Strony

piątek, 26 czerwca 2020

Dzikus z lasu

Przemierzałem las na grzbiecie Jaśminy gdy nagle tuż przede mną przebiegło stado saren. Koń ze strachu zatrzymał się i stanął dęba. Na szczęście byłem na to przygotowany, więc mocno przytrzymałem się za wodze i mocniej spiąłem łydkami boki Jaśminy.

- Spokojnie, Jaśminka - poklepałem ją po szyi, aby szybciej się uspokoiła, abyśmy mogli kontynuować jazdę.

Usłyszałem za sobą tupot kopyt i od razu domyśliłem się, że to mój brat mnie szuka. Dzisiaj był dzień w którym przypadały moje osiemnaste urodziny, więc za około dwie godziny miałem rozpocząć test. Każdy mieszkaniec uważał to za najważniejszą rzecz w życiu, dzięki temu zamieniamy się w zwierzę jakie do nas pasuje. Oprócz tego pokazuje nam się jaką drogą powinniśmy podążać, aby żyć zgodnie z naszym powołaniem mając przez cały czas czyste sumienie. Oczywiście jest to ściśle tajne, więc każdy milczy jak zaklęty co usłyszał o swojej drodze życiowej. Ale z tego co słyszałem, jeśli rezygnujemy z drogi, której ukazał nam los skutki są podobno tragiczne. Nie mam pojęcia o co w tym do końca chodzi, słyszałem jedynie z legend starszych ludzi z Silos. Podobno wtedy człowiek umiera w straszliwych męczarniach i samotności. Dlatego ciekawi mnie skąd ci ludzie o tym wiedzą, że akurat ktoś kto sprzeciwił się losowi umiera.

Wzruszyłem ramionami, sam miałem ochotę się sprzeciwić temu, bo mi było dobrze być dzieciakiem bez żadnych zobowiązań. Wiedziałem jednak, że Sulim, czyli mój starszy brat mnie odnajdzie. Swój test przeszedł dwa lata temu i przemienia się teraz w jastrzębia. Prawdziwy szczęściarz, też chciałbym się zamieniać w jakiegoś drapieżnego ptaka. W razie walki to z łatwością bym się obronił. Nie tak jak mój przyjaciel, który test miał tydzień temu, zamienia się w jakiegoś szczura. Gdy o tym usłyszałem mało co nie wybuchnąłem śmiechem. Wiem, że powinienem z szacunkiem do tego podejść i w ogóle, ale no proszę, chodzi o jakieś małe gówno co ledwo widać i z łatwością można je zdeptać przez przypadek. Jeśli ta "droga, którą powinien niby podążać" jest tak samo chujowa jak zwierzę, w które się zmienia to współczuję mu.

Coraz bliżej słyszałem tupot kopyt, więc łydkami ścisnąłem boki Jaśminy i nakierowałem ją na mało widoczną leśną drogę. Wiedziałem, że jak mój brat się wkurzy zamieni się w jastrzębia, a wtedy to prawie natychmiast mnie odnajdzie. Nie obchodziło mnie to jednak za bardzo, bo i tak tylko trochę na mnie powrzeszczy, że jestem małym bezmyślnym gówniarzem i gdyby nie on to zginąłbym już wiele razy, a potem widząc, że i tak nic sobie z tego nie robię odpuści. Przewróciłem oczami na samo przypomnienie sobie jego słów, tyle razy już to powtarzał, że zapamiętałem to wieki temu.
Pokręciłem jedynie głową i mocniej ścisnąłem łydkami boki konia, aby przyspieszył. Przedzieraliśmy się między drzewami, a ja śmiałem się czując wiatr we włosach. Kochałem naturę, gdybym tylko mógł przeprowadził bym się do lasu i zamieszkał na jakimś drzewie.

Galopowaliśmy aż skończył się las, wjechaliśmy na jakąś małą polanę. Pociągnąłem za wodze, a Jaśmina od razu zwolniła. Przed nami znajdowały się trzy drogi, która każda według mnie wyglądała tak samo. Zastanawiałem się którą wybrać gdy usłyszałem trzepot skrzydeł i tuż przede mną wylądował jastrząb.

Zmarszczyłem brwi i mimowolnie przewróciłem oczami. Zatrzymałem Jaśminę i czekałem aż Sulim się przemieni.

Patrzyłem jak mojemu bratu znikają pióra i ptasi kształt aż w końcu znowu staje się człowiekiem.
Na jego twarzy wymalowana była złość, a jego oczy wpatrzone były we mnie z obietnicą, że jeśli nie mam dobrego wytłumaczenia to czeka mnie śmierć w męczarniach.

