebowałem zaczerpnąć świeżego powietrza.

- Muszę wyjść na chwilę - powiedziałem wstając od stołu i ruszając w stronę wyjścia.

- Poczekaj, pójdę z tobą - rzekł Sulim i również się podniósł.

Wyszedłem pierwszy z gospody od razu wciągając chłodne powietrze. Zaraz jednak poczułem jak na moją głowę spadają krople deszczu. Zdziwiłem się trochę na ten widok, bo jednak w Silos rzadko kiedy padało.

- Trochę dziwnie, nie? - spytał Sulim stając obok mnie - Dziadek przed wyjściem mówił, że może dzisiaj padać.

- U mnie na teście też padało, ale jednak tam to w ogóle dziwne rzeczy się działy - mruknąłem jedynie w odpowiedzi i zacząłem wpatrywać się w niebo.

- Silos jednak nie otacza taka magia jak miejsce testu, tutaj wszystko jest... - jego słowa zostały przerwane gdy tuż przed nami przez kilka sekund pojawiło się błysk światła, a zaraz po tym usłyszeliśmy głośny huk.

Mimowolnie wzdrygnąłem się i zatkałem sobie uszy. Przerażony popatrzyłem na Sulima, ale na jego twarzy, która zazwyczaj nie wyrażała emocji można było wyczytać strach i szok. Nasze spojrzenia spotkały się, a ja już wiedziałem, że właśnie stało się coś bardzo złego.



niedziela, 5 lipca 2020

Słowa prawdy

Czekałem aż Sulim przestanie napawać się swoim zwycięstwem i w końcu zejdzie ze mnie. Było mi już niewygodnie tak leżeć mając przyszpilone nadgarstki, więc popatrzyłem na niego poirytowany.

– Zejdziesz ze mnie w końcu? – spytałem próbując wyrwać z jego uścisku nadgarstki, aby następnie zepchnąć z siebie tego debila

– Myślę nad twoją karą, więc leż cicho i mi nie przeszkadzaj – odparł i potrząsnął głową, aby mokre kłaki, które opadały mu na oczy go nie denerwowały. Westchnąłem jedynie gdy zimne krople spotkały się z moją ciepłą skórą na twarzy.

– Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia. Zejdziesz ze mnie, a ja pokażę ci w co się przemieniam, okej?  – uśmiechnąłem się niewinnie, aby uwierzył mi, że pod tym nie kryje się żaden podstęp.

Sulim wpatrywał się w moje oczy jakby oczekując, że wyczyta z nich czy kłamię i przykładowo gdy tylko mnie uwolni to zacznę znowu uciekać. Po dłuższej chwili zastanowienia kiwnął głową twierdząco, a w zaraz po tym zszedł ze mnie i usiadł obok na trawie.

– Zszedłem z ciebie, a teraz się przemieniaj – mruknął tylko niecierpliwie wpatrując się we mnie gotowy, aby zareagować na mój najmniejszy ruch, który mówiłby, że mam zamiar zaraz zwiać.

– Po co ten pośpiech? – spytałem wstając i powolnym krokiem zacząłem iść w stronę Silos.

– Sawin! – krzyknął za mną Sulim, a już po chwili poczułem jego mocny chwyt na moim nadgarstku – Dobrze ci radzę nie igraj ze mną – mruknął złowrogo znajdując się tuż obok mnie.

Obróciłem głowę w stronę Sulima, gdy nasze spojrzenia się spotkały zauważyłem w jego oczach złość, którą ledwo kontrolował. Wiedziałem, że już lepiej go nie wkurzać, ponieważ istniała możliwość, że mógłbym nie przetrwać jego ataku złości.

– Uspokój się, chciałem najpierw coś zjeść. Przespałem tyle godzin, więc jestem cholernie głodny, a ty mi tutaj jeszcze grozisz, zero współczucia. Ja prawie umarłem podczas tego testu – żaliłem się. Postanowiłem zagrać na jego sumieniu, aby mi trochę odpuścił.

– Na teście nie da się umrzeć, więc nie marudź tyle i nie użalaj się nad sobą – prychnął i puścił mój nadgarstek.

– Ale... ale mówiłeś przed testem, że można – odparłem patrząc na niego smutnym wzrokiem – Jesteś do niczego! Musiałeś okłamać mnie akurat tuż przed testem?! Sądziłem, że według ciebie i innych ludzi ten gówniany test jest najważniejszą chwilą w życiu! – wrzasnąłem na niego próbując za wszelką cenę, aby Sulim nie usłyszał jak bardzo łamie mi się głos od emocji. Zacząłem biegnąć w stronę Silos, ale w tej samej chwili przystanąłem gdy usłyszałem jego słowa.

– To nie moja wina, że jesteś taki naiwny i łatwowierny! – krzyknął za mną, na co automatycznie odwróciłem się i podszedłem ponownie do niego.

– Co z tego, że jestem naiwny i łatwowierny? Przynajmniej nie okłamuję ludzi gdy chodzi o coś ważnego w przeciwieństwie do ciebie! – nie panując nad sobą uderzyłem go z całej siły pięścią w twarz. Poczułem przypływ satysfakcji z tego co zrobiłem, więc zwinąłem palce drugiej dłoni w pięść i nią również uderzyłem w twarz Sulima.

Gdy chciałem kolejny raz go uderzyć zorientowałem się, że Sulim nawet nie próbuje mnie powstrzymać. Automatycznie opuściłem ręce wzdłuż ciała i popatrzyłem na jego twarz. Z nosa ciekła mu krew, ale Sulim chyba nie zwrócił za bardzo na to uwagi tylko wpatrywał się we mnie, a w jego oczach można było wyczytać poczucie winy.

– Przepraszam – szepnąłem i popatrzyłem w dół, ale dostrzegłem jedynie moje kostki, na których widniała resztka krwi.

Przerażony tym widokiem zacząłem powoli się wycofywać. W głowie miałem tylko jedną myśl, aby stąd uciec. Zazwyczaj panowałem nad swoimi emocjami, więc ten nagły wybuch chyba właśnie najbardziej mnie zaskoczył. Pomyślałem o Sulimie, aby przemienić się i odlecieć jak najdalej stąd. Po raz kolejny poczułem ból w klatce piersiowej, a potem jakbym był rozrywany na strzępy. Jeszcze nie zdążyłem się przyzwyczaić do tego uczucia, ale z każdą przemianą było coraz lepiej. Na ciele urosły mi pióra i para skrzydeł, a zaraz potem wzbiłem się w powietrze, aby uciec od Sulima. Wiedziałem, że jeśli tylko by chciał z łatwością mógłby mnie dogonić, ale najwidoczniej nie miał zamiaru się ruszać. Może chciał tylko zobaczyć jak się przemieniam i teraz ma to gdzieś co się stało. W sumie to tak będzie lepiej jak wróci do Silos do dziadka i przynajmniej powie mu, żeby się o mnie nie martwił. Spojrzałem w dół gdzie stał Sulim wpatrując się na mnie, nie pokazując żadnych emocji na twarzy. W następnej chwili poleciałem w stronę lasu nie mając ochoty przez najbliższe kilka godzin widzieć kogokolwiek.

Przysiadłem na gałęzi od razu przemieniając się z powrotem w człowieka. Miałem ochotę się rozpłakać, ale na razie byłem zbyt wkurzony na niego, więc jedynie zerwałem liścia i próbowałem się na nim wyżyć rozrywając go na strzępy, aby się trochę uspokoić.

Po chwili tuż obok mnie przysiadł jastrząb, czyli mój kochany braciszek, który od razu się przemienił z powrotem człowieka.

– Przepraszam za to, że cię okłamałem – rzekł od razu, a ja wyczułem w jego głosie szczerość – Nie okłamię cię już nigdy więcej w tak ważnej sprawie – mówił do mnie łagodnie.

– I tak ci nie wierzę – prychnąłem, ale coś mi mówiło, że Sulim w tej chwili akurat nie kłamie – Obiecujesz? – spytałem wyciągając w jego stronę mały palec.

– Tak, obiecuję – uśmiechnął się delikatnie i wyciągnął swój mały palec, aby chwycić ten należący do mnie – A jak złamię obietnicę to wykąpie się w końskim łajnie.

Zaśmiałem się zapominając o tym jak przed chwilą byłem na niego wkurzony.

– Muszę to zobaczyć, więc nie mógłbyś już teraz się wykąpać? – spytałem rozbawiony.

– Nie ma mowy, już i tak wyrządziłeś mi prysznic z rana, bachorze – również rozbawiony zmierzwił moje czarne kłaki.

– Zasłużyłeś – odparłem dźgając go palcem w bok – Podobała ci się moja przemiana? – spytałem zmieniając temat.

– Muszę przyznać, że mnie zaskoczyłeś. Nie sądziłem, że przemieniasz się w sowę, nie za bardzo do ciebie pasuje.

– Też myślę, że do mnie za bardzo nie pasuje, ale w sumie fajnie, że mogę latać. Polubiłem patrzeć na świat z wysokości i już wiem co ty czujesz podczas lotu – uśmiechnąłem się w jego stronę ciesząc się, że już się pogodziliśmy.

Zaburczało mi w brzuchu przez co Sulim popatrzył na mnie rozbawiony.

– Chyba rzeczywiście jesteś głodny, a dodatkowo jeszcze się przemieniłeś. Pewnie dziadek wrócił już z polowania, więc co powiesz na mały wyścig do Silos? – spytał, a w jego oczach ukazały się iskierki, które zawsze było widać gdy zwęszył jakąś szansę na wygraną.

– Co to za wyścig skoro i tak wygrasz? – spytałem nie mając zamiaru się zgodzić. No chyba, że by mnie jakoś przekonał na co za bardzo nie liczyłem.

– To może... – zrobił przerwę próbując wymyślić co musiałoby się stać, aby szanse były wyrównane – ...wystartujesz chwilę wcześniej, co ty na to?

Wzruszyłem ramionami i nie czekając na nic pomyślałem o Sulimie, aby z powrotem się przemienić w sowę. Jeśli chcę wygrać muszę zacząć trochę grać według własnych reguł. Spojrzałem jeszcze na Sulima, aby napawać się jego zdziwioną miną. Drugi raz w tym dniu zaskoczyłem go swoim działaniem.

Leciałem najszybciej jak mogłem w stronę Silos. Nawet nie mając nadzieji, że tym małym podstępem wygram, bo wiedziałem, że i tak nie dam rady.

Jednak o wiele bardziej cieszyło mnie to, że nieważne ile razy z Sulimem kłóciliśmy się czy byliśmy wkurzeni na siebie nawzajem zawsze godziliśmy się. Nie chciałem go stracić, zależało mi na nim, ale najwidoczniej ja też nie jestem mu obojętny skoro postanowił podjąć trud, aby się ze mną pogodzić. Na samą myśl mimowolnie całe moje sowie ciało opanowała radość.

Wiedziałem, że Sulim już się zorientował co się dzieje i w postaci jastrzębia już mnie ściga, ale teraz nieważne było kto wygra, ponieważ ten wyścig nie był najistotniejszy. Mieliśmy coś znacznie ważniejszego, a mój brat chyba w końcu to dostrzegł, ponieważ zrównał się ze mną i mimo tego, że do Silos był jeszcze kawałek nie miał zamiaru mnie prześcignąć.



czwartek, 2 lipca 2020

Wiadro wody

Nie dosyć, że dopiero co skończyłem jakiś tam test to zamiast wrócić do domu zjeść sobie obiad i porządnie odpocząć to jeszcze musiałem szukać mojego kochanego braciszka, któremu zachciało się szukać przygód w lesie. Chyba najbardziej mi się udzieliło zmartwienie dziadka przez co wolałem jak najszybciej go odnaleźć, bo pewnie gdybym tak po prostu czekał na jego powrót to wymyślałbym coraz to gorsze scenariusze, które mogłyby mu się przytrafić.

Gdy wyszedłem z domu, aby pójść do stajni w moją stronę galopował jakiś koń. Od razu rozpoznałem, że to był Lazur, więc wtedy już byłem pewny, że Sulimowi coś musiało się stać. Koń zatrzymał się przy mnie, ale widać było, że jest zdenerwowany. W jego oczach błyskał niepokój. Zacząłem przemawiać łagodnym głosem chociaż sam byłem zdenerwowany, ale na szczęście podziałało to i Lazur zaczął się uspokajać. Wprowadziłem go do stajni, wytarłem z potu i zdjąłem ogłowie, a wraz z nimi wodze. Następnie podszedłem do Jaśminy i na szybko przygotowałem ją do jazdy, nie chciałem już więcej tracić czasu i pogalopowałem do lasu. Ale teraz na szczęście było już po wszystkim, odnalazłem go całego i zdrowego, więc nie muszę się już martwić czy w ogóle żyje.

Moje zdenerwowanie z minuty na minutę coraz bardziej się ulatniało, a pomagały w tym ramiona Sulima, którymi mnie z tyłu obejmowały. Czując, że jest już ze mną bezpieczny mogłem w końcu odetchnąć z ulgi, że nic temu debilowi się nie stało.

Droga mijała nam w ciszy, nie miałem ochoty rozmawiać. Chciałem jedynie pomilczeć i nie pokazać Sulimowi jeszcze bardziej, że tak się o niego martwiłem.

– Gdy zmieniasz się w jastrzębia to o kim myślisz? – spytałem nagle zapominając ugryźć się w język. Nie chciałem o to pytać, bo widziałem, że Sulim zacznie coś podejrzewać. Jest zbyt bystry, aby nie dostrzegł, że pod tym pytaniem kryje się coś więcej.

– O dziadku – odparł od razu spokojnym głosem.

– No ja też – mruknąłem jedynie, ale wiedziałem, że to był błąd i cos mi mówiło, że Sulim już zdążył mnie przejrzeć. Był jedyną osobą, która wiedziała kiedy kłamię.

Czekałem aż powie to swoje zwyczajowe: "kłamiesz", ale nic takiego nie miało miejsca. Może ten ból głowy tak go przyćmił, że chociaż na ten moment zanikła jego zdolność rozpoznawania kiedy kłamię.

***

Gdy tylko zjadłem posiłek miałem wielką ochotę pójść do łóżka i zdrzemnąć się przez kilka godzin, ale widząc oczekujące spojrzenia dziadka i Sulima nie mogłem dłużej trzymać ich w niepewności. Oczy kleiły mi się przez co coraz przecierałam je dłońmi, aby się chociaż trochę rozbudzić. Opowiedziałem im skrótowo co się wydarzyło podczas testu, ale najwidoczniej dziadka oraz Sulima to usatysfakcjonowało, bo na szczęście nie dopytywali się o szczegóły.

– A w jakie zwierzę się przemieniasz? – zapytał jedynie na końcu Sulim.

– Zobaczysz jutro – mruknąłem jedynie i z zamkniętymi oczami poszedłem do łóżka, nie miałem już sił, aby ich ponownie otworzyć. Zakończyło to się tak, że potknąłem się o jakieś drewno na opał i runąłem na podłogę.  Usłyszałem jak dziadek i Sulim się ze mnie śmieją, ale ja tylko coś niewyraźnie mruknąłem wkurzony, a zaraz po tym podniosłem się. Nie chcąc popełnić znowu tego samego błędu uchyliłem powieki, aby mniej więcej widzieć gdzie idę i tak o to znalazłem się w końcu w swoim ukochanym łóżku.

***

Przespałem łącznie ponad dzień, ale co mogłem na to poradzić, że byłem zmęczony fizycznie jak i psychicznie. Potrzebowałem wypoczynku i to długiego, aby wrócić do stanu zanim wyruszyłem na test.

Wygrzebałem się w końcu z łóżka, rozejrzałem się dookoła, ale nikogo nie było, co mnie trochę zdziwiło. Zazwyczaj chociaż jedna osoba znajdowała się w środku, ale najwidoczniej dziadek był na polowaniu, a Sulim rzadko kiedy wychodził tak wcześnie rano z domku.

Wyszedłem na zewnątrz i poszedłem do stajni gdzie na sianie spał Sulim. Między jego brązowymi włosami były widoczne źdźbła siana ten widok tak bardzo mnie rozbawił, że nie mogłem przestać się śmiać. Na szczęście nie zbudziło to Sulima, więc mogłem mu zapewnić jeszcze lepszą pobudkę.

Postanowiłem, że nie będę aż tak okrutnym bratem i wyleję na niego tylko pół wiadra wody w ramach pobudki, a nie od razu całość.

Podszedłem do wiadra z wodą, które stało obok Jaśminy i chwyciłem je za rączkę. Podszedłem do Sulima próbując jak najciszej stawiać kroki. Jednak gdy już miałem przechylić na niego wiadro z wodą usłyszałem spokojny głos Sulima:

– Spróbuj tylko wylać na mnie tą wodę, a nie dożyjesz następnego dnia.

Nie spodziewałem się tego, że nie śpi przez co automatycznie wzdrygnąłem się. Jednak nie przejąłem się tym i wylałem na jego twarz całą zimną wodę, a potem rzuciłem wiadro byle gdzie i zacząłem uciekać w stronę wyjścia. Odwróciłem się jedynie na sekundę, aby podziwiać jak wygląda Sulim kiedy jest mokry i przy okazji wkurwiony, muszę przyznać, że ten widok bardzo mnie usatysfakcjonował. W następnej chwili wybiegłem ze stajni śmiejąc się przez cały ten czas. Jak miło, że wszystko już wróciło do normy, znowu mogłem wkurzać Sulima i uciekać przed nim tak samo jak wcześniej.

Biegłem witając się przy okazji z mieszkańcami Silos, których znałem praktycznie od urodzenia. Przez to, że miasto było małych rozmiarów znałem tutaj każdego. Chyba wszyscy przywykli do widoku uciekającego mnie i ścigającego Sulima, więc nawet nie zatrzymywali mnie, aby zamienić ze mną słowa czy dwa.

Obracałem głowę do tyłu, aby zobaczyć czy Sulim za mną biegnie, ale najwidoczniej postanowił, że mi nie odpuści, jak w sumie zawsze. Równie dobrze mogłem się przemienić i sobie lecieć, ale nie widziałem większego sensu, bo i tak by mnie dogonił. Nie jestem w stanie uciec przed jastrzębiem.

Gdy wybiegliśmy z miasta na łąki Sulim zaczął mnie doganiać co mnie wcale nie zdziwiło, był o wiele szybszy ode mnie. Nie chciał robić przedstawienia dla mieszkańców Silos, więc najwidoczniej postanowił mnie dogonić dopiero jak wybiegnę poza teren.

Oczywiście przez moje szczęście, które nigdy mnie nie opuszczało potknąłem się i upadłem na ziemię. Miałem się podnosić gdy nagle coś, a raczej ktoś jeszcze bardziej przygniótł mnie do ziemi.

– Złaź ze mnie! – krzyknąłem wkurzony nie mogąc się ruszyć przez grube cielsko mojego ukochanego brata – Ważysz tyle co dwa konie!

Sulim bez słowa zszedł ze mnie, a ja w końcu odwróciłem się wokół własnej osi i położyłem się na plecach uśmiechając się szeroko do brata, który chyba nie podzielał mojego dobrego humoru.

Ten gdy tylko zobaczył mój uśmiech, zmarszczył brwi i zawisł nade mną. Od razu przygwoździł moje nadgarstki do ziemi uśmiechając się wrednie.

– Teraz to ja będę się śmiał – odparł spokojnie, ale wyczułem w tonie jego głosu, że nie czeka mnie nic dobrego.

Popatrzyłem na jego dalej ociekające wodą włosy przez co nie mogłem przestać się uśmiechać. Musiałem przyznać, że było warto, nieważne to jest jak się zemści. Jedno było pewne, nie żałuję tego i zrobiłbym to ponownie.

Dobre serce

Sulim

Z godziny na godzinę coraz bardziej się denerwowałem. Wiedziałem, że test Sawina może trwać nieokreśloną ilość czasu, nawet do tygodnia i nie raz byłem świadkiem, że tyle trwał. Musiałem sam przed sobą to przyznać, że cholernie się o niego martwiłem. Praktycznie każdy to zauważył, że jak tylko wróciłem do Silos gdy zawoziłem Sawina na test chodziłem poddenerwowany i rozproszony, na początku temu zaprzeczałem, ale potem puszczałem te uwagi mimo uszu.

Codziennie wstawałem wcześniej rano, jadłem lekki posiłek, brałem coś, aby zjeść po drodze i jeździłem na Lazurze po lesie, aby czas szybciej mi leciał. Miałem czasami ochotę, aby zmienić się w jastrzębia i polecieć tam, aby czuwać nad nim i w razie czego uratować oraz okrzyczeć go jak to miałem w zwyczaju słowami: ,,Jesteś małym bezmyślnym gówniarzem, który gdyby nie ja zginąłby już wiele razy". Mimowolnie moje wargi uniosły się w niemrawym uśmieszku na wspomnienie ile razy w ciągu całego życia zdążyłem już mu to powiedzieć. Pokręciłem głową z politowaniem, on to już raczej na zawsze pozostanie dziecinnym gówniarzem, nad którym trzeba czuwać, aby nie zrobił zbyt wielkiej głupoty.

***

Minęły trzy dni od rozpoczęcia testu Sawina. Wracałem właśnie z lasu, aby pomóc dziadkowi załatać dziurę w dachu. Miałem nadzieję, że Sawin za niedługo wróci do domu. Trochę mi teraz głupio, że okłamałem go w sprawie testu. Chciałem po prostu, aby w końcu wziął to na poważnie, a nie ciągle się wygłupiał, musiał dostać jakąś nauczkę. Na teście nie można było umrzeć czy go nie przejść, jeśli w sercu tej osoby był chociaż cień dobra. Magia, która panowała w miejscu testu nie pozwoliłaby umrzeć takiej osobie, bo jest ich zbyt mało na świecie. Jeśli ktoś w młodości zabił drugiego człowieka lub zwierzę automatycznie definiowało się go jako osobę o złym sercu, dlatego polowali tylko najstarsi z rodzin.

Kłusem wracałem do Silos napawając się pięknem natury. Na drzewach widoczne były brązowo-czerwone liście, które powinny w najbliższym czasie spaść, ale jednak jak na razie dzielnie trzymały się na gałęziach. Niewiele osób lubiło przebywać w lasach przez dłuższy czas, ponieważ czuć tutaj było aurę tajemniczości i mroku. Nie mam pojęcia dlaczego, ale akurat mnie, ale też Sawina tutaj ciągnęło, chociaż każdy wolał samotne przejażdżki. Ja wtedy zatapiałem się we wspomnieniach i planowałem swoją przyszłość, a on to nie mam pojęcia po co tutaj przyjeżdżał.

Chciałbym w życiu coś osiągnąć, a raczej w tym niewielkim miasteczku to jest praktycznie niemożliwe. Zostaję w Silos tylko dla dziadka i Sawina, który niestety jest dla mnie o wiele ważniejszy niż przyznaję. Podczas mojej pierwszej przemiany musiałem pogodzić się z tym co uważało moje serce, a wybrało Sawina.

Moje rozmyślania przerwał mi szelest, a zaraz w następnej chwili tuż przede mną przebiegły trzy dziki. Lazur zatrzymał i spanikowany zaczął galopować na oślep w drugą stronę, przez co ledwo utrzymałem się na jego grzbiecie trzymając w dłoniach wodze.

- Lazur, spokój! - krzyknąłem próbując za wszelką cenę nie spaść z jego grzbietu i go zatrzymać, ale mój koń chyba całkowicie inaczej sądził, bo dodatkowo przyspieszył.

Poczułem jak wodze wyślizgują mi się z dłoni i z krzykiem spadłem z grzbietu Lazura. Przeturlywałem się po ziemi gdy zaczął mi się coraz bardziej zamazywać obraz, ostatnie co zobaczyłem to jak Lazur ucieka między drzewami, a następnie zapadła ciemność.

***

Czułem delikatne klepanie po policzku i po chwili otworzyłem oczy, ale zaraz je z powrotem zamknąłem z powodu bólu jaki natychmiast poczułem.

– Nieźle mnie wystraszyłeś! – krzyknął wkurzony, a zaraz po tym poczułem pstryknięcie w czoło – Tak się nie robi, braciszku!

Jęknąłem i otworzyłem oczy, aby spojrzeć na Sawina wzrokiem, który wyrażał jedynie tyle, aby już więcej się tam nade mną nie znęcał.

– Wszystko mnie boli, a ty się jeszcze na mnie wyżywasz. Kiedy ty spadłeś z Lazura to samodzielnie niosłem cię do Silos – wypomniałem mu co się stało pięć lat temu.

– Taa, jasne samodzielnie. Lazur w ogóle ci nie pomagał, a może to ty niosłeś mnie i jeszcze konia? – zaśmiał się na co mimowolnie delikatnie uniosłem kąciki warg ku górze. Mimo wszystko ulżyło mi, że już się na mnie nie gniewa, bo wiem, że gdybym to ja był na jego miejscu to wyrwałbym sobie wszystkie kłaki z nerwów.

– Przepraszam, Lazur przestraszył się dzików i zaczął na oślep zwiewać – wytłumaczyłem próbując wstać.

– Nie miałeś na to wpływu – mruknął tylko i pomógł mi wstać. Zakręciło mi się w głowie, ale na szczęście Sawin znajdował się tuż obok, więc podparłem się o niego.

Zagwizdał trzy razy, a po chwili z pośród drzew przygalopowała do nas Jaśmina. Na co popatrzyłem zdziwiony, że musiał przywołać swojego konia. Dopiero po chwili z trudem przypomniałem sobie, że Sawin miał test. Zwaliłem to na ból głowy, że kompletnie zapomniałem o to zapytać wcześniej.

– Przeszedłeś test? – spytałem uśmiechając się szeroko mimo bólu.

– Najwidoczniej, przecież gdybym nie przeszedł byłbym martwy – prychnął i wsiadł na Jaśminę, a potem pomógł mi wspiąć się na grzbiet – Tak będzie dobrze? – spytał odwracając się w moją stronę.

Automatycznie poczułem małe wyrzuty sumienia, że skłamałem o tym teście. Sawin tak się o mnie teraz martwił, a ja musiałem brnąć dalej w swoje kłamstwo. Obiecałem sobie, że kiedyś powiem mu prawdę.

– Tak jest dobrze, boli mnie tylko głowa i trochę ręka, ale tak to nic mi nie jest. Nie musisz się tak martwić, nie jestem taki słaby jak ci się wydaje – mówiłem, aby chociaż trochę zagłuszyć swoje wyrzuty sumienia i aby Sawin przestał tak się o mnie martwić – A teraz opowiadaj jak było na teście.

– Masz pojęcia jak bardzo dziadek się martwił? Przez tyle godzin nie wracałeś, a ty teraz mówisz, że nic ci nie jest! – warknął odwracając głowę w moją stronę. Zmarszczył brwi w gniewie, a jego niebieskie oczy wpatrywały się wprost w te należące do mnie. Nigdy nie bałem się patrzeć w oczy innym ludziom, więc spokojnie odwzajemniłem jego spojrzenie.

– Wiem, Sawin, ja naprawdę to rozumiem. Przeproszę dziadka jak tylko go zobaczę – westchnąłem i mocno oplotłem rękami jego brzuch, aby nie spaść, bo jednak drugi upadek w tym samym dniu to nie jest coś o czym marzę.

Nie wiedząc czemu Sawin na ten gest trochę się uspokoił. Poczułem jak jego ciało minimalnie się rozluźnia. Następnie popędził Jaśminę do galopu i zaczęliśmy się kierować w stronę Silos.

– Opowiesz mi teraz o teście? – spytałem będąc pewny, że tym razem Sawin nie zignoruje tego pytania.

– Lazur jest już w stajni jakbyś był ciekawy, więc nie musisz się o niego martwić – odparł tylko ignorując moje pytanie i zaraz po tym się zaśmiał gdy zauważył, że nic nie mówię – Opowiem ci jak już będziemy w Silos, pewnie dziadek też będzie chciał posłuchać. Niestety jak tylko wróciłem to zaraz przygalopował Lazur, a ja wsiadłem na Jaśminę i zacząłem cię szukać.

– Zdradzisz chociaż w jakie zwierzę się przemieniasz? – spytałem mając nadzieję, że chociaż na to pytanie uzyskam odpowiedź, ale niestety grubo się przeliczyłem.

– Kiedyś się dowiesz – odparł ze śmiechem, a ja na to wkurzony dźgnąłem go palcem w brzuch.

Ja tu jestem ciężko poszkodowany, a on zamiast się nade mną ulitować to jeszcze sobie żartuje. Młodsi bracia to okropieństwo!

Wartościowe rady

Gdy Sulim skończył piętnaście lat dziadek podarował mu konia, pięknego, karego ogiera, który nazywał się Lazur. Przez długi czas namawiałem go, aby pozwolił mi się na nim przejechać, ale nigdy mi nie pozwolił, więc pod osłoną nocy zakradłem się do stajni. Wziąłem jabłko ze spiżarni, dzięki któremu zmusiłem Lazura do współpracy. Jak dobrze, że ta kobyła jest takim głodomorem. Założyłem mu ogłowie oraz wodze, za pomocą których wyprowadziłem go ze stajni. Trochę czasu zajęło mi wdrapanie się na tego wierzchowca, ale gdy siedziałem już na grzbiecie nie mogłem powstrzymać się od szerokiego uśmiechu. Ścisnąłem mocno łydkami boki Lazura i krzyknąłem głośno: "wio", zapominając, że powinienem raczej zachować ciszę oraz spokój. Jadąc rozejrzałem się  jeszcze dookoła, ale na szczęście nikogo nie zbudziłem ze snu. Pojechałem do lasu, ale moja przejażdżka nie mogła oczywiście trwać spokojnie, ponieważ Lazur potknął się o wystający korzeń, niespodziewając się tego zleciałem z konia z łoskotem upadając na ziemię...

Poczułem jak ktoś szturcha mnie w ramię przez co nie otwierając oczów próbowałem na oślep tego kogoś odgonić. Jednak to coś najwidoczniej uparło się, aby mnie obudzić.

– Zostaw mnie – mruknąłem niewyraźnie będąc na granicy jawy i snu.

Jednak owy ktoś zamiast mnie posłuchać to postąpił całkowicie odwrotnie. Poirytowany otworzyłem oczy, ale zobaczyłem jedynie mgłę, która z czasem zaczynała stawać się coraz bardziej gęsta. Przez co automatycznie się wzdrygnąłem.

Ostatnie co pamiętam zanim zasnąłem to to, że znalazłem kwiatka w jeziorze, ale nie mam pojęcia jak się tam znalazłem, a tym bardziej jak się stamtąd wydostałem. Moje ubrania są suche, więc może jednak mi się to tylko przyśniło? Może tak naprawdę nie znalazłem lotosu? Zacząłem z przerażeniem przeszukiwać kieszenie powtarzając coraz w myślach: ,,On musi tam być".

Odetchnąłem z ulgą gdy kwiatek oraz żołądź bezpieczne były schowane w kieszeni. Gdyby to jednak około się być jedynie snem to bym się nieźle wkurzył.

Mgła stawała się z sekundy na sekundę coraz bardziej gęsta, więc ledwo było cokolwiek zobaczyć. Poczułem jak przechodzi mnie ze strachu dreszcz. To miejsce staje się coraz bardziej przerażające. Obym tylko nie spotkał jakiś martwych ludzi, bo zamiast interesować się jakimś testem to będę uciekał jakby mnie Sulim z siekierą gonił. Chociaż bardzo prawdopodobne jest, że jak tylko wrócę do domu to on będzie zwiewał przede mną.

Jak mam niby szukać teraz grzyba? Nic nie widać, a nie mam pojęcia gdzie się znajduję. Chyba serio bogowie mnie nie lubią jak tak się na mnie wyżywają.

Mam dwa wyjścia albo iść przed siebie dotąd ta opcja świetnie się sprawdzała albo przeczekać aż mgła zniknie co może potrwać dosyć długo. Oczywiste jest, że wybrałem pierwszą opcję, nie mam zamiaru czekać i marznąć w nieskończoność. Nie jestem cierpliwym człowiek, wolę coś robić, więc u mnie czekanie i tak trwało by najwyżej jedynie chwilę.

Ruszyłem przed siebie, ale nie przeszedłem nawet kilka kroków gdy potknąłem się o coś. Przeklnąłem pod nosem wkurzony, w tej mgle to kompletnie nic nie widać! Nie zamierzałem jednak tak szybko się poddawać, przecież takie coś nie może mnie powstrzymać.

Ale w tym samym momencie poczułem jak ziemia się pode mną zapada, ale na szczęście to był jedynie dół. Zdołałem poczuć przykre konsekwencje upadku. Ale na szczęście jedynie trochę ucierpiała moja tylna część ciała i przede wszystkim moja godność.

Postanowiłem się tak szybko nie poddawać i wspiąć się z powrotem po ścianie na górę, aby kontynuować poszukiwania grzyba. Nieważne ile razy próbowałem, każda podjęta próba kończyła się tym samym, zawsze z powrotem spadałem w dół. Mgła, która dalej przysłaniała wszelką widoczność, też nie ułatwiała mi wydostania się stąd.

Westchnąłem, nie pozostało mi nic innego jak cierpliwie poczekać. Miałem wielką ochotę zrobić cokolwiek, nie wiem na przykład krzyczeć o pomoc, ale wiedziałem, że to i tak bez sensu, bo nikt normalny mnie niestety nie usłyszy.

***

Sam nie wiem kiedy zasnąłem, ale obudziły mnie krople deszczu, które spadały prosto na moją twarz. Otworzyłem oczy i zmarszczyłem automatycznie brwi. Nie przepadam za deszczem, chociaż doświadczam go chyba dopiero poraz piąty w ciągu życia. W Silos bardzo rzadko pada deszcz, ale co zadziwiające jest śnieg jest co roku. Teraz jednak ta mżawka nawet za bardzo mi nie przeszkadzała, bo przynajmniej ta okropna mgła w końcu całkowicie zniknęła.

Wstałem i rozejrzałem się dokoła. Dół, w który wpadłem okazał się być o wiele większy niż dotąd sądziłem. Na przeciwko mnie na ścianie znajdowała się dziura, która już na pierwszy rzut oka było widać, że jest głęboka.

Z braku innych możliwości, ruszyłem w stronę dziury. Musiałem przeciskać się przez nią na czworaka, ale w końcu udało mi się wejść do środka. Rozejrzałem się dookoła, te ściany przypominały mi trochę to jak opisywali to starsi ludzie z Silos. Było tu zimno, popukałem w ścianę i rzeczywiście była twarda jak skała. Według legend starszych takie coś nazywano grotą, jeśli dobrze pamiętam. Opowiadali, że w takich grotach zazwyczaj zamieszkiwały różne rzadko spotykane zwierzęta. Słyszałem kiedyś o tym, że ktoś spotkał konia, który zionął ogniem i miał skrzydła, które wyrastały mu z grzbietu.

Rozejrzałem się po wnętrzu groty zafascynowany, może i mnie spotka ten zaszczyt. Spotkam jakiegoś konia, oswoję go, a potem będę mógł wygrać z łatwością każdy wyścig z Sulimem.

Postanowiłem przeszukać dokładnie całą grotę, może znajdę jakieś stworzenie, a jak nie to może przynajmniej wyjście. Szedłem wzdłużne korytarza gdy nagle moim oczom ukazał się złoty grzyb, który po prostu sobie jakimś cudem tutaj sobie rósł. To byłoby ostanie miejsce w jakim podejrzewałbym, że może być tutaj grzyb.

Uśmiechając się od ucha do ucha podszedłem do niego, kucnąłem przy nim, aby łatwiej byłoby mi go wyciągnąć z ziemi. Pociągnąłem za korzeń, a gdy tylko zdobycz znalazła się w mojej dłoni od razu schowałem go do kieszeni.

Nie obchodziło mnie już jakieś magiczne zwierzę, teraz chciałem jedynie się stąd jak najszybciej wydostać i dowiedzieć się czy to na serio już koniec tego głupiego testu.

***

Przeszukałem chyba całą grotę w poszukiwaniu wyjścia, ale w końcu na szczęście mi się udało je znaleźć. Wyjąłem z kieszeni żołędzia, kwiatka oraz grzyba i położyłem na ziemi. Nie wiedząc co innego mógłbym teraz zrobić. Te trzy rzeczy uniosły się kawałek nad ziemią i zaczęły na siebie oddziaływać. Patrzyłem na to z szokiem, ale też fascynacją wymalowaną na twarzy gdy te trzy rzeczy połączyły się w całość i stworzyły jedną. To "coś" co właśnie powstało było oczywiście koloru złotego, miało trzon grzyba, ale zamiast kapelusza widniało tam pół kwiatu lotosu, a drugie pół to był żołędź. Ta roślina zaczęła unosić się coraz wyżej, aż nie znalazła się tuż przy moich ustach.

– Mam to niby zjeść?! – zapytałem zaskoczony, a następnie wzruszyłem ramionami – Czemu by nie? Chyba od tego to raczej nie umrę.

Wziąłem do ręki i ugryzłem kawałek nóżki od grzyba. Smakowało nawet lepiej niż potrawka z królika, którą przyrządził dziadek przed testem. Przypomniało mi się, że od tamtej pory nic nie jadłem, więc zacząłem szybciej zajadać się tym czymś co powstało z żołędzia, lotosu i grzyba.

Gdy skończyłem jeść na ziemi znowu pojawił się ognisty napis: ,,Nie polegaj zawsze na własnym rozumie, lecz sercu, a zajdziesz o wiele dalej."

– Bardzo wartościowa rada – prychnąłem jedynie kręcąc z politowaniem głową.

Napis zaczął zanikać, a na jego miejscu pojawił się kolejny: ,,To było twoje motto, ktoś kto cię kocha nauczy cię odróżniać głos serca od głosu rozumu."

– Jasne – przewróciłem oczami – A mogę się już przemienić w jakieś tam zwierzę?

Czekałem chwilę aż ognisty napis znowu się pojawi, ale nic takiego się nie stało. Wkurzony tupnąłem nogą, co mam niby teraz robić?! Zacząłem iść na przód będąc ciekawy jak mam niby wrócić do Silos na własnych nogach, przecież to kawał drogi!

Po chwili tuż przede mną znowu pojawił się ognisty napis: ,,Cierpliwość też nie jest twoją mocną stroną. Jeśli chcesz się przemienić pomyśl o osobie którą najbardziej na świecie chcesz chronić"

Od razu pomyślałem o dziadku, ale nic się nie wydarzyło, dalej byłem człowiekiem.

– To nie działa! Ty zdradziecki napisie! – zacząłem się wydzierać

Zaraz po tym poprzedni napis znikł, a pojawił się kolejny: ,,Możesz oszukać każdego, ale nie jesteś w stanie okłamać własnego serca."

Westchnąłem i pomyślałem o Sulimie. Na moje nieszczęście poczułem ból w klatce piersiowej, a potem jakbym był rozrywany na strzępy. Nim się spostrzegłem na całym moim ciele wyrosły pióra oraz para skrzydeł.

Wkurzony rozpostarłem skrzydła i poleciałem do Silos, a przynajmniej miałem taką nadzieję, że dobry kierunek obrałem.



Tęczowe jezioro

Obudziły mnie pojawiające się pierwsze promienie wschodzącego słońca, które akurat padały prosto na moją twarz. Mogłem się niestety o tym przekonać osobiście, ponieważ gdy tylko otworzyłem oczy od razu musiałem z powrotem je zamknąć. Nie dosyć, że jestem w lesie wszędzie są drzewa to i tak promienie słoneczne znalazły drogę, aby już z samego rana zepsuć mi humor. Czy ktoś ma większego pecha ode mnie, a to dopiero początek, bo oczywiście muszę jeszcze znaleźć jeszcze grzyba oraz kwiatka

Próbowałem poruszyć się, ale po całym moim ciele rozszedł się natychmiastowy ból. Takie są skutki gdy śpi się na dworze i to w dodatku jeszcze na niewygodnej gałęzi, przynajmniej dobrze, że była na tyle gruba, że się nie złamała pod moim naporem. Powoli poruszałem wszystkimi kończynami, aby przywrócić im krążenie.

Gdy w końcu mogłem normalnie poruszać się i nie syczeć coraz z bólu przez skurcze, zszedłem na dół. Jednak o wiele łatwiej wchodzić na drzewo niż z niego schodzić musiałem przyznać.

Mój brzuch zaczął domagać się o posiłek, ale musiałem go zignorować, bo o wiele bardziej dokuczało mi pragnienie. Mam nadzieję, że niedaleko stąd płynie jakaś rzeczka albo byle jaka kałuża z wodą.

- Świetnie - mruknąłem pod nosem, nie dosyć, że musiałem szukać tamtych gówienek to teraz jeszcze wody. Łzy rozpaczy pojawiły mi się w oczach, przez co przywaliłem sobie z otwartej dłoni w policzek. To nie jest czas, aby teraz popadać w panikę i ryczeć.

Ruszyłem naprzód nie pozwalając sobie na pesymistyczne myśli. Zacząłem rozmyślać o tym, że jak tylko wrócę do Silos to zamieszkam w stajni, będę spał obok Jaśminy w sianie. Będzie mi tak miękko i przy okazji ciepło, ponieważ wszędzie będzie mi o wiele lepiej niż na tej nieszczęsnej gałęzi co spałem dzisiejszej nocy i to wszystko przez Sulima, on mnie tutaj przytargał, więc to wszystko jego wina! Nigdy nie wiadomo co mój kochany braciszek wymyśli, więc wolę spać w stajni, tam przynajmniej jest bezpiecznie. Jaśmina nie pozwoli mnie nikomu skrzywdzić.

Im dalej zmierzałem tym las stawał się coraz rzadszy. Chyba mi się zdawało, ale widziałam jak słońce odbija się w tafli wody. Przyspieszałem kroku aż w końcu sam nie wiedząc kiedy zacząłem biec. W moim sercu pojawiła się ogromna jak jeszcze nigdy nadzieja.

Wybiegłem z lasu, a moim oczom ukazało się ogromne jezioro. Woda w nim była nadzwyczajna, mieniła się w kolorze tęczy. Pierwszy raz widziałem takie zjawisko, przez co szeroko otworzyłem oczy ze zdziwienia. Gdybym miał osobiście wybierać miejsce testu wybrałbym to, ponieważ tutaj jest tak przepięknie i niezwykle.

Już spokojniej podszedłem do jeziora i kucnąłem przed nim, nabrałem w dłonie trochę wody i wypiłem ją małymi łyczkami. Smakowała jak normalna woda, więc odetchnąłem z ulgą, że nie jest jakaś otruta. Nie zawsze to co piękne może być zdatne do spożycia o czym już mogłem się przekonać w dzieciństwie. Dlatego mimo, że w lesie rosły jagody wolałem się ich nie jeść. Równie dobrze ta woda to może być trucizna, która działa powoli, ale jedynie wzruszyłem ramionami na tą myśl, już było za późno. Czasu nie jestem w stanie cofnąć.

Poczułem jak coś z tyłu kopnęło mnie w plecy i wpadłem do jeziora z krzykiem przez co ptaki, które znajdowały się niedaleko mnie od razu zerwały się do lotu.

Moje ubrania natychmiast namokło przez co zaczynało ciągnąć mnie na dno. Wkurzony podniosłem się i rozejrzałem się dookoła kto miał czelność mnie kopnąć, ale nikogo nie było. Mimowolnie przeszły mnie ciarki, może ktoś usiłuje właśnie jeszcze bardziej przyspieszyć moją śmierć. Świetnie! Na tyle sposobów mogę tutaj umrzeć, to jeszcze ktoś dodatkowo czyha na moje życie. Co ja takiego zrobiłem, że ktoś pragnie odebrać mi życie?!

Gdy w końcu wyszedłem z jeziora trzęsąc się z zimna dopiero po chwili zrozumiałem, że w wodzie było mi o wiele cieplej. Ale powinienem dalej szukać tych dwóch brakujący rzeczy, a nie taplać się w jakieś kałuży.

Odwróciłem się od jeziora, aby mnie bardziej nie kusiło. Ruszyłem z powrotem w stronę lasu, ale wtedy przypomniały mi się słowa Sulima, które wypowiedział zanim odjechał: ,,Podążaj za głosem serca". Natychmiast przystanąłem i spojrzałem w stronę jeziora. Nie wiem czy to, że chcę wskoczyć z powrotem do jeziora to mówi mi serce czy rozum czy może całkowicie co innego.

- Mam dosyć! - krzyknąłem patrząc na jezioro jakby ono mogło mi w tej chwili pomóc. Nie mam pojęcia co robić czy wrócić do lasu czy mam niby wskoczyć do jeziora, ale po co skoro tam na pewno nie ma żadnego kwiatka ani grzyba, bo jakby mogło niby tam rosnąć?! No nie mogą! To by łamało wszelkie prawa natury! Jakby to, że ogniste słowa pojawiły się przed lasem to było coś całkiem normalnego. To wszystko staje się coraz bardziej porąbane!

Przejechałem drżącymi dłońmi po swoich czarnych włosach łapiąc je między palcami i szarpiąc za nie w przypływie rozpaczy. Miałem ochotę wyrwać sobie wszystkie kłaki.

Wskoczyłem do jeziora mając już wszystkiego dosyć. Chciałem jedynie tylko przez chwilę nie czuć tego, że za chwilę zamienię się w sopel lodu, które często w czasie zimy zwisały z dachów domków w Silos.

Moje ubrania z powrotem nasiąkły wodą przez co zaczęły ciągnąć mnie w dół. Nie miałem sił walczyć, dlatego pozwoliłem, aby niewielki prąd poniósł mnie dalej od brzegu, a potem zostałem pociągnięty na samo dno jeziora. Podczas wskakiwania wstrzymałem oddech, ale teraz zaczęły piec mnie płuca, więc wypuściłem oddech. Niesamowicie się zdziwiłem, bo mogłem z powrotem normalnie nabrać powietrza, a poza tym czułem jakby było co najmniej lato, było mi tak ciepło i przyjemnie.

Nie widząc innego wyjścia zacząłem niezgrabnie poruszać kończynami, aby jakoś się przemieścić. Skoro już tu jestem powinienem chociaż się trochę rozejrzeć.

Nagle moim oczom okazał się złoty lotos. Miałem ochotę zacząć się śmiać, jednak głupi to ma zawsze szczęście. Podpłynąłem do niego i go bez problemu zerwałem.

Od dłuższego czasu pierwszy raz w mojej głowie pojawiła się myśl, że może jednak mi się uda. Już tak niewiele brakowało do zakończenia testu. Nieważne, że żołędzia i kwiatka znalazłem przez łut szczęścia, może tym ostatnim razem też mi się poszczęści.

Miałem już dwie rzeczy z trzech, został tylko grzyb. Raczej w jeziorze grzyba nie znajdę, to byłoby za łatwe, ale postanowiłem jeszcze trochę się rozejrzeć. Nie miałem ochoty, a raczej sił wrócić na powierzchnię, bo jednak musiałbym stoczyć walkę żywiołem wody, aby się stąd wydostać. Przez to poczułem się jeszcze bardziej wyczerpany, chociaż z tego co pamiętam to wcale nie tak dawno był wschód. Oczy zaczęły mi się zamykać, a ja tarłem je ciągle dłońmi zaciśnięte w piąstki, ale to nic nie dawało. Stawałem się coraz bardziej śpiący aż w końcu nie miałem sił, aby z tym walczyć. Zamknąłem oczy obiecując sobie, że za chwileczkę je otworzę.