- Jak leci, Sulim? - spytałem uśmiechając się do niego niewinnie.

- Sawin! - krzyknął jeszcze bardziej rozjuszony moimi słowami - Jesteś małym bezmyślnym gówniarzem! Wiesz, że za dwie godziny rozpoczyna się twój test, a ty co wyrabiasz?! - zadał pytanie i wskazał na mnie palcem, ale nawet nie czekał na moją odpowiedź - A ty gówniarzu bawisz się w lesie jak jakiś dzikus! Jak dobrze, że ja tu jestem, bo beze mnie zginąłbyś już wiele razy!

Ugryzłem się w język, aby powstrzymać się od śmiechu. Sulim był taki przewidywalny, mógłby chociaż zmienić swój stały tekst.

- Przepraszam - rzuciłem jedynie, aby Sulim już przestał wpatrywać tym wzrokiem jakbym nie wiem co sam zrobił. Wybrałem się tylko na wycieczkę konną, a on robi z tego jakbym zamordował wszystkich mieszkańców Silos.

- Mógłbyś chociaż szczerze przeprosić - mruknął jedynie już trochę uspokojony i potarł czoło - Co zrobiłem, że bogowie pokarali mnie takim bratem? – spytał sam siebie szeptem.
Zagwizdał trzy razy i po chwili z lasu zaczął wydobywać się dźwięk tupotu końskich kopyt. Na polanę wbiegł Lazur, koń Sulima. Był jednym z największych ogierów w Silosie, dlatego mimo, że wszyscy próbowali to ukryć, bo zazdrość była zakazana w mieście, to i tak było widać, że każdy pragnął takiego wspaniałego konia.

Lazur zatrzymał się tuż przed Sulimem wpatrując się w niego ufnie swoimi brązowymi oczami. Sulim uśmiechnął się do niego i pogłaskał go po chrapach, a następnie podszedł do boku Lazura i wsiadł na jego grzbiet.

- Dalej będziesz bawił się w dzikusa i uciekał po lesie czy pojedziesz za mną? - spytał nie racząc mnie nawet jednym spojrzeniem udając zajętego klepaniem szyi konia.

Mruknąłem jedynie niewyraźnie, że pojadę za nim. Byłem wkurzony, bo doskonale przejrzał mój plan. Chciałem uśpić jego czujność i pojeździć sobie jeszcze po lesie, ale najwidoczniej Sulim mnie zna lepiej niż się spodziewałem. Ścisnąłem łydkami boki Jaśminy, aby zrównała się z Lazurem.

- Spróbuj tylko zwiać, a będziesz jechał związany na zadzie Lazura - pogroził mi palcem i spojrzał na mnie, na całej jego twarz znowu zagościła złość.

- Jasne - mruknąłem i przewróciłem znowu oczami - Robisz takie problemy o jedną małą wycieczkę do lasu - prychnąłem i ścisnąłem boki Jaśminy nie czekając na jego odpowiedź.

Pognałem na grzbiecie Jaśminy w stronę miasta Silos. Mając nadzieję, że mój kochany brat może zabłądzi w tym lesie i odnajdzie się dopiero jutro, kiedy będzie po wszystkim. Gdyby tak się stało mógłbym bez problemu włóczyć się jeszcze przez kilka godzin.

Z tyłu było słychać tupot kopyt Lazura, więc niestety Sulim podążał tuż za mną. Moje malutkie marzenie w żadnym razie się nie spełni, bo mój brat musiałby stać się idiotą, a niestety muszę przyznać do tego mu raczej daleko.

W pewnym momencie Sulim na grzebiecie Lazura mnie wyprzedził na co ponownie dzisiejszego dnia przewróciłem oczami, ponieważ doskonale wiedziałem, że przez to co zrobił zaproponował mi wyścig do Silos. Mój brat uwielbiał się ścigać, ponieważ rzadko kiedy przegrywał. No cóż, miał jednego z największych koni, a co za tym idzie też najszybszego.

Pochyliłem się i zacząłem szeptać do ucha Jaśminy:

– Jaśminka pokażmy mu, że ty potrafisz być szybsza od tej jego beczki tłuszczu.

Koń zarżał jakby na potwierdzenie moich słów. Uśmiechnąłem się pod nosem, a następnie spiąłem łydkami boki Jaśminy.

Przejechałem tuż obok Sulima śmiejąc się ze zdziwienia wymalowanego na jego twarzy. Tym razem wygram, byłem tego pewny jak jeszcze nigdy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